sobota, 24 września 2011

Bez znieczulenia

Są takie dni, kiedy chciałbyś usiąść gdzieś w kąciku z flaszką wódki i w ciszy zapić się na śmierć. Potrzebujesz znieczulenia, żeby już NIC WIĘCEJ NIGDY nie czuć. Twoje serce i umysł i ciało nie jest w stanie przyjąć kolejnego kopa w twarz, nie jest w stanie przyjąć bólu jaki niesie ze sobą fakt braku zrozumienia, nie jesteś w stanie myśleć o tym, że za jedną szczęśliwą chwilę musisz płacić dwa razy.
Ale jesteś bezsilny. Nie możesz dostarczyć sobie znieczulenia. Bo – bo wiesz, że nie możesz.
Pozostaje Ci tylko automatyczne snucie się po domu, sprzątanie, gotowanie, pranie. Udawanie przed dzieckiem, że o nim myślisz w czasie zabawy i to świetne co robicie.
Ciebie tu nie ma.
I wrzeszczysz, uwalisz głową w mur, rozbijasz naczynia – potrzebne znieczulenie.

I sobie myślisz, świetnie, przecież to jest moja droga. Przecież mnie nie ma. Przecież ja muszę. Przecież mi nie wolno.
Moje życie to nie moje życie – tylko życie mojego dziecka. To ja muszę go chronić i dać mu szansę. Ja nie mam prawa do niczego.
A kiedy tylko przez chwilę otworze skorupę (jak mówi mi przyjaciółka M.) i pozwalam się rozgryzać, to przestają być zrozumiane moje prawdziwe uczucia, intencje…

I choć tak bardzo chciałabym żyć – to bez znieczulenia się nie da… Więc znów umiera moje „ja” a rodzi się twardzielka - matka dziecku.

Ale to nie dobite jeszcze „ja” – śpiewa „Nie chcę więcej!!!” 



Miłego dnia – mimo wszystko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz