sobota, 14 maja 2011

Życie w szufladkach

Siedzę sobie w kącie w kuchni i podsumowuje miniony tydzień.

Dziwny tydzień.

Same dobre wpisy w szkolnym zeszycie M. Teoretycznie tak nie powinno być. W nocy ze środy na czwartek M. nie spał. Rano w szkole mnie ugryzł.  Pogoda w tym tygodniu fatalna i wpływająca, źle na nastrój.
M. dostaje magnez i widzę, że to poprawia mu nastrój - więcej uśmiechu. Ale zdecydowanie wpływ na jego zachowanie ma terapeutka. Tak jakby była kojącym czynnikiem. Jakby była jakimś bezpiecznikiem.

Terapeutka w tej chwili jeszcze nie wprowadza terapii do życia M. Ona po prostu mu towarzyszy. na razie to on o wszystkim decyduje. Ona jest i mu w tym asystuje. Dopiero za tydzień zacznie wprowadzać np. trening ubierania się i rozbierania, mycia zębów, jedzenia. Samodzielnego działania M. - bez pomocy innych i ćwiczenie "kiwania głową" na "tak" i "nie"

Za to w moim przypadku sytuacja wygląda odmiennie. Terapia już ingeruje w mój dzień i wieczór.
Codziennie muszę być o godzinie 18:30 w domu. I od tej chwili wszystko jest codziennie takie same.
Konkretne godziny - zdefiniowane czynności. Kolacja. Kąpiel o określonej długości. Czas na zmywanie. Czas na kładzenie spać.

Nie umiem sobie z tym poukładanym tak szczegółowo czasem dać rady. Mimo tego, że widzę jakieś drobne pozytywne zmiany, to nie moge tego zaakceptować.
dziwne, bo w sumie w pracy tez działam wg jakiś schematów. Ale tu jest MOJE życie. A jakby nie moje.
Poza tym muszę rezygnować - niby nie z takich ważnych spraw - ale z moich małych przyjemności w tym życiu.
Moj brat ma dziś koncert - nie pójdę.
Jestem jutro zaproszona na urodziny - nie pójdę.
Moglibyśmy razem wyjechać poza Warszawę w majowy weekend - nic z tego.

Świadomość tego, że tak wiele ode mnie w tej chwili zależy. Powodzenie terapii jest trudne. Ale z drugiej strony to ja przez pierwsze 7 lat życia M. codziennie z nim ćwiczyłam. Musiałam 5 razy dziennie realizować sekwencje zadane przez Synapsis. Więc powinnam zrozumieć, że to nic nowego.

Może boje się, bo konsekwencją moich działań może być cierpienie dziecka - np. zaburzenie ustalonego harmonogramu może spowodować znów u niego autoagresje.

Irracjonalny strach?

Mam wrażenie, że od paru dni widzę szczęśliwsze dziecko. Za to mi jest trudno. Czuje się ograniczona. W klatce. Nie mam swojej wolnej woli. Muszę to przepracować w swojej głowie.

A czy kiedyś będzie taki jeden choć dzień, kiedy przez chwilę na pierwszym miejscu będę ja i moje marzenia?

egoizm?

dobranoc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz