poniedziałek, 4 lipca 2011

Przedurlopowe marudzenie

Za tydzień zaczynam urlop.
Dopiero za tydzień.
A ja sobie zaczynam wyrywać włosy z głowy.
 
Dla jednych urlop to wypoczynek – dla mnie ciężka psychiczna i fizyczna praca.

Dwa tygodnie sam na sam – ja i M. – i to na wsi – z dala od "cywilizacji". Około 30 km od większego miasteczka – 80 km od miasta wojewódzkiego.

Robię sobie długą listę rzeczy, które muszę na te dwa najbliższe tygodnie zabrać:
  •   jedzenie, kosmetyki, artykuły toaletowe - na wsi jest niby jakiś GS - ale po pierwsze muszę podjechać samochodem - a dzieciaka nie da się zabrać do sklepu. Awantura murowana. Zostawiać go w samochodzie raczej nie planuje. Beznadziejnie nieodpowiedzialne.
  • leki, leki, leki - nic M. takiego ważnego nie przyjmuje - ale coś na wszelki wypadek potrzebne.
  • zabawki, książki, przybory terapeutyczne,  cd z bajkami - i wszystko to co spowoduje, że dzieciak w czasie deszczu nie będzie się nudził. Nie ma tam wanny - nie mam "koła ratunkowego".
     
  • ciuchy - wiadomo - ale to nie problem, bo jest w czym prać i ew. suszyć nad kominkiem czy piecykiem elektrycznym. W tym przypadku nadmiaru nie potrzebujemy :). jak będzie zimno będziemy się jakoś sprzęciorem podgrzewać.
  • komputer - muszę byc w kontakcie z pracą, TV - wiadomo :)
  • kot  - co w podróży stanowi problem - bo nie da się uwięzić i chodzi po całym samochodzie. A na miejscu rządzi się jak pan na włościach - ale czasami trzeba go szukać.
Inaczej mówiąc -  znów samochód będę miała upchany po sufit. I już czuje ten ciężar noszonych gratów z góry na dół. Aaaa...

Poza tym: pytania, pytania, pytania.
Jak ja sobie poradzę z realizacją programu terapii? Nie chcę się zajechać. Chciałabym też złapać oddech.
Ale też muszę zadbać o swoją schedę.
Może uda mi się wstawać przed M., żeby posiać jakiś kwiatek, uciąć jakąś gałązkę, pomalować lakierem szafkę…

Jak sobie sama poradzę? Ale to głupie -  przecież ciągle jestem sama!

Ale po tym słabym roku szkolnym, po tych wszystkich wprowadzanych zmianach, będąc w nowej terapii, z coraz silniejszym chłopakiem -  pierwszy raz aż tak bardzo obawiam się wyjazdu.

Będzie jak ma być...
Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz