niedziela, 18 grudnia 2011

(przed) Świąteczna deprecha

Idą święta...

W moim rodzinnym domu było tak ciepło - wspólne sprzątanie dzieci i dorosłych, wspólne gotowanie i pieczenie, wspólne ubieranie choinki. To wspólne świętowanie przy stole. Wspólne kolędowanie. Te niespodziewane drobne prezenty - częto zrobione własnoręcznie w PRLowskich czasach...

Ten klimat...

A później ferie świąteczne. Czytanie książek, zabawa prezentami, oglądanie tv, spotkania na sankach na górkach (na Yelonkach), łyżwy, mokre rękawiczki od śniegu, lepienie bałwana.

A dziś - Święta i Nowy Rok tylko mnie irytują.

Naprawdę nie mam siły.

I nie jest problemem to, że są ferie świąteczne i muszę wziąć urlop i to nie dla siebie - tylko żeby przygotować, nakarmić, ubrać, bawić się, czytać książki, pilnować, nie zostawiać na chwile (jak to z niemowlakami jest)... być cały czas...

Nie jest problemem to, że nie będziemy razem sprzątać, gotować, ubierać choinki, śpiewać kolęd. Choć M. będzie w tym na swój sposób uczestniczył.

Dla mnie największym problemem, który najbardziej jest widoczny w okresie tych świąt jest to, że nie wiem co mój ukochany syn chciałby!
Co chciałby dostać pod choinkę? O czym marzy? Co uczyniłoby go szczęśliwym? Czego chciałby się dowiedzieć? Co mu poczytać? Co chciałby posłuchać? Co zjeść?  Gdzie pójść?

Prawie 13 lat... i nadal nic nie wiem...
A moje łzy tej niemocy nie uleczą.

Muszę uciec na dwa tygodnie z tego wirtualnego świata.

Cieszę się - uszczęśliwia mnie to kiedy widzę ciepło - radość u innych na FB.
Jednocześnie wbija to szpilę w moje serce.

Moje marzenia - to takie "normalne, proste" - a jak bardzo nierealne... A marzenia M. niezdefiniowane :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz