niedziela, 4 lipca 2010

Kryzys?

Mam dziś kryzys...

Z dwóch powodów... Pierwszy to taki, że znów poczułam, że wszystko jest na mojej głowie...

Naszarpałam się jak głupia z rozstawieniem basenu. Wiem, mogłam poprosić sąsiada, ale tak mi źle wykorzystywać innych do pomocy... Rozstawiałam go z godzinę. Woda nalewała się z 5 godzin, bo oczywiście, nie załatwiłam hydraulika ... i nieekologicznie musiałam nalać wodę z ujęcia "miejskiego ". Nieekologicznie a przede wszystkim drogo... Woda nalała się ale basen jakoś krzywo stał. Połamałam swoje paznokcie, wyciągając folię tak, aby trochę się wyprostował w swojej konstrukcji. M. będzie miał rano uciechę - jak się woda nagrzeje. Wiem tez że będzie to jego ekstaza a moja udręka... stanie godzinami z nim w wodzie.

Ale najadłam się strachu... bo nagle przestał płynąć prąd... Nie wiedziałam czy tylko u mnie... Korków nie wywaliło, poszłam do licznika głównego. Był włącznik ustawiony na 0. Nic się nie zmieniło. Zaczęłam się zastanawiać... Przecież właśnie przepisałam licznik na siebie... Może przyszedł rachunek - a ja go nie opłaciłam. A bez prądu - dupa... Mam tylko kuchenkę elektryczną... W głowie tylko pytanie co mam zrobić. Notebook wyładowany, nie znajdę numeru...

I Bogu dzięki pojawił się sąsiad, który poinformował mnie, ze do 19:00  prądu nie będzie... Popłakałam się... Dzieciak na kanapkach... a ja znów byłam bezradna... BABA na wsi..
ZNOWU SAMOSIA!

ba.. a woda się w basenie nie grzeje :(((

Drugi powód kryzysu to taki, że wiem, że trudno jest mi tak się zorganizować /niezależnie czy jest to urlop czy szary dzień roku/ żeby znaleźć dla siebie czas... Czas swój, kiedy będę mogła pobiegać, iść do fryzjera, wyciągnąć się z książką... Nie mogę tylko czekać aż mój dzieciak uśnie... nie mogę wstawać wcześniej, bo ja tez potrzebuje snu...

W takich momentach zaciskam zęby i staram się na kartce papieru poukładać wszystko... to działa, na chwilę... Ale tu i teraz... to nie ja mam wakacje... Moje wakacje polegają na tym, żeby przynieść radość M. i cieszyć się tym, że wokół mam piękną zieleń, że jestem na łonie natury... i że przestałam kasłać... czasami jest trudno... to wszystko akceptować... dobranoc...

P.S. Na wsi trwa impreza i jest karaoke... tak bym chciała pójść... śpiewam pod nosem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz