wtorek, 7 czerwca 2011

Wyjazd na integracje

Miałam w planach wyjazd na integracje firmową.
Strasznie mnie to stresowało, bo nie wiedziałam czy mogę pojechać w trakcie terapii M.
Dwa dni bez mamy.
Po spotkaniu z terapeuta m.in w tej sprawie okazało się, że on nie widzi problemu.
Mało tego, w tym czasie miał obserwować zachowanie M. Chciał zobaczyć w jaki sposób chłopak reaguje i zdiagnozować w czym tkwi problem, że do tej pory każdy mój wyjazd źle znosił.
Jednak byłam bliska szaleństwu, bo okazało się, że tata M. równiez nie będzie obecny w warszawie i cała opieka nad M. spoczywac będzie na babci i terapeutce. Wsparcie opiekunki nie wchodziło w grę - bo nie bardzo stać mnie było na cała sobotę i pół piątku z opiekunką.
Miało wyglądać to tak, że ja w piątek rano zawiozę synka do szkoły i prosto pojadę pod Olsztyn. Po lekcjach M. przejmie terapeutka. A o 18:30 moja mama i zostanie z M. do wieczora w sobotę.

Plany, planami - ale wszystko się zaczęło rozsypywać.
Wieczorem w czwartek M. nie dawał mi spokoju. Był rozdrażniony. Nie chciał jeść, nie chciał współpracować. nawet nie próbowałam się pakować, żeby przypadkiem jeszcze bardziej go nie denerwować. Postanowiłam, że rano się spakuje póki M. będzie spał. Jednak było to niepotrzebne, bo M. czuł, że coś nie gra.

Zasnął ok. 5 nad ranem. Ja spałam dwie godziny, bo musiałam rano się spakować, zrobić śniadanie i zawieźć marudzącego M. do szkoły.
Wszystko było nie tak. Byłam strasznie zmęczona. A ja brałam jeszcze odpowiedzialnosc za zdrowie i życie ludzi, ktorych zabrałam ze sobą samochodem. Jednak szczęśliwie dojechaliśmy.
Cały dzień zamiast się wyluzować, myślałam o tym co się dzieje w domu. Nie miałam zasięgu. W końcu urwałam się na chwilę późnym wieczorem i poszłam na spacer - szukać zasięgu.
Gdy cudem złapałam zasięg otrzymałam dwa sms - "Nie martw się - jest ok" - od terapeutki a następnie "M. się bardzo denerwuje. Próbuję go uspokoić" - od mamy. Zasięg był taki, że nie udało mi się zadzwonić.

Co możesz zrobić daleko od domu…? Po kilku kieliszkach wina?


Mój niepokój siedział we mnie całą noc i psuł zabawę.

Jakoś udało mi się usnąć. Rano przyspieszyłam wyjazd. parę km od Ośrodka w ktorym bylismy dostałam sms "M. poszedł grzecznie spać" i nast ępny " M. już wstał, zjadł sniadanie i grzecznie bawi się zabawkami".
Zeszło ze mnie powietrze. Ulga. Szkoda tylko, że wowczas, gdy już wracałam do domu. Ale przynajmniej spokojnie prowadziłam samochód.

Po moim przyjeżdzie mama zrelacjonowała mi to co się działo. Otoż gdy babica przejeła wnuka od terapeutki strasznie marudził i sie wściekał. Okazało się po prostu, że jest głodny. Nie chciał samodzielnie jeść. Ewidentnie szantażował babcię i ta w końcu się ulitowała i go nakarmiła.
Złośc odeszła jak ręką odjął.

Babcia poza dobrym jedzeniem, przywiozła mu nową zabawkę.  Taką "głowę" niby ziemniaka - w której jest kilka otworów, w które to można włożyć: nos, oczy, uszy, nogi i ręce. M. był rozbawiony - gdy babcia mu tłumaczyła, że wsadził nos tam gdzie powinno być ucho.

Moja mama jest specjalistka od rymowanek - więc jak przeleciał nad blokiem samolot albo M. dostał czkawki, wówczas rozśmieszała go jakimś wierszykiem.

Około 22:30 babcia już padała na twarz - więc zaciągnęła M. do łóżka. Razem przysnęli. Niestety zadzwonił telefon.  Moja mama wstała i poszła do kuchni aby porozmawiać nie budząc juniora. Ale ten jednak się obudził i zaczął płakać. Poczuł się opuszczony.
Babcia jednak przytuliła go i usnął spokojnie.
Rano wstali - M. został nakarmiony (!!!). Później poszli na plac zabaw, gdzie tak wcześnie jeszcze nie było dzieci. I hustał się na hustawkach i zjeżdzał ze zjeżdzalni i chodził po małpim gaju.
Nim zdołałam wrócić, był również nakarmiony obiadem.

I czego ja się bałam? Jak z babcią mogło być źle?  Było fajnie. Nie było samodzielności ale było zabawnie i spokojnie. To była metoda babci na pokonanie i unikniecie złości wnuka. Nie mam do niej pretensji. Dałą radę. nie było strat w ludziach :)

A przecież babcie są do rozpieszczania :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz