wtorek, 12 lipca 2011

Wańka - wstańka


Terapeuta przygotowywał mnie w ubiegłym tygodniu przez trzy godziny do ciężkiego urlopu.

Dostałam zadania do zrealizowania z M. i szczegółowy plan dnia odczas tych dni wakacji.
Marzyłam o tym, ze się wreszcie wyśpie i dupa.
Mam codziennie dzieciaka budzić o 7:30 bez względu o której zaśnie. Dlaczego?

Moje główne zadanie to ustabilizowanie sytuacji M. ze snem.
Tak aby bez względnie na to z kim M. zostaje – codziennie grzecznie szedł spać – i przesypiał noc bez mamy – bez przysłowiowej ręki na swoim boku. Tak jak już wspominałam, M. jak tylko zdejmę z jego pleców rękę – budzi się i płacze – do czasu aż znów jej nie położę. Efekt jest taki, że sama jestem „połamana”, niewyspana, no i śpię w łóżku z dużym chłopakiem – co będzie jak będzie miał 17 lat?

No i problem jest również taki, że kiedy mnie nie ma – delegacja, wypad ze znajomymi…wówczas nie ma mojej ręki. Inna ręka się nie nadaje – rękę udaje czasami ciężka kołdra do integracji sensorycznej). Musi być mama. No i teraz mama musi sytuacje zdecydowanie poprawić – tak aby za dwa tygodnie dzieciak usypiał sam i przesypiał sam całą noc.

Najważniejszy jest harmonogram wieczorny.
O godzinie 19:30 mam dzieciaka wpuszczać do wanny na min.15 – max. 30 min
Jest to duży problem, bo w tej chwili M. potrafi siedzieć godzinę w wannie i mu mało. Na wsi - gdzie jesteśmy na urlopie jest tylko prysznic i podgrzewacz wody jest raczej krótkodystansowy. Nie da się długo siedzieć. Poza tym M. za prysznicem nie przepada.

W tym czasie mam przygotowywać kolacje.

Zaraz po wyjściu z wody – M. ma uczyć się siebie wycierać i ubierać się samodzielnie w piżamkę. raczej nie powinno to sprawiać dużego problemu. Oczywiście może być niezadowolony – bo na siłę mama wyciągnie go z wody, ale da się to przeżyć.

Następnie mam go poprowadzić na kolacje (mówiąc mu, że sam ma dotrzeć do kuchni – lub na wsi na taras – uczy się rozpoznawania miejsc).

Kolacja trwa dość długo – bo musi jeść samodzielnie – oczywiście zwleka oczekując, że ktoś się ulituje i mu da jeść do dzioba (bo przecież mnie głodnego nie położą do łóżka – oj synku mylisz się, nie jestem Twoją babcią).

Około godz. 21. Siusiu. Mycie samodzielne zębów – co od kilku tygodni idzie coraz lepiej.

I idziemy do łóżka. Razem. I mam czytać M. książkę – znów min. 15 – max 30 min. Jeśli mnie nie ma albo kogoś to znuży (choć mam nadzieje, że nie) -  będzie mógł puścić jakiegoś audiobooka. Ja lubię mu czytać, bo przez to poznaje świat – ma do tego głównie słuch – a nie wzrok. Poza tym nie czytam bajek – tylko książki dla dzieciaków w jego wieku. Przypominam: autysta to człowiek rozumny, inteligentny, nadwrażliwy, często obdarzony niezwykłymi talentami... i tylko ta jego nadwrażliwość układu nerwowego powoduje, że zamyka się w sobie...
Na koniec czytania – mam powiedzieć, że to pora na spanie i wyjść (bez ociągania).

Mam przychodzić do niego nie częściej niż co 20 min. – nawet jeśli wstanie i zacznie się bawić - mam czekać. Gdy przyjdę -  mam powiedzieć mu, że pora na spanie a nie na zabawę i zostać z nim max 5 min. – mogę się przytulić… i tak bez końca aż zaśnie. Wańka – wstańka. Nawet jak późno uśnie – mam go obudzić o 7:30… Nie wolno mu pozwolić też na podsypianie w ciągu dnia

No i jak jest? W sobotę - zaraz po przyjeździe - zrobiliśmy sobie dzień dziecka – nie stosowaliśmy się do programu.

Wczoraj (niedziela) był pierwszy dzień próby. M. nie zmrużył oka nocą. Dziś (poniedziałek) była beznadziejna pogoda. Nie zgodziłam się na wyjście do basenu. Bardzo, bardzo miał zły humor.  Jest już wieczór -  mimo, że widzę, że M. pada na pysk ciągle nie śpi.
A ja "chodzę po ścianach".  I kursuje w górę i na dół po schodach - bo sypialnia jest na pietrze (przynajmniej zrzucę parę kg :P)

Damy radę… Musimy dać radę. Będę twarda :)

Spaaaaaaaaaaaać mi się chce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz