środa, 13 kwietnia 2011

Ostry dyżur

W poniedziałek wyjechałam na dwudniowa delegację.
Jak zwykle - w związku z tym - M. nie spał w nocy z niedzieli na poniedziałek.
Nie wiem jak on wyczuwa te moje wyjazdy. Jestem - albo mi sie wydaje - że jestem spokojna.
Nie robię zamieszania pakowaniem - albo pakuje się jeszcze dzień wcześniej, gdy jeszcze M. śpi.
Staram się nie wprowadzać żadnych złych emocji.
No ale tym razem znów się nie udało. Dzieciak niewyspany trafił do szkoły. Zaczął sie awanturować i walić głową w ścianę. Opiekunowie w szkole nie potrafili go ujarzmić. Ja nie mogłam przyjechać bo byłam poza W-wa.  A on tak mocno uderzał głową, aż zaczęło mu puchnąć czoło. Zbierał się jakiś płyn.
Zobaczyłam to czoło następnego dnia - czoło jak z wodogłowiem. W niektórych filmach sci - fi tak przedstawiają kosmitów z takim wysoko nienaturalnym czołem. Jak musiało to wyglądać wczoraj?
W każdym razie można było podejrzewać, że to robił się jakiś krwiak. Mogło być to zagrożenie życia dziecka!
Ale szkoła nie wezwała pogotowia!
Szkoła szukała opiekuna!
Szkoła powiedziała, że nie może wezwać pogotowia bez zgody opiekuna! dziecko mogłoby zejść z tego świata na oczach pracowników szkoły - a oni nic by nie zrobili???????
...
M. pojechał ze swoim tatą do szpitala dziecięcego na Działdowską. Była parę minut po godz. 14.
Niestety nie można było zrobić USG - nie znam powodu. Czy zepsuty sprzęt? Czy jakiś inny powód.
Lekarz powiedział, żeby pojechać prywatnie na USG. To jest Polska. :(

Na szczęście okazało się, że nie ma żadnego wylewu podczaszkowego.

A szkoła? W środę - dziś - już sama odwiozłam M. do szkoły.
Po raz kolejny usłyszałam, że nie podejmują się opieki nad M.
Czyli jak się pojawia jakikolwiek problem - zmiana frontu - i wyrzucają M. ze szkoły.

Mam tych jazd serdecznie dość... Raz w tą, raz w tamtą... Raz tak, raz siak...
Cała nadzieja w terapeutach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz