sobota, 31 lipca 2010

Optymistycznie - z pianinem w tle

Dostałam maila od nieznajomej, która napisała mi, że mój blog jest smętny, że pełny żalu, bez nadziei...

Kategorycznie się z tym nie zgadzam.

Blog ten pokazuje prawdę, która nie jest łatwa do akceptacji. Samej mi często trudno wszystko akceptować takie jakim jest.

Ale mimo przeciwności losu, czuję się prawdziwą mamą, z kochanym dzieciakiem, spełniającą się w pracy, mającą super znajomych....

Ale też mamą zwracającą uwagę na organizowanie staranne swojego życia.  Rozważającą każdy moment swojego życia. Szukającą tego, co cokolwiek może nam pomóc w tej drodze.  Nam, bo mama osoby niepełnosprawnej jest też w jakiś sposób osoba niepełnosprawną. Aby aby pomoc dziecku trzeba bardzo mocno zzyc sie z czyms takim jak jego słabości - jego niepełnosprawność.

Choć czasami chodzę wściekła, czasami popłacze sobie z bezsilności w samochodzie...
to się bardzo często śmieje, cieszę (z tych codziennych drobiazgów), bawię się - ŻYJĘ i jestem szczęśliwa...

Ok, postaram się więcej pokazać barwnych stron tych sytuacji z życia wziętych... ale nie będę manipulować codziennością.

P.S. Dziś M. spędził cały wieczór waląc łapkami w klawisze pianina.
Najpierw były to uderzenia całą raczka (z tzw. liścia) a po 2 godzinach (naprawdę! tyle to trwało!), zaczął eksperymentować z paluszkami.
Czasami przykładał głowe do "pudła" i mocniej uderzał lub lżej.
Badał długość trwania dźwięku.
Bogu dzięki, że sąsiedzi to "granie" ignorowali.
Te jego eksperymenty "muzyczne" są niesamowite.  Moge tak siedzieć i patrzeć - bez konca.
 I to ja uczę się od syna - bo dla niego to nie jest tylko instrument, to jest znaleziony skarb dźwięków, wibracji.
Muzyka to tworzywo. Pianino to narzędzie, którym poprzez formowanie tworzywa jednocześnie dostarczasz sobie nowych doznań i emocji...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz