poniedziałek, 19 listopada 2012

Nowe terapie - terapia czaszkowo - krzyżowa

Kolejna terapią, która proponują M. specjaliści z Kleksa, jest terapia czaszkowo - krzyżowa.

M. bardzo lubi wszelkie masaże, uciski, naciski, obciążenia ciała.
Ostatnio - gdy nosił na lewej ręce gips - zauważyliśmy, że nagle stał się leworęczny.
Po prostu obciazenie spowodowało, że lepiej czuł swoja lewa rękę.
Pokazuje to, że jednak brak mu poczucia swojego ciała. Z tego powodu będziemy znów mu czasowo obciążać nadgarstki i kostki - poprzez noszenie kilogramowych obciążników - takich zapinanych na rzepy. Zamówię tez kamizelkę wypełnioną gorczycą. Choć to trochę słaby pomysł, bo mi dziecię się krzywi.

Ale wracając do terapii. Na czym polega?
Otoż jest to nietypowy masaż kości czaszki. Kości czaszki nie są ze sobą ściśle zrośniete.
Poprzez ich masowanie - poprzez wprowadzenie drgań - powoduje się regulowanie przepływu płynu mózgowo - rdzeniowego w samej czaszce jak i w kanale rdzenia kręgowego.

Metoda ta jest stosowana w wielu przypadkach - np. migrenach, bólach kręgosłupa, psychozach, zapaleniach ucha... lista jest bardzo dluga. Na liście tej tez znajduje sie autyzm.

Ktoś powie, że coś co działa na wiele przypadłosci - jest z załozenia nieskuteczne.
A jak bym do tego dodała co tworca tej metody (Wiliam Sutherland) o niej sam mówił czyli, że:

  • dla całkowitego zdrowia konieczne jest to, żeby pierwotny mechanizm oddechowy ( wg. niego nasz system nerwowy) nie był uszkodzony i poruszał się własnym naturalnym rytmem,
  • że pod wpływem stresu, negatywnych emocji i traumatycznych przeżyć dochodzi do tworzenia się cyst energetycznych, które staja się przyczyna wielu chorób (podloże psychosomatyczne)
  • że ograniczenie tego ruchu (poprzez cysty) może być przyczyną choroby, ponieważ układ nerwowy reguluje pracę wszystkich narządów
ktoś może powiedzieć, że to czary - mary albo wyciąganie kasy.  Albo, że to jest autoterapia - i w przypadku dzieci, które nie myślą pozytywnie o tej terapii bo nie wiedzą, że im coś dolega albo nie wiedzą  po co jest ta terapia - nie zadziała.

Jasne. Tylko, że ja jestem generalnie sceptykiem w stosunku do nowych odkrywczych metod.

Ale też zakładam, że należy próbować i rezygnować, jeśli rodzic nie widzi żadnej zmiany.
Ale jeśli widzi po jednym masażu - to chyba warto kontynuować? Może to niewielkie efekty - np. uspokojone dziecko - normalnie rozszalałe?

Nie wiem jeszcze jak to zadziała na M. Podobno na obozie działało.
Ja wiem jak na mnie jeden jedyny masaż zadziałał. Na mnie - zestresowaną kobietę. Poczułam ulgę. Nastawiona negatywnie i kpiąca trochę z tej terapii - poczułam ulgę.

Poza tym wiem, że sama przy swoich migrenach zmniejszam ból masując sobie skronie. Odruchowo. Pomaga. Dlaczego?

Tak więc spróbujemy - żeż znów ta kasa - ale ta i poprzednia terapia jest u mnie na liście natychmiastowych "zakupów".

A jeśli chcecie więcej poczytać na ten temat- polecam szczególnie stronę CranioSacral i tam specjalistę neurologa, dr Grażynę Walasek, ktora stosuje ta metodę - a poza tym jest bardzo miłym człowiekiem. E-mail i telefon jest na tej stronie. Zawsze mozna podyskutowac na ten temat.

W moim ulubionym Kleksie tez można zapisać się na ta terapię.

No i jest o czym myśleć... Dobranoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz