środa, 4 sierpnia 2010

Nowelizacja ustawy - kto jest ofiarą?


Jest jasne, że przemoc wobec dzieci jest czymś bardzo złym i niedopuszczalnym.
 
Od dnia 1 sierpnia br obowiązuje nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Reguluje ona przede wszystkim kwestie kar cielesnych oraz ochrony zdrowia i życia dzieci.  Dziwne jest jednak to, że nie ma w niej zakazu stosowania przemocy psychicznej i innych form poniżania dziecka. Uważam, że to olbrzymi błąd, bo czasami słowa więcej krzywdy robią dziecku niż klaps. 
Według nowelizacji klaps jest uznany jako przemoc.
Ustawa również uprawnia pracowników socjalnych do interweniowania, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie dziecka. Decyzja taka nie może być podejmowana jednoosobowo, ale wspólnie z funkcjonariuszem policji i przedstawicielem służby zdrowia.
Dodatkowo  obowiązek informowania o agresji w domu mają nie tylko służby państwowe, ale także najbliżsi sąsiedzi i rodzina. Jeśli nie zgłosimy - możemy być sądzeni jako współsprawcy zbrodni.
To wszystko jest bardzo ważne!

Jednak patrząc na zimno -  w moim domu można mówić o przemocy w rodzinie.
Ofiarą jest i M. i ja.
Ta przemoc nie tylko jest ukrywana w pieleszach domowych - ale widoczna również na zewnątrz.

M. odwieziony na obóz. Niby wszystko odbyło się dość spokojnie. I pakowanie i podróż. Może fakt, że M. cały czas był zaopiekowany przez "dziadostwo" (babcia i przyszywany dziadek), spowodował ten spokój. Była i  zabawa na pokładzie samochodu i karmienie prosto do dzioba smakołykami przygotowanymi przez babcie.

Gdy tylko dotarliśmy na miejsce, postanowiłam zostawić dziadostwo na rozpakowywaniu a sama z M. poszłam nad wodę - przy okazji rozejrzeć sie po Ośrodku. Chciałam wiedzieć, gdzie ich zostawiam na dwa tygodnie.

Przeszliśmy może ze 100 metrów i zaczęły docierać do nas krzyki dzieci. I radosne. I płacz. Jestem wyczulona bardzo na te odgłosy - kiedyś kompletnie ich bym nie zanotowała. Hałas nie większy niz na małym placu zabaw.

Po kilku sekundach M. zaczął szaleć. On ma 11 lat. Ale jest bardzo silny. Potrafi mnie zrzucić ze schodów. Jego najlepszą bronią są zęby.
Atakuje znienacka. Łapie ciało ofiary zębami - i trzyma. Zębościsk. Wyrywać się nie radzę, bo może odgryźć kawałek ciała.
On nie wie, że sprawia taki ból, bo ma obniżone poczucie bólu i kiedy sam siebie ugryzie - jest to tylko w jego poczuciu lekkie złapanie.
Aby zrozumieć to co on czuje, możecie spróbować się ogryźć w goła rękę, a następnie założyć rękawicę narciarską i z taką samą siłą się ugryźć w tą ubraną rękę. Jest radykalna różnica, prawda?

Wracając do hałasu. Właśnie pierwszą reakcją M. było zaatakowanie zębami mojego przedramienia. Gołego przedramienia - przecież to lato.  Mam krwiaka (nie siniaka). Boli okropnie a do tego setki siniaków i pól ramienia spuchniętego. I podbite oko.

Jedyna możliwością w tej sytuacji  - moją obroną - było brutalne dość - bo w szarpaninie, całą siłą położenie go na ziemi. I przyciśnięcie go do podłoża swoim ciałem.
Wrzask, płacz, kopanie, wyrywanie się....A ja go przyciskam... całą sobą... i sama płaczę. Słowa nic nie pomogą.
Płacz i wrzask w pewnym momencie przerodził się w śmiech. Może z bezsilności. Być może ten ciężar sprawił mu przyjemność. Dzieci autystyczne potrzebują takich doznań. Często uspakaja je np. leżenie pod ciężka kołdrą - wypełnioną np. gorczycą.

Ale nie znając całej sytuacji - a zdarzyło się to w miejscu publicznym - można uznać to za przemoc wobec dziecka. I potencjalnie jest powodem na to aby mi je odebrać. Choćby odebrać - do wyjaśnienia sytuacji.

A to była obrona... i jedyna szansa na uspokojenie dziecka.

Ja dziś byłam ofiarą - jak mam się chronić przed własnym, coraz starszym dzieckiem? Czasami się boję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz