poniedziałek, 26 listopada 2012

Wodna historia

Co  jakiś czas zdarza mi się sytuacja, gdy dostaję prosto w twarz - tak na otrzeźwienie.
Tak aby przestać użalać się nad sobą. I stać się znowu czujną mamą.

No i tak się znów wydarzyło.

Dzień powszedni, wieczór.
M. jak zwykle miał wilczy apetyt po intensywnych zajęciach w szkole.
Ponieważ  zostało  mi  ciasto  francuskie  i  trochę żywności z prawie przeterminowaną datą ważności - więc szybciutko zrobiłam zapiekanki - dziewięć dużych kwadratów - z serkiem brie, cebulą, kiełbasą, oliwkami i papryką.
Dzieciak  zjadł  aż  pięć.  Do  tego  zjadł chyba jeszcze jogurt i pół świeżego  ananasa. Do tego wszystkiego jeszcze wypił szklankę gorzkiej herbaty.

Było już późno i byłam pewna, że pójdzie spać. Jednak zaciągnął mnie na siłę do łazienki - do wanny.
Byłam  zła  - jednak terapeuta powiedział, że jeśli M. będzie wyraźnie pokazywał czego chce - powinnam się na to godzić. Choć na chwilę. Powiedziałam mu, że idzie tylko na chwilę do wody i wróciłam do kuchni aby posprzatać po jedzeniu.
Nie  minęło  5 minut. Pomyślałam, że woda w wannie chyba niekoniecznie jest jeszcze gorąca i poszłam to sprawdzić do łazienki.

Gdy  weszłam  do  łazienki,  serce  mi  stanęło. Moje dziecko leżało w wodzie  na  plecach.  Zanurzone  ciało. Zanurzona głowa. Woda zalewała uszy. A on chrapał.
Gdyby nie to chrapanie, to chyba padłabym tam na zawał.

On  po  prostu  usnął. Był najedzony, ciepła woda i ciepło w łazience. Zrobiło mu się błogo -  i usnął.
Wyciągnęłam  go  niby  ostrożnie z wody,  ale  jednak skończyło to sie wielką awantura. Na szczęście w trakcie wielkiego krzyku udało mi się samej ten wierzgający ciężar przetransportować do łóżka. Usnął natychmiast.

Tak,  wiem, nikt nie słyszał o tym, żeby się ludzie topili w wannie - z powodu uśnięcia. Tak wiem, że pewnie gdyby napił się wody to obudziłby się.

A  jak nie? A jakby się przestraszył? Jakby uderzył mocno? Ja nie wiem co  on  czuje i jak wszystko odbiera. Przecież uwielbia długo nurkować! Za długo... mam wrażenie, że do granicy utraty przytomności. On może nie rozumie....

No  i znów stanęłam na baczność. Po raz kolejny i jeszcze mocniej w mojej głowie wyryło się "M. jest jak niemowlak. Nie możesz go spuszczać z oczu"

No  i  dlatego  nie  mogę  wyskoczyć na chwile do sklepu. Dlatego nie zawsze  mogę  rozmawiać  przez  telefon.  Czasami mi trudno skupić się na pracy gdy jestem w domu.
Dlatego nie mogę pić alkoholu jak jestem z nim. Bo zawsze się może coś wydarzyć. A ja muszę być zwarta i gotowa.

Ha! Często  znajomym  wydaje  się,  że  ich "olewam" wieczorami.

Nie moi Drodzy... ja po prostu czuwam.

P.S. No i bez końca zbieram wylewaną wodę z wanny... Podczas godziny kąpania  - 30-razowe bieganie ze ścierami - to minimum :( I wylewa ponad pół wanny - i sobie sam dolewa kolejną porcję wody.

Niebezpieczne zapiekanki

2 komentarze:

  1. tak zupełnie na marginesie: nie myślałaś, żeby pogadać o tym nurkowaniu z kimś ze specjalistów od freedivingu... może pod kątem terapeutycznym dla M., ale także dla siebie, może mniej się będziesz obawiać... Ściskam. K

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry pomysl :)))))

    OdpowiedzUsuń