poniedziałek, 31 stycznia 2011

Roczne dziecko

Życie z autysta to życie jak z rocznym dzieckiem. Nie jest samodzielny, nie można się dogadać, nie można go spuścić na chwile z oka, a do tego ma się ślady po ugryzieniach...
Wczoraj doszły tez straty materialne. Rozwalony notebook. Tego się nie spodziewałam.
I po fajnym wczorajszym dniu dziś znów czuje kopniecie pana Boga. Bilans musi u mnie wychodzić na zero...

poniedziałek, 24 stycznia 2011

W szkole jednak bez zmian

Naiwnie myślałam, ze czasy się zmieniły po 20 latach od skończenia szkoły przeze mnie.
Dyrektora pewnej szkoły powinni wysłać do psychiatry, na szkolenie z komunikacji a ja na dodatek powinnam go oskarżyć o znęcanie psychiczne!!!!

niedziela, 9 stycznia 2011

Sylwestrowe strzały i szaleństwa

M. dziś ma problem z zaśnięciem. Piętro wyżej odbywa sie karnawałowa impreza.
Wątpię, żeby położenie się moje do łóżka z synem było dziś lekarstwem na sen. 
No ale jest karnawał, niech się ludzie bawią. Maja do tego prawo
Sama bym chętnie się pobawiła. Ech.
Nadrobię za to blogowe zaległości z okolic Sylwestra.

M. dostał mnóstwo zabawek pod choinkę. Wszystkie rozwijające - edukacyjne oraz trzy grające, które najbardziej go fascynują.
Największą frajde z tych trzech graideł daje pudełeczko z 18 odgłosami z kreskówek.
M.in można usłyszeć puszczanie bąków, spadanie ze schodów, wybuch, klaskanie i tak dalej. Sama się uśmiecham jak te efekty dźwiękowe słyszę. M. potrafi bez końca siedzieć, trzymając zabawkę w ręku i śmiać się pełnym głosem.

Zabawa takimi klejącymi się kuleczkami a'la modelina, wyrywanie igieł z choinki, zadziwienie prawami fizyki poprzez zabawę klockami magnetycznymi, próbowanie układania puzzli dla dzieci niewidomych -  wszytko to pozwalało nawet na zapomnienie o ulubionej kąpieli w wannie.
Sama ze zdumieniem patrzyłam na to jego "inne" - nie stereotypowe zachowanie.
I tak działo się przez kolejne świąteczne dni.  Dzieciak nawet nie chciał nic słyszeć na temat wyjścia na spacer.

Ile można siedzieć w domu. Zaczęłam sie buntować i we wtorek po świętach zmusiłam go do wyjścia z domu. Błąd.
Już przy ubieraniu zrobiło się słabo. Nie mówiąc dużo o tym, że schodząc po schodach najmniejszym problemem było to, że darł się wniebogłosy. Pomyślałam sobie - trudno - niech się drze, niech wszyscy się gapią, będę twarda i nie odpuszczę.

Dociągnęłam go do poczty. Poczta jest jakieś 500 m od mojego domu. Miałam do odbioru przesyłkę. Nie spodziewałam się, że o tak wczesnej porze zastanie mnie tam dziki tłum. M. - wściekły na mnie i na ludzki szum - usiadł na ziemi i zaczął walić głową w podłogę.

1l-atek jest tak silny i tak zwinny jak ryba, że nie mam siły go podnieść - jeśli on nie chce się podnieść. Wymyka się z rąk.
Błagałam go łykając łzy - Synu, proszę, wstań, już idziemy do domu. Szlag niech trafi jakiś list polecony.
Udało się go przekonać. Ale łkałam, bo do tego wszystkiego oczywiście słyszałam beznadziejnie głupie komentarze ludzi. Głównie oczywiście starszych ludzi. W sumie norma - a jednak mnie to rozwaliło.
Gdy wychodziliśmy postanowiłam nie schodzić schodkami - dlatego, że schodki nie mają identycznych rozmiarów (wysokość) - a to wkurza M. W jego świadomości każdy stopień musi być równy. Dzieciak wtedy bez strachu je pokonuje. Inne wysokości  stopni - powodują poczucie zagrożenia.
Dlatego wybrałam podjazd dla wózków.
Niestety było ślisko. A dzieciak wściekły. Pociągnął mnie. Sam się zachwiał. ratowałam syna przed upadkiem - sama waląc czołem w ścianę.

M. zaczął się śmiać. Ja też. Zły humor zniknął.
Po dotarciu do domu dopiero zorientowałam się, że mam pół twarzy w krwi. Wielka ziejąca dziura na czole. Zdarty pieprzyk. Ból głowy - pewnie jakieś wstrząśnienie mózgu albo coś. Ale nie miałam jak pojechać do chirurga. Pozostało samoopatrzenie się.  Po tych niecałych dwóch tygodniach widać, że pozostanie raczej głęboka blizna - na pamiątkę głupoty. No i pozbyłam się pieprzyka for ever.

Czas świąteczny dla dzieci autystycznych jest najtrudniejszym czasem w przeciągu roku. 
Zmienia im sie cały świat. Wypadają z ustalonego rytmu dnia codziennego. Na dodatek przyjmują emocje rodziców, rodziny. My się spieszymy, coś chcemy, o czymś innym myślimy, te emocje nie są
podobne do emocji w ciągu roku czy w trakcie ferii czy wakacji. 

Dodatkowym stresem dla dziecka są wybuchy petard. Moje ucho się przyzwyczaja. Dla mnie jest to naturalna sytuacja, że ktoś sobie strzela.  
Dziecko autystyczne boi się nagłych dźwięków. A co dopiero mówić o dziecku niewidomym, który nie widzi, że za strzałem leci kolorowe światło. Nie może mu się to kojarzyć z czymś ciekawym.
Popatrzcie na reakcje Waszych zwierząt na te strzały. W tym przypadku to dobre porównanie.
Można próbować zakładać słuchawki, podgłasniać muzykę, dawać większą dawkę leków uspokajających - czy w samego Sylwestra o północy trzymać dziecko w  łazience - dodatkowo puszczając wodę do wanny czy pod prysznicem. Mama nie bawi się w noc Sylwestrową. Chroni dziecko.

Ten grudniowy czas jest trudny. Powinno się dziecko zostawić w spokoju. Pozwolić na swobodę, zabawę, dac luz. 
Lepiej poźniej potrudzić się wyprowadzając z tego błogostanu dzieciaka i wprowadzając w codzienne zajęcia niż trafic z dzieciakiem do szpitala. Bo bronić sie bedzie przed emocjami i nowymi nieprzyjemnymi sytuacjami autoagresja.   

Proszę, ograniczajcie zabawę fajerwerkami. Jeśli nie potraficie świętować powitania Nowego Roku bez nich - to chociaż powstrzymajcie się w inne dni.  I pomyślcie w tym kontekście  nie tylko ze względu na zwierzęta, ale przede wszystkim ze względu na ludzi....

P.S. Na tych schodach powinnam była go puścić. Może jakby upadł - może zapamiętałby co się stało i na drugi raz tak samo się nie zachował.
..