piątek, 23 lipca 2010

Kobieta w pół-ciąży

Wczoraj był dzień, kiedy obchodzę drugie w roku urodziny M. Pierwsze urodziny są prawdziwe - drugie te, kiedy mogłam go po 3 miesiącach pobytu w szpitalu powitać go w domu. Bardzo emocjonalnie przezywam jedne i drugie urodziny. O tym jeszcze nie pisałam... Nie pisałam o tym, że M. urodził się jako wcześniak. M. urodził się na początku 26 tygodnia ciąży.
Miał  jeszcze sklejone powieki.
Nie miał jeszcze całkowicie rozdzielonych komór serca.
Sklejały mu się pęcherzyki płucne - wówczas jeszcze nie podawano leków przeciwdziałających temu. Miał uszka jak cienki papierek, zawijały się w ruloniki.
Naczynia krwionośne w mózgu były tak delikatne, że kiedy się urodził miał wylew za wylewem...

Nie umiem dziś o tym pisać, bo wymazałam z pamięci. Może do tego wrócę, bo czuję, że powinnam to przeżyć jeszcze raz - z dystansem.

***

Ale ja tez przeszłam swoje. Bylam jakby w połowie ciąży, kiedy urodziłam. Mój organizm nie zrozumiał tego zdarzenia, nie bardzo potrafił sobie z tym poradzić i działał tak, jakbym nadal była w tej ciąży.

I piszę o tym, choć to trochę wstydliwe aby ostrzec dziewczyny w podobnej sytuacji. Aby pilnowały swoich spraw. Nie tylko myślały o dziecku. Bo wiem, że wtedy nie ma nic ważniejszego - jednak zdrowie matce jest potrzebne, kiedy odbierze dziecko ze szpitala i kiedy całe życie będzie o nie dbać - w tym szczególnym przypadku... dziecka niepełnosprawnego.
Nikt za Was dziewczyny nie będzie o swoje zdrowie dbać. Nikt o Waszym zdrowiu zamiast Was nie będzie pamiętać.


NIKT mi nie dawał żadnego leku na to zwijanie się macicy - która nie chciała się zwinąć.
NIKT mi nie powiedział co mam zrobić z tymi biednymi, obolałymi i rosnacymi piersiami.
NIKT mi nie powiedział, że mogę bez leczenia się roztyć.

I konsekwencje tego braku zadbania o siebie ponoszę do dziś.
Po tylu latach organizm jest rozregulowany (choć w trakcie regulacji).
Zdarza się, że podczas upałów, w trakcie okresu miewam krwotoki. Ból jest nie do zniesienia (ibuprom nie pomaga nawet brany w duzych ilościach). Zdarza mi się omdleć. 

Z wagą ciągle mam problemy - mimo ćwiczeń i trzymanej w ryzach diety.

W piersiach mam dość sporo zwłóknień czy jak kto woli łagodnych guzków.

Nie działoby się to, gdybym pomyślała i gdybym wtedy obok siebie miała prawdziwych lekarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz