piątek, 15 lipca 2011

Pierwszy wakacyjny sukces

Minęły cztery dni mojego urlopu. Dziś jest czwartek.
Pierwszy wielki sukces zaliczony.
Pierwszy raz M. usnął beze mnie. Mam nadzieję, że prześpi tez całą noc beze mnie.


Do dziś ten urlop to był jakiś obłęd. Moim zadaniem na urlopie zgodnie z ustaleniami z terapeutami miało być doprowadzenie do sytuacji, że M. zacznie sam usypiać.
Trzymałam się wytycznych: " how to do it?"
Ale jak na razie synek był twardzielem i spał 2-3 godziny na dobę. Ja również. Niestety między nami jest taka różnica - że on młodziak regeneruje się szybko a ja nie.

A od samego rana - jedzenie - basen - jedzenie - basen - jedzenie - basen - jedzenie - basen.
A i zdarza się co jakiś czas awantura - bo mama nie przygotowała jedzenia na odpowiedni czas.
W porównaniu z zeszłym rokiem jednak M. jest bardziej samodzielny w basenie. Nie
potrzebuje mnie w trakcie całej zabawy. Nie złości się jak wychodzę.
W związku z tym przygotowuje jedzenie do nastawienia do gotowania na stoliku tuż obok basenu - obieram, kroję, mieszam, myję, stukam itp.
Następnie zanoszę to wszystko na kuchenkę i krążę pomiędzy basenem i domkiem. A właściwie biegam. Niestety nie mam widoku z okna kuchni na basen. Ale przez te parę dni doszłam do wprawy - i awantur M. z powodu "brakujedzenianaczas" :) jest mniej.
ale jakoś zaczeło to mi juz wprawnie działać... i jest mniej wrzasku :)

Agresja zdarzyła się jak była burza i jeden chłodniejszy dzień - gdy zabroniłam pójścia do basenu.
Wieczorami też było niefajnie - z tego samego powodu.  On chciał - a mu nie  było wolno. Przestałam już reagować i na samo gryzienie się i na krzyki i na walenie głową w podłogę (miękka sosna). Dziś już był spokój.

Ach, jeszcze wieczorami kolejnym powodem do niezadowolenia juniora było podlewanie ogródka. On uwielbia bawić się zraszaczem - a niestety wieczorem na to nie pozwalałam.
Dziś znów wyglądało na to, że do niego dotarło :)

Ostatnim czynnikiem wpływającym na złe samopoczucie mojego Skarba są dzieci. Było tak ciężko, że przez sam weekend naliczyłam się 10 śladów po zębach na swoim ciele. Ale sąsiedzi zanotowali problem i ich dzieci bawią się już pod drugiej stronie domu. A już miałam ich zamiar o pomoc błagać :)

M. nadal śpi, a ja jestem ledwo przytomna po ostatnich nocach i intensywnym życiu, więc niniejszym kończę i znikam.

Trzymajcie kciuki... za tą noc...

P.S. Jutro pełnia :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz