środa, 7 lipca 2010

Basen - moja udręka...

Temperatura powietrza - 32 stopnie... Piękne lato :)
M. wstaje o 7... mi się chce jeszcze spać...
Wstaje i nie chce nic - ani śniadania, ani siusiu, ani mycia zębów... tylko ciągnie mnie do basenu...
W basenie woda cieplejsza niż powietrze...35 stopni. Ale M. poniżej 30 st. nie wejdzie od wody.
Tłumaczę mu, że mama tez ma wakacje i chciałaby się wyspać (dzieciaki za szybko się regenerują!)
Tłumaczę mu, że najpierw śniadanie, później basen...
Basen, basen, basen... nic innego...

Oczywiście woda ma rewelacyjne działanie... relaks, masaż, przede wszystkim...

Ale ja, mimo, że też mogłabym w wodzie siedzieć godzinami -  nie mam już siły ani ochoty.
Całą zabawa M. w basenie poelga na stymulowaniu sobie układ nerwowego. Kręci się wokoło mnie. Ja go trzymam za rękę. Jak się z nim nie kręcę to jest źle. Ale ja mam wszystko w porządku z moimi odczuciami sensorycznymi, więc wymiotować mi się od tego kręcenia chce.  Kręcąc się w sumie w ekstazie na dodatek co jakiś czas M. wali mnie z całej siły w moja rękę.

Sto - tysiąc razy - mówię: nie bij mamy... ale on potrzebuje tego odczucia... Oczywiście bardzo go cieszy, jak uciekam z ręką... przed uderzeniem.

Jak z kolei mowie, że jeszcze raz mnie uderzysz to wyjdziemy, zanurza się, nurkuje...
TO nurkowanie to niesamowite... Mimo, że nikt mu nie tłumaczył jak się pływa, doskonale, wie co trzeba robić. Jak żaba nurkuje pod wodą  - przepływając z metr.
Oczywiście genialnie radzi sobie z wypuszczaniem powietrza pod woda... i to zanurzanie trwa coraz dłużej, ale wydaje mi się, ze jeszcze jest w miarę bezpieczne.

Wiec stoję w tej wodzie, jakieś 8 godzin (z króciutkimi przerwami), bez możliwości zanurzenia się. Jestem spieczona jak rak... mimo smarowania się litrami olejków z filtrami.

Ale... są też zalety tej kąpieli. M. zaczął mi pokazywać, że chce siusiu.
Wyciąga ręce do góry, co oznacza: mamo zabierz mnie, chce siusiu. Mądry dzieciak, wie, że nie można załatwiać się do basenu :)))
Idealnie to działa...
Druga zaleta... jedzenie - lecimy na jakiś słoikach i gotowych zupkach, bo nie mam możliwości gotowania... Idealnie, bo dzieciak je sam, byleby szybciej skończyć... A jakie ilości :)
 Woda powoduje to, że potrzebuje dużych ilości jedzenia.

No ale zdarzyła się tez tragedia - mamy komunikator - dwa przyciski - tak i nie... M. sie uczy nim posługiwać - kiwając jednocześnie głowa na tak i nie...
Niestety padły baterie... a tu na wsi nie uraczysz takich...
Jakoś będziemy musieli sobie z tym dać radę, może jak będzie padać....pojedziemy do "miasta"...

Wracając do basenu. M. nie chce ani na chwilę mnie puścić. Chciałabym, żeby M. przestał się bać tej "wielkości" basenu - myślę, ze tym razem to nie problem autyzmu - tylko braku widzenia... Pokazuje mu, że to ograniczona przestrzeń. Ale woli się kręcić w kółko trzymając mnie. Nie podejmuje wiele prób. Może do końca naszego pobytu uda mu się pokonać ten strach... myślę, ze jest już blisko....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz