piątek, 15 października 2010

Do czytelników

W życiu człowieka często jest tak, że aby znalazł czas na zatrzymanie się, analizę stan obecnego i  spojrzenie z refleksja w przyszłość -  musi dostać po dupie.

A ja dziś dostałam po dupie i zrozumiałam, że czas nie stoi w miejscu i moje własne dziecko staje się coraz starsze i coraz silniejsze. Moim zadaniem na najbliższe miesiące jest to aby ograniczyć ta jego "moc" jakims sposobem.

I kiedy tak dumałam i skanowałam net w celu znalezienia jakiś pomysłów siedząc bolącym półdupkiem przed kompem - dostałam maila. Niezmiernie "miłego" maila. Takiego co niby ma mnie podnieść na duchu - ale w swej wymowie - jednak ma zniechęcić. A właściwie do końca nie znam intencji tej osoby.  Osoby, która mnie zna dłużej niż żyje na tym świecie mój syn.  I której w życiu nie podejrzewałabym o to, że wirtualnie może spróbować dać mi w twarz.  Osoby, która - mimo, że ma do mnie nr telefonu - nie miała odwagi po prostu zadzwonić. Która, do tej pory milczała.Osoby, która zna mnie i wie, że nie należę do osób, które noszą się ze swoim nieszczęściem.ba, ja nawet tej całej sytuacji nie postrzegam jako nieszczęście - tylko szczęście w innym wymiarze. W trochę odmiennym świecie. Wie, że uśmiecham się od ucha do ucha i jestem ostatnią osobą, która w życiu wykorzystałaby stan faktyczny w celu osiągnięcia jakichkolwiek korzyści - i materialnych i niematerialnych. Nie szukam litości.
Dostałam maila: "nie wstyd Ci publicznie rozlewać łez?".

Bloga załozyłam z kilku powodów:
  • Wiedza i doświadczenie zdobyte w trakcie życia z autystą nie nalezą tylko do mnie. Mam psi obowiązek dzielić się nim z innymi Rodzicami, Rodzinami osób z podobnymi problemami. 
  • Przypadek M. jest nietypowy (choć zaczyna być coraz częstszy) - niewidomy autysta. Przecieramy drogi w terapii. Przecieramy drogi dla innych. Moje codzienne trudności nie miałyby sensu, gdybym nie mogła przekazać ich innym. Może dlatego ta choroba dotknęła moje dziecko - żebym mogła innym w tak banalny sposób pomagać.
  • W Polsce mamy zaścianek - ludzie omijaja i nie chca widzieć osób niepełnosprawnych. Może rzucając okiem na te litery ktoś spojrzy na ten świat jak na świat takich samych ludzi - tylko trochę pozajaczkowanych. Z takimi samymi - choc jednocześnie innymi bolaczkami, problemami ale też radościami, szczęściem.
  • Chciałabym, żeby inni rodzice dzieci niepełnosprawnych zrozumieli, że choroba to nie koniec świata. Że można żyć. Można być szczęśliwym w tym nieszczęściu. Mamy bardzo ciekawe życie. Pełne wyzwań. Każdy dzień jest inny. Nie ma nudy. Jest fajnie. A każde małe zwycięstwo ma rangę wejścia na olimpijskie podium.
  • Traktuje jednocześnie swojego bloga jako rodzaj terapii. Czasami trudno - a może nie czasami tylko często nie mam możliwości wygadania się przed kimś. Posłuchania opinii nie-specjalisty. Jest mi lżej, kiedy podzielę się tym co u mnie za drzwiami słychać.
  • I wreszcie - jest to rodzaj spotkania - ze znajomymi i nieznajomymi. Tak jak spotkanie przy kawie, w knajpie, przy winie. Bo ja logistycznie często nie daje rady się wyrwać. A że zwierzę ze mnie towarzyskie, to towarzysko wirtualnie tez się z Wami chcę spotykać.
  • Ludzie otaczający mnie do czasu urodzenia M. oddalili się w rzeczywistości. Znajomym trudno jest czasami do mnie zadzwonić. Bo nie wiedzą o co za pytać. Bo boja się, że będą niezbyt delikatni. Bo myślą, że żyję już w innym świecie. Myślę, że gdy przeczytają te słowa w blogu, łatwiej im będzie powrócić. Autyzm nie zaraża. A w kontaktach z moim dzieckiem trzeba troszeczkę byc uważniejszym. Nic się poza tym nie zmienia.
  • Pisanie -może iluzorycznie - daje mi poczucie takie, że nie jestem z tym wszystkim sama
  • Pisanie daje możliwość zawieszenia się na chwilę i przemyślenia jeszcze raz zdarzeń, które danego dnia, w danej chwili miały miejsce. Daje mi także to, że z dystansem mogę zaplanować dalsze działania. Daje mi kopa.
Droga Osobo. Żyjemy, tutaj, żeby być dla innych. Dzielimy się sobą.
Dzielimy się emocjami, wiedzą i doświadczeniem.
Jeśli przeszkadzają Ci łzy - to nie czytaj. Przecież to Twoj wybór. Tak jak moim wyborem jest to, że piszę tego bloga i "leje łzy publicznie".

Miłego wieczoru...

Aha i jeszcze, dla mnie ważniejsze w życiu jest to by "być" - a nie "mieć". To w odniesieniu do tego mojego "wydawania kasy bez sensu na leczenie M." w Twoim mailu.
Amen. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz