sobota, 31 lipca 2010

A wszystko kręci się wokół kasy... czyli M. jedzie na obóz

Cytat z mojego profilu na FB:

" w tym naszym kraju, ważniejsze jest to, kto i czy poniesie Krzyż, czy kolejna walka o kogoś w mediach, czy kolejna akcja polityka-oszołoma niż np. fakt, że 12-to dniowy obóz rehabilitacyjny dla dzieci autystycznych kosztuje więcej niż wycieczka do Kenii na 14 dni z przelotem... jak ludzie poświęcający swoje życie zawodowe, rodzinne dla dzieci mogą im zapewnić opiekę specjalistów? Szlag mnie trafia! do widzenia..."

I teraz parę słów wytłumaczenia.
JA NIE CZEPIAM SIĘ CENY - bo rozumiem, że każda godzina pracy dobrego specjalisty kosztuje, a terapie na obozach są bardzo intensywne. Przykładowo M. w ramach jednego obozu ma następujące terapie (po kilka godzin każdego):
  • terapia pedagogiczna
  • terapia logopedyczna
  • integracja sensoryczna
  • terapia ręki
  • stymulacja taktylna
  • dogoterapia
  • hipoterapia
  • zajęcia grupowe
  • warsztaty i konsultacje psychologiczne dla rodziców
Do tego należy doliczyć koszt odpowiedniego Ośrodka, który pomieści odpowiednia ilość osób (dzieciak jedzie z opiekunem), wpuści psy, gdzie jest co robić poza terapia, gdzie można znaleźć stadninę z końmi,  z odpowiednim zapleczem (sale do terapii) i możliwością zorganizowania różnorodnego wyżywienia (dzieci często są na rożnych dietach).

TO wszystko jest zrozumiałe...

MNIE wkurza to, że nielicznych na to stać...


W tym kraju nielicznych "stać" na codzienne utrzymanie dziecka niepełnosprawnego (diety, leki,  sprzęt). Do czego to może prowadzić? do jakich mysli? do jakich decyzji ludzi z dziecmi niepełnosprawnymi?  Nie chce nawet przez chwile zatrzymywac się nad tym tematem.

A przecież trzeba dzieci rehabilitować. Terapia! W niektórych prężnych Fundacjach również za sporadyczne konsultacje terapeutyczne trzeba płacić miesięczną składkę (podpisywać kontrakt).  Za dobrą terapię poza Fundacjami trzeba płacić za godzine zajęć ok. 80 zł. Zasiłek pielęgnacyjny jaki dostaje na M. to 140 zł. Czyli mam za to niecałe dwie godziny terapii w miesiącu. Można to sobie wsadzić gdzieś. Nawet jeśli po konsultacjach posiadam wiedzę, co powinnam zrobić - to ani psychologa, ani logopedy, ani zajęć np. hipoterapii sama nie poprowadzę. A w rehabilitacji istotna jest intensywność i długotrwałość.

Skąd te matki (piszę o matkach głównie, bo niestety większość, które znam - są samotnie wychowującymi matkami)  mają wyciągać kasę???? Jak pogodzić to, że trzeba sie dziećmi szczególnie opiekować, pomagać się im rozwijac i przystosowywać dzieci do zycia w spoleczenstwie z tym, że wszystko wiąże się z poszukiwaniem pieniędzy?
Często te mamy poza tym, że są samotne - to muszą (to nie ich wybór) - zrezygnować z pracy zawodowej. No to jeszcze muszą szukać kasy na przeżycie. W takim przypadku o terapiach nawet nie będę wspominać.

A kolejny problem np. dla mam pracujących pojawia się w wolne dni od szkoły. Ja wiem, że może nie powinno się inaczej traktować rodziców dzieci niepełnosprawnych - ale wyobrażacie sobie pozostawienie w domu niepełnosprawnego dziecka w wieku szkolnym w domu? Mnie mama zostawiała w domu w te dni.
A kto da matce pracującej urlop na całe wakacje, ferie i wszystkie inne dni wolne w szkole - tj. jakieś 50 dni roboczych w roku????? 

I to jest tylko początek pytań...

Choć czasem mam wrażenie, ze to wszystko i tak o k... d... potłuc, ta praca z dziećmi, bo jak nas zabraknie... zostanie im tylko przytułek.

W kazdym razie wkurza mnie to, doprowadza do szału...

i... dziekuje Bogu za to, że ja jeszcze pracuje, ze mam siłę, ze idziemy powolutku do przodu... i że M. może wyjechać na ten oboz...

Ale w głowie kłębią się myśli... przecież ja nie jestem lepsza... przecież tamte mamy i dzieci nie sa gorsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz