wtorek, 18 października 2011

Naukowe rewelacje

Co pewien czas słyszę rewelacje o sukcesach w pracy nad sztucznym okiem, sztucznej siatkówce... pewnie powinnam się cieszyć bo to jest potencjalna szansa na widzenie świata przez mojego syna – który nie ma w ogóle siatkówki w obu oczach… W jednym oku nie ma soczewki, a do tego ma jeszcze zaćmę Jedno oczko jest dużo mniejsze.
 Najważniejsze jest to, że funkcjonują mu nerwy wzrokowe.

Ale jednak tak przez głowę przebiega myśl, czy ten wzrok jest aż tak istotny w jego przypadku. Czy autyzm mimo, że spowodowany w jakiejś mierze przez całkowitą i nagłą utratę wzroku (wiem, wiem, terapeuta tez mi ciągle przypomina, że muszę wreszcie tą historię napisać) nie jest tym co przede wszystkim trzeba oswoić. Czy nie powinnam przestać sobie robić co jakiś czas niepotrzebnych nadziei związanych ze wzrokiem. Przecież M. potrafi poruszać się w tym niewidzialnym świecie. Powiedziałabym, że lepiej niż „tylko” niewidome dzieci. Przecież świat obrazu można przekazać i wytłumaczyć. Zresztą czyż obraz świata czasami nie jest zbyt przerażający? Sama czasami chciałbym czegoś nie zobaczyć…

Tak, zdecydowanie autyzm jest największym problemem…

Poza tym, mimo, że interesowała mnie kiedyś biocybernetyka (studia) – i wiem, że wiele osób oddałoby wszystko na przyspieszenie jej rozwoju… i jak najwięcej jej efektów – dla dobra osób chorych, niepełnosprawnych. To jednak zastanawiam się czy byłabym gotowa dziś zgodzić się na to aby mojemu dziecku wszczepić elektrody w korę mózgową. Zamieniać dziecko w cyborga… niby dla jego dobra… albo dla tego, że chciałabym mieć poczucie, że zrobiłam dla swojego dziecka zrobić wszystko co w mojej mocy… Ale gdzie jest granica? Kiedy można być pewnym tego, że się słusznie podejmuje decyzje? Kiedy podejmować ryzyko? Jak żyć z często tragicznymi konsekwencjami podjętych przez siebie decyzji?

Przecież w sumie już raz w mojej ocenie (mojej!) podjęłam błędną decyzję, bo chciałam ratować jego wzrok – i mam syna autystę…

A i tak, przez całe – także jego dorosłe życie -to ja będę podejmować decyzje za swojego syna…

Link do artykułu: