środa, 16 maja 2012

Laski dla niewidomego dziecka

Po tygodniach sprawdzania ofert na rynku, konsultacji ze specjalistami - także ortopedą - wreszcie udało mi się wybrac laskę dla M.

Okazało to się to trudniejsze niż wybór jakiegoś sprzętu elektronicznego.

No i jest zamówiona laseczka grafitowa (żeby lekka), z końcówką ruchomą (żeby dzieciak nie musiał stukać tylko turlać laską po podłożu - ze względu na to aby nie było zwyrodnienia nadgarstka), odpowiedniej długości (40 cali - bo musi sięgać do mostka - a dzieciak rośnie wiec przynajmniej 4 laseczki rocznie do zakupienia na bank), no i profilowana raczka, tak aby wygodnie mógł trzymać dłoń. 
 Koszt 250 zeta za jedną - a powinno się mieć jednocześnie dwie. Czyli 500 zł.

To jest laska z średniej półki. Oczywiście jako sprzęt rehabilitacyjny odliczę od podatku. 

Ale po raz kolejny pytam - ja sobie dam radę - ale jak rodzice osób niepełnosprawnych maja sobie dawać radę - z zasiłkiem pielęgnacyjnym 139 zł/mies i z innymi potrzebami rehabilitacyjnymi. 
Jak kupią "zwykła" laskę - to starszy "dzieciak" może mieć więcej kłopotów zdrowotnych - a i w połowie ceny tej grafitowej i tak się nie zmieszczą te zwykłe. Takie zwykle laski wymagają ciągłej wymiany końcówek (60 zł/szt) - poza tym łamią się... 

A prawo komunikacyjne wymaga, żeby niewidomy przemieszczając się korzystał z laski! 

A żeby było ciekawiej - taka laska zamówiona przeze mnie MUSI być sprowadzona z zagranicy - wiec sobie poczekam 3 tygodnie.

A i z laska jak butami - nie powinno się jej przekazywać innym jak się z niej "wyrośnie".

A PZN-u nie znoszę - PRL!!!!! - rozpierdzielic i założyć nowy związek trzeba. o!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz