wtorek, 12 października 2010

Stan zaburzonej świadomości


Kiedy 11 lat temu M. był jeszcze malutki  i nie przesypiał całych nocy doszłam do takiej wprawy w usypianiu, że na śpiocha nogą kołysałam wózek.
Pamiętam, że podnosiłam sie na duchu mówiąc sobie, że jeszcze chwila i to się skończy, że wkrótce dzieciak wyrosnie z niemowlęctwa.

O naiwna istoto!

Życie lubi mi płatać figle.

Dziś policzyłam sobie, że od 1 września nie śpię nocą dłużej niz 3-4 godziny. 41 dni obłędu. Kurcze, nawet za niemowlaka tak źle nie było.

Noc dla M. nie są problemem. Odsypia je w szkole. Ktos na to mu pozwala. I ten ktoś jest winny temu, że nie możemy z tego przestawionego dnia z nocą wyjść.

Trzymałam się, aż do dziś...

M. wieczorem zaczął kasłać i smarkać.  Oznacza to jedno - nie da rady iśc do szkoły. Zawołałam lekarza. Powiedział, że nic się złego nie dzieje. Ale żeby M. został w domu do czwartku. Żeby nie pozwolić złu rozwinąć skrzydła. M. nie dostał nawet żadnych extra leków poza witaminami i rutinoscorbinem i solą do nosa. Mój ulubiony lekarz zostawił mi również namiary na jakiegoś psyche, który czyni cuda z dziećmi autystycznymi.

Na szczęście tym razem nie muszę martwić się o opiekę, bo wróciła opiekunka ze swoich wrześniowych wakacji.

Niestety po wyjściu lekarza - M. zrobił awanturę na całe osiedle, bo nie zgodziłam się na codzienną kąpiel w wannie. Krzyczał przez prawie godzinę, probował nas gryźć, rzucał wszystkim. O! Przypomniałam sobie właśnie, że w zeszłym tygodniu na naszej wizytacji niedzielnej u babci, przewrócił moją mamę - taka silna bestia.  Mama cudem uniknęła uderzenia głowa o kant stołu. Anioły czuwały. No ale tym razem raczej diabły machały ogonami...
M. zaczął sobie zatykać rękoma buzie - aby zatrzymać powietrze. Byłyśmy bezsilne. Nie dało się nic mu wcisnąć na uspokojenie do buzi. Było aż tak szatańsko - aż zapukała do drzwi sąsiadka myśląc, że coś się stało. Czujna sąsiadka. Może już do opieki społecznej to zgłosiła (sic!), bo wyglądała raczej na zainteresowaną niż zaniepokojoną.

Opiekunka wpadła na pomysł, przykrycia M. ciężką kołdrą.  Posiadamy na stanie taką - wypchana ziarenkami gorczycy, waży 10 kg.

I cud się stał. To go uspokoiło.

Ale ja wtedy usiadłam na jego łóżku i zaczęłam ryczeć.
Z bezsilności.
Ze złości.
Ze zmęczenia.

Opiekunka powiedziała: -O, słuchaj, nie dasz rady sama sobie z tymi emocjami poradzić. Nie udawaj takiej twardej. Porozmawiaj z kimś na ten temat.
Ale z kim do diabła? Kto mnie wysłucha i zrozumie i poradzi?
Mama - zacznie się zamartwiać. Brat i jego rodzina - ma swoje bolączki. Kumpele, znajomi, przyjaciele - wiem, że to gooopie, ale wydaje mi sie, że jeśli kogoś ten autyzm bezpośrednio nie dotyka - nie potrafi zrozumieć.
Wyhodowałam w sobie zosie-samosię. 
Jest jednak psycholog. Nie mój. Tylko M. Ale w rozpaczy sięgnęłam po telefon.
Usłyszałam pytanie: - A kiedy pani ostatnio się wyspała? Nie poradzi sobie pani z sytuacją, jeśli pozwala sobie pani na brak snu. Adrenalina, praca, obowiązki tworzą złudne poczucie, że pani może dobrze funkcjonować. Ale pani już nie radzi sobie z niczym. W szczegolności z dzieckiem. Na dodatek pani nastrój spowoduje to, że cały świat pani będzie odpychać od siebie.

No świetnie, potrzebowałam to usłyszeć. Jak ja nie znoszę, jak ktoś mi mówi, że sobie nie radzę. Robię się taka malutka, że mogłabym schować się do dziurki od klucza i nie wychylać ze strachu nosa - strachu, że skoro nie umiem w tej chwili sobie z czymś poradzić, to już w ogóle z niczym sobie nie dam rady!

Ale na szczęscie psycho nie zgnoił mnie bez-konstruktywnych-porad-dla-zosi-ktora-udaje-samosię.

Skoro obawiam się zaśnięcia, przy dziecku, które nie śpi muszę wyeliminować to co powoduje ten strach.
Należy:
  • położyć sie z dzieckiem w jego łóżku (jakie tego będą konsekwencje się spodziewam - ale sen ważniejszy)
  • zamknąć drzwi od pokoju na klucz
  • przed położeniem się spać usunąć z pokoju wszystko co wydaje mi się zagrożeniem
    - to co może sobie ściagnąc na głowę
    - to co może użyte być do uderzania w głowę
  • zabezpieczyć kontakty i wszelkie rogi (tak jak się to robi mając w domu małe dziecko)
  • przed położeniem się spać usunąć z pola zasięgu rąk wszelkie rzeczy, które mogą rozpraszać, zabawiać
  • włączyć CD z długą, nudną bajką - w ustawieniu continous
  • dać dziecku przed położeniem się spać coś na uspokojenie i melatoninę oczywiście
  • nakarmić, napoić, wysiusiać i mieć pod ręką coś na ząb i łaknienie - tak aby nie musieć wstawać do kuchni. Dawać tylko w ostateczności. Musi zrozumieć, że kolacja jest ostatnim posiłkiem.
  • ignorować go, cokolwiek by nie robił. Bo to manipulant.
  • KATEGORYCZNIE zabronić szkole na pozwalanie M. odsypiać noce. Z tym trochę będzie słabo.
Ha! Wszystko jest oczywiste. Ja wszystko to wiedziałam przecież. Ale chyba czekałam na to, żeby KTOŚ mi to powiedział.
Opiekunka, po wyjaśnieniu jej co do mnie powiedział psycho, zapakowała mnie do łożka a sama wzieła się za "porządkowanie" pokoju M. przed snem.
Przespałam się dwie godziny i świat wygląda inaczej. A dziś zaczynamy eksperyment.

Dobranoc moi Drodzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz