poniedziałek, 27 czerwca 2011

Koniec roku szkolnego

Koniec roku szkolnego. W moim przekonaniu do momentu wejścia w nasze życie terapeutów - to był najgorszy rok w edukacji M.

Nie lubię końca roku.

Właściwie to chciałabym, żeby M. nie zdał do kolejnej klasy, bo to daje mu szansę na dłuższą „ochronę” przed jakimiś dziwnymi domami pobytu dziennego dla osób niepełnosprawnych.

Chcę go „przechować” jak najdłużej.
Właśnie jego koleżanka z klasy skończyła 18 i musiała odejść ze szkoły.
To dla mnie strasznie przykre. Przypomina mi o tym - co nieubłagane. Czas leci.
Może pora wreszcie zacząć myśleć o wsparciu „Tęczowego Domu”?
Choć mentalnie cały czas przed tym uciekam.

Nie lubię końca roku.

Bo przed nami teraz dwa miesiące (ponad) totalnego zamieszania i organizowania czasu dziecku.
Jak miałam 12 lat,  i gdy nie byłam na wakacjach poza domem - to rodzice mogli mnie zostawić w domu… czytałam książki, wychodziłam na podwórko, robiłam sobie jedzenie, spędzałam czas z koleżankami ze szkoły. Rodzice nie musieli mi organizować tych wakacji w 100% - a raczej opieki na 100%.

W przypadku niepełnosprawnego dziecka – nie mam innego wyjścia.

I znowu jak co roku  – opieka standardowo: ja 2 tygodnie, „dziadostwo” – 2 tygodnie na obozie… zostaje jakieś 5 tygodni do zorganizowania.
Opiekunki – i obciążenie kieszeni…

Wiem, ze wracam często do sytuacji materialnej – ale przypominam – zasiłek pielęgnacyjny to jakieś 130 zł miesięcznie.
Godzina opiekunki wykwalifikowanej 25 zł.  Można próbować negocjować. Ale nawet jak zejdziemy do 15 zł za godzinę, to dzień 9 godzinny kosztuje nas 135 zł. Miesiąc - czyli 20 dni roboczych to
2 700 zł. Mało?
Nie bardzo rozumiem, dlaczego dzieci niepełnosprawne nie maja takiej możliwości jak dzieci w żłobku. Dlaczego MUSZĄ mieć pełne wakacje.
Przecież te wakacje w „szkole specjalnej” dla nich mogłyby być lajtowe. Ale jak walczyć z systemem?

Ale wracając do końca szkoły…

Nie cierpię końca szkoły – bo ten ostatni dzień to kolejny sajgon.
Trzeba kupić i przynieść jakieś kwiaty. Jazda z kwiatami jest dla mnie nie zrozumiała. Czy ktoś mi daje kwiaty w podziękowaniu po każdym zamkniętym roku w pracy? TO jest praca! Za to płacą! Mam się źle czuć jeśli nie przyniosę kwiatów? Śmieszne. A może ktoś mi powie jak mam te kwiaty zorganizować? Mam wziąć opiekunkę po to, żeby kupić do szkoły kwiaty?

 W szkole jakis długo trwający apel. Żadna atrakcja do dzieci. I tylko ta godzina apelu w szkole i oczywiście juz zamknięta świetlica. Można powiedziec, że to dodatkowy dzien wkakacji.

No dobra… i ostatni negatyw z tego całego końca roku – msza święta na zakończenie (przedostatni dzień szkoły). MUS! Ale do cholery dlaczego mus? Tysiąc razy tłumaczyłam w szkole – kościół i jego akustyka to horror dla autysty! On nie potrzebuje dodatkowego stresu. Nie potrzebuje poczucia zagrożenia. Nie potrzebuje nie potrzebnych nikomu dodatkowych emocji! On ma mieć stabilny emocjonalnie świat! Na mszy M. dostał medalik. Ma go nosić przez całe wakacje - codziennie - bo się wówczas przyzwyczai do noszenia czegoś na szyi - tak powiedziała terapeutce katechetka. Hahaha...kluczy???? Może ktoś mi to wytłumaczyć bo zgłupiałam. Jaki jest tego cel?????

M. pierwszy i ostatni raz był na zakończeniu szkoły! Strata czasu, nerwy (dla autysty za dużo hałasu i brak typowych schematów działań).


Poddałam się namowom własnej mamy – i to było ostatni raz!
Uwaga: ja piszę o tych dniach z perspektywy mamy niepełnosprawnego dziecka i opieki nad nim - gdybym miała zdrowe dziecko w wieku 12 lat, to dla mnie i dla niego pewnie byłby to fajny czas a nie kolejny problem!

A na zakończenie pozytywnie - pozytywne zaskoczenie – po tym tragicznym roku – taka superancka laurka na świadectwie  (aby zobaczyć lepiej  naciśnij "CTRL i +"):


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz