poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jutro Sylwester!



PRZYPOMINAM jak co roku! 

Żyją wśród nas nie tylko zwierzaki - ale ludzie - niewidomi, autyści i inni niepełnosprawni....

Dla nich nagłe wystrzały są kompletnie niezrozumiałe - jak i dla zwierzaków.

Dla mnie Sylwester i Nowy Rok to dwa dni, kiedy trzymam dziecko w łazience albo trzymam non - stop w słuchawkach - inaczej wpada w zachowania autoagresywne - które są zagrożeniem dla jego życia.

Pół godziny szaleństw wytrzymalibyśmy. Sama lubię popatrzeć!

Jednocześnie przypomnę, że nasz kot Oskar - padł na zawał serca - rano - w dzień Sylwestra rok temu  - przez nagły atak petard.

POMYŚLCIE nim wystrzelicie!

wtorek, 17 grudnia 2013

Smutki, smutasy, smuteczki

Nie, nie zapomniałam o blogu. Wręcz przeciwnie - codziennie myślę aby tu napisać co się u M. dzieje.
Ale postanowiłam sobie w wakacje - że będę się starać głównie o pozytywach pisać. Po tych latach smutków i problemów z M. Niestety ta obietnica - spowodowała moje milczenie. Bo nie jest kolorowo.

Nie spodziewałam się wtedy tego, że znów przyjdzie taki dzień, kiedy będę mieć wszystkiego dość.

Mam obecnie wrażenie, że nastąpił regres, z którym ja osobiście nie umiem sobie poradzić. Wynika to głównie chyba z tego, że w dzieciaku szaleje burza hormonów. O ile to dobra diagnoza. A objawia się tym, że znów M. nie sypia.

Owszem - da się go uśpić po wielkich cierpieniach - dając mu melatoninę i melisal forte na uspokojenie. Jednak znów nie można go zostawić samego w łóżku - bo wyłazi - tak więc wróciłam do usypiania go - przy nim leżąc. Ale to nie wszystko - bo musi na nim leżeć moje ramię. Dzieciak tak płytko śpi, że gdy nawet pójdę do WC, wówczas natychmiast siada i wali głową albo w kaloryfer albo w ścianę albo w podłogę.

Inaczej mówiąc - stałam się niewolnicą własnego dziecka. Chodzę niewyspana. Bo nawet jak przysnę - to zaraz dzieciak mnie wybija ze snu. W jednej pozycji cały czas. Obolała.

Wracając na chwilę do diagnozy - to ja sobie to łączę z sytuacja, którą mieliśmy prawie przez miesiąc chyba - i miesiąc temu. Otóż zachorował jeden z naszych kotów. Karmiłam go sama. Jeździłam codziennie do weterynarza. To była walka. Ale tez jakaś zmiana w życiu M. Działo się coś innego niż zwykle. Mało tego kot przestał z nim usypiać w łóżku. No i niestety kot umarł. Powtórka z rozrywki - jak sprzed roku - tylko tu była szansa na uratowanie go. Oczywiście mam wyrzuty sumienia, bo oddanie go do kliniki - czyli kupa kasy - choć i tak popadłam w koszmarki finansowe (i martwię się w ogóle o święta i o życie) - uratowałoby go zapewne.

I pewnie tego co jest teraz tez nie byłoby - bo mam wrażenie, że to zamieszanie, zniknięcie kota, moje problemy - obok burzy hormonów są tego niespania i tez jakiegoś poczucia zagrożenia - bo mama ma być przy mnie -  mogą być powodem.

W ogóle nie wiem co by się stało - gdyby mnie nagle zabrakło... Ja w taki autoagresywny sposób reaguje. Myślę, że sam by tego nie przeżył.

Druga rzecz związana z M. to agresja na mnie. W sumie na nikim innym. I to nie jest przeze mnie kompletnie zrozumiałe - bo nie umiem tego odczytać. Nic się nie zmieniło w kwestiach dogadywania się - poprzez kiwanie głową. Ale nie umiem zrozumieć o co w danych chwilach chodzi. Bo ani nie jest zagrożony, ani nigdzie go nie ciagnę, ani wg mnie kompletnie nie działam wbrew niemu.

A atak przychodzi - np. w czasie jedzenia - czasami w czasie spania (leżenia) w odpowiedniej pozycji, spaceru, i zwykłych innych standardowych zachowań. Ale wycofanie się nawet z danej czynności nie zapobiega jego agresji. Ja nawet czuję, sekundę wcześniej, że idzie atak, ale nie jestem w stanie temu zaradzić.

Jestem posiniaczona. Jestem podrapana. jestem wyszczypana. Ale to co najgorsze - to gryzienie - uszkadzające tak ciało, że mam blizny. Ale nie o blizny mi chodzi - bo mam to gdzieś - ból przy tym jest nie do wytrzymania.

A chłopak robi się coraz większy - już 164 cm wzrostu. A ja sobie nie radzę.

Nie chce nikogo straszyć. Żadnych rodziców. Ale chciałam powiedzieć przede wszystkim to, że jak jest lepiej, to nie musi oznaczać, że lepiej będzie niezmiennie. To jest właśnie autyzm.
I nikt nie wie co go naprawdę jeszcze czeka.

O sytuacji i w Fundacji i generalnie o tym co się dzieje, postaram się napisać jeszcze przed świętami.




czwartek, 12 września 2013

Ogłoszenie - Prośba o przesyłanie zgłoszeń

Drodzy Rodzice i Opiekunowie,

Mamy przygotowana pełną dokumentację projektową, która chcemy w najbliższy poniedziałek (16.09.2013) złożyć do odpowiednich urzędów aby uzyskać finansowanie. Brakuje nam jedynie pełnej listy osób, które chcą uczestniczyć w zajęciach warsztatowych i rehabilitacyjnych (dotyczy osób ze spektrum autyzmu powyżej 16 roku życia)

Zwracamy się z prośba o przesłanie deklaracji (to nie jest zobowiązanie) uczestnictwa najpóźniej do godziny 12 w dniu 16.09.2013 na adres fundacjaergosum@gmail.com wraz z podaniem następujących danych:

imię i nazwisko opiekuna prawnego
telefon opiekuna prawnego
e-mail kontaktowy
imię i nazwisko kandydata
rok urodzenia kandydata
określenie stopnia i rodzajów niepełnosprawności wynikające z posiadanego orzeczenia

W przypadku pytań bardzo proszę o kontakt pod nr tel. 502 707 192

Więcej informacji na FB: http://www.facebook.com/fundacjaergosum

piątek, 16 sierpnia 2013

Karta Praw Osób z Autyzmem

Nie mogę nie napisać o uchwalonej i oczekiwanej przez środowisko Karcie Praw Osób z Autyzmem.

12 lipca 2013 roku, z inicjatywy Porozumienia Autyzm Polska, Sejm RP jednogłośnie uchwalił Kartę Praw Osób z Autyzmem. Sejm RP jednogłośnie przyjął uchwałą Kartę Praw Osób z Autyzmem.

Karta Praw Osób z Autyzmem jest dostosowanym do polskich realiów tłumaczeniem tekstu Karty Praw Osób z Autyzmem przyjętej przez Parlament Europejski w 1996 r.

Prace nad Karta trwały w Sejmie od 2008 roku (!!!!!!) a posłem wnioskodawcą był ś.p. Arkadiusz Rybicki, ówczesny przewodniczący Parlamentarnej Grupy ds. Autyzmu, ojciec dorosłego syna z autyzmem.

Ale najważniejsze w tym jest to, że Karta Praw Osób z Autyzmem nie jest aktem prawnym. Nieegzekwowanie uchwały nie skutkuje żadnymi sankcjami!

Uchwała ta ma na celu zwrócenie uwagi na to, że osoby z autyzmem są osobami o specyficznych potrzebach, często różnych od potrzeb innych osób niepełnosprawnych. Ale zawsze coś jest... Zawsze można z ustawa chodzić do urzędników - szczególnie z podpisanym przez Ewę Kopacz komentarzem, który umieszczam pod tekstem Karty.

Poniżej Karty Praw Osób z Autyzmem:

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uznaje, że osoby z autyzmem mają prawo do niezależnego, samodzielnego i aktywnego życia oraz nie mogą podlegać dyskryminacji.

Sejm stwierdza, iż oznacza to w szczególności:

1. PRAWO osób z autyzmem do możliwie niezależnego i w pełni wartościowego życia, pozwalającego na pełne rozwinięcie własnych możliwości, wykorzystanie szans życiowych i pełnienie ról społecznych;

2. PRAWO osób z autyzmem do adekwatnej, bezstronnej i dokładnej i przeprowadzonej w możliwie najwcześniejszym okresie życia diagnozy i opinii medycznej, pedagogicznej, psychologicznej i logopedycznej;

3. PRAWO osób z autyzmem do łatwo dostępnej, bezpłatnej i adekwatnej edukacji, dostosowanej do możliwości i potrzeb ucznia z autyzmem i pozwalającej na pełnienie ról społecznych, w tym szczególnie ról zawodowych;

4. PRAWO osób z autyzmem do pełnego uczestnictwa w procesie podejmowania wszelkich decyzji dotyczących ich przyszłości, także za pośrednictwem reprezentantów; w miarę możliwości ich życzenia powinny być uwzględniane i respektowane;

5. PRAWO osób z autyzmem do warunków mieszkaniowych uwzględniających specyficzne potrzeby i ograniczenia wynikające z ich niepełnosprawności;

6. PRAWO osób z autyzmem do wsparcia technicznego i asystenckiego niezbędnego do zapewnienia możliwie produktywnego życia, gwarantującego szacunek i możliwy poziom niezależności;

7. PRAWO osób z autyzmem do wynagrodzenia wykluczającego dyskryminację oraz wystarczającego do zapewnienia niezbędnego wyżywienia, odzieży, mieszkania, a także gwarantującego zaspokojenie innych koniecznych potrzeb życiowych;

8. PRAWO osób z autyzmem do uczestniczenia, w miarę możliwości bezpośrednio lub za pośrednictwem reprezentantów, w procesach tworzenia dla nich form wsparcia oraz tworzenia i zarządzania placówkami tak, aby były one dostosowane do ich specyficznych potrzeb;

9. PRAWO osób z autyzmem do odpowiedniego poradnictwa i usług dotyczących zdrowia fizycznego, psychicznego oraz zaspokojenia potrzeb duchowych, w tym również zapewnienia odpowiednich z uwagi na potrzeby i wybory osoby metod terapeutycznych i leczenia farmakologicznego;

10. PRAWO osób z autyzmem do odpowiedniego kształcenia i przygotowania zawodowego oraz zatrudnienia wykształcenia i szkolenia zawodowego wykluczającego dyskryminację i stereotypy; uwzględniających indywidualne zdolności, możliwości i prawo wyboru zainteresowanej osoby;

11. PRAWO osób z autyzmem do wsparcia w korzystaniu ze środków transportu w formie adekwatnej do ich potrzeb i możliwości;

12. PRAWO osób z autyzmem do wsparcia umożliwiającego uczestniczenie i korzystania z dóbr kultury, rozrywki, wypoczynku i sportu;

13. PRAWO osób z autyzmem do wsparcia umożliwiającego równy dostęp do usług publicznych oraz rozwijanie aktywności społecznej;

14. PRAWO osób z autyzmem do poszanowania intymności życia osobistego oraz do tworzenia pozbawionych przymusu związków z innymi osobami, w tym również związków małżeńskich;

15. PRAWO osób z autyzmem do bezpośrednich lub za pośrednictwem reprezentantów porad prawnych i usług adwokackich, a także do pełnej opieki prawnej i ochrony ustawowej;

16. PRAWO osób z autyzmem do egzystencji w warunkach odpowiednich do ich możliwości i potrzeb, w szczególności do egzystencji pozbawionej lęku i poczucia zagrożenia związanego z nieuzasadnionym umieszczeniem w szpitalu psychiatrycznym albo w innych instytucjach ograniczających swobodę i wolność osobistą;

17. PRAWO osób z autyzmem do ochrony przede nadużyciami, przemocą fizyczną i zaniedbaniem;

18. PRAWO osób z autyzmem do adekwatnej terapii i ochrony przed nadużywaniem i przedawkowaniem środków farmakologicznych;

19. PRAWO osób z autyzmem do uzyskiwania bezpośredniego bądź za pośrednictwem reprezentantów dotyczących ich informacji, w szczególności danych pochodzących z dokumentów i rejestrów medycznych psychologicznych, edukacyjnych i administracyjnych.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzając, iż powyższe prawa wynikają z Konstytucji, Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, Konwencji o prawach dziecka, Standardowych zasad wyrównywania szans osób niepełnosprawnych oraz innych aktów prawa międzynarodowego i wewnętrznego, apeluje do Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i władz jednostek samorządu terytorialnego o podejmowanie działań ukierunkowanych na urzeczywistnienie tych praw.

MARSZAŁEK SEJMU

Ewa Kopacz


środa, 14 sierpnia 2013

Ludzie są wielcy

Pamiętacie moje użalanie się nad brakiem zabawek dla mojego syna - i innych niewidomych autystów?

M. siedzi z wypiekami na twarzy i nie może się oderwać, bo otrzymał od Wielkiego Cudownego Czytelnika tego bloga zestaw książeczek.

I są łamigłówki (labirynty) i kształty i literki i całe wierszyki i ciało ludzkie w różnych pozycjach i zwierzątka! I wiele innych.

Az się popłakałam pokazując M. bociana, o którym ciągle gadam - a trudno mi było wyjaśnić jak wygląda.

Brak mi słów, aby wyrazić wdzięczność i wyjaśnić jak się czuję.

Polecam zatem Studio Tyflografiki (niewidomi.com.pl) i super pana Marka! 

Dziękujemy! <3 <3 <3 <3



środa, 7 sierpnia 2013

Nadrabianie zaległości - Koniec roku szkolnego

Mam robotę papierkową, ale nie mogę się skupić. 

Męczy mnie ta burza co ma przyjść, niby przyszła - ale paroma kropelkami nie ochłodziła powierzchni Ziemi.
Męczy też mnie to, że zamilkłam na blogu. Ale wynika to z tego, że tak wiele się dzieje.

Dzieje się, ale chwilami tracę jakąkolwiek nadzieje. Tracenie nadziei wynika głównie z tego, że ludzie mnie ranią i oszukują. Ale nadzieja się podbudowuje, kiedy rozmawiam z mami innych dzieciaków, kiedy słyszę, że ktoś coś chce robić, kiedy droga do celu okazuje się drogą wspólna innych rodziców.
Jest super, kiedy mimo mojego złego nastawienia do spraw urzędowych - okazuje się, że na drodze mojej stoją jednak życzliwi ludzie. Często niewiele mogą. Ale ich nastawienie mnie wspiera.

Panie Boże, niech ja przetrwam ten miesiąc.

Mówiłam to samo w czerwcu. Ale wynikało to zupełnie z czego innego - nie z sytuacji kryzysowej finansowej - bo mnie ludzie rolują, tylko z powodu M.

Ciężko było, bo dzieciak ewidentnie był zmęczony rokiem szkolnym. Na dodatek pod koniec roku pojawiły się nowe możliwości budżetowe w szkole i pojawiały się atrakcyjne wyjścia - a to na konie, a to na zajęcia z ceramiki itp. Wybijało to M. z rytmu. Padał mi codziennie o 22 ale spał niespokojnie.

Spacery to był horror. Wróciło to co było kiedyś. Nawet zejście po schodach kończyło się awanturą. Już nie wiedziałam o co chodzi. Bo nawet pozostawienie go w spokoju to były wrzaski, walenie głową... Próby porozumienia się z nim spełzały na niczym. Byłam przerażona. bałam się, że to regres. Ale tłumaczyłam sobie to, że tylko przemęczenie. Ugryzienie mnie (prawdziwe odgryzienie kawałka ciała), o którym już tu pisałam - spowodowało to, że zaczęłam mu znów podawać melisal. Z łzami w oczach mu dawałam.

Do tego wszystkiego jeszcze doszło to, że dziewczynka w klasie M. zaczęła go atakować. Większa od niego. Zaczęła go drapać. Rany ciągle opatrywane. Raz w tygodniu informacja na ten temat. Doszło do tego, że gdyby mocniej szarpnęła, była bardzo głęboka rana, mogła mu uszkodzić tętnicę szyjną. Nie wiem jak to się działo, że nie można było tej dziewczynki przypilnować. Dopiero groźba spowodowała to, że ja odizolowano od M.

A rozdanie świadectw? Obiecałam sobie, że nie będę chodzić na głupie rozdawanie świadectw. Cała ta szopka z śpiewaniem dzieci, z wierszykami, kwiatkami mnie irytuje. Ale pamiętałam też jak ja wspominam ze szkoły ten dzień. Najfajniejszy dzień. Skąd mam wiedzieć jak mój syn to odbiera - może jak ja wtedy?

Akcja zaczęła się rano. Samochód nie odpalił (trzeba było odpuścić). Więc wzięłam taxi (wkurzona bo to kasa, której nie mam). Po drodze zatrzymaliśmy się, żeby kupić kwiaty. Jeszcze był spokój - ale kolejna rzecz, która nie była w schemacie dnia codziennego.

Dojechaliśmy do szkoły. dzień wcześniej pytałam panią - ile czasu to potrwa. Powiedziała, że chwilę nas potrzyma. Więc zrozumiałam, że jak ona nas potrzyma, to powinnam iść do jego klasy. Na drugie piętro. Zastaliśmy zamknięte drzwi. A więc znów coś nie tak - musieliśmy zejść na dół. Na uroczystość. Śpiewy jeszcze M. słuchał. Ale jak zaczęło się wyczytywanie dzieci, które dostały świadectwa z paskiem zaczęło się avanti. Znów ugryzienie do krwi. 

Wiecie jak to jest, wtedy z łzami w oczach w publicznym miejscu trzeba opanować sytuację. Nie jest łatwo. Tym bardziej, że np. to szarpanie się dziecka powoduje, że np. bluzka się rozpina, pierś się uwalnia z biustonosza. Człowiek czuje się fatalnie i fizycznie - bo boli i psychicznie... bo ludzie nie potrafią odwrócić głowy... Nawet w szkole specjalnej.

Ale nie tylko M. zaczął szaleć. Jego koleżeństwo z klasy również. Było gorąco na dodatek. Wszyscy poszliśmy pod klasę. Po chwili skończyła się ta uroczystość. Dzieci jednak poczuły sie dopiero dobrze w swojej klasie.

No i w sumie to już mi było przykro, kiedy M. nie dostał świadectwa - bo poprzedniego dnia dowiedziałam się, że jednak udało się przedłużyć na kolejny rok realizacje programu tej klasy. Na sama chciałam. Ale wiem, ale wiem, że ten rok to był największy krok dotychczas w edukacji M.

Synku, Ty pewnie wiesz, że jestem z Ciebie dumna :))))

A wakacje? Napiszę juz wkrótce...

Mydelniczka zrobiona przez M. na zajęciach z ceramiki 



czwartek, 11 lipca 2013

Wakacyjnie...

Mam dużo do opowiedzenia...
Ale czas na wakacjach zabiera możliwości... pisania...
Jesteśmy na wakacjach... na wsi...
3 tygodnie...
Za chwile się odezwę :)


wtorek, 18 czerwca 2013

Prawo wobec niepełnosprawnych

Dziś mnie pogryzło dziecko - moje własne - ma 14 lat. Poszło o drobiazg. Chciałam żeby poszedł do łazienki. Nie załatwiał "grubszych spraw" w ubikacji od kilku dni. Do tego doszło zmęczenie - bo widać, ze już zmęczony jest szkołą i zajęciami terapeutycznymi.

Jako, że nie mówi tak zareagował. Jak miał zareagować inaczej? Dziecko w jego wieku by pewnie pyskowało, krzyczało, argumentowało.

Oderwać go nie mogłam, bo normalnie odgryzłby mi do końca kawałek ciała. Przywalić mu też nie mogę. Choć człowiek musi mieć w sobie niesamowicie wiele siły, żeby w takim bólu nie zareagować.

Ugryzienie właściwie kwalifikowało się do szycia - jak pojadę do szpitala - mają prawo zgłosić przemoc domową... bo jeszcze zobaczą kilka siniaków z ostatnich dni... Nie był to dobry tydzień. 

 Ba! a tak jest dziś - a co będzie za parę lat... zamkną mi dziecko jak ja wyląduje z głowa rozbita w szpitalu? Jest autystą. Nie czuje nacisku, nie wie co to ból bo sam nie czuje bólu... Reaguje bo myśli.

Boje się o jego przyszłość - jak czytam te informacje o Radku... Nie rozumiem kompletnie tej sytuacji. Nie rozumiem jak można mu wystawić orzeczenie o lekkim stopniu niepełnosprawności, gdy  facet nie czyta, nie pisze, nie wie który jest rok itd. Jak może być bez ubezwłasnowolnienia...

Seremet bez komentarza. Więzienie raczej usprawiedliwione. Więzienie i sąd to jedno - ale przepraszam bardzo - co to za Komisja Lekarska w Orzecznictwie????? Pic na wodę fotomontaż?

Wszystko to powoduje strach... Nie wiem czy wiecie, jak ostatnio mamy dzieci niepełnosprawnych protestowały przez Kancelaria Premiera? Prosiły o zgodę na eutanazję! Kogoś to jeszcze dziwi?

Link do FB z cała story Radka: Uwolnić Radka


niedziela, 16 czerwca 2013

Lokal czy rudera?

Pozwolę sobie od czasu do czasu wrzucać informacje dotyczące powstawania Warsztatów Terapii Zajęciowej. Co prawda mam zaległości z publikowaniem informacji co w Zajaczkowym Świecie się dzieje, ale już za chwile za momencik wrócę do codzienności. Myślę jednak, że te zmagania Fundacyjne mogą innym też pomóc iść w nasze ślady.

Poszukujemy obecnie dla Warsztatów Terapii Zajęciowej lokalu.
To chyba największe obecnie wyzwanie - poza poszukiwaniem podopiecznych.
Dlaczego lokal i podopieczni już potrzebni?
Dlatego, że rozporządzenie Ministra mówi o tym, że aby starać się o dofinansowanie trzeba mieć przynajmniej 20 podopiecznych oraz lokal. Lokal nie może być lokalem wynajętym na rynku komercyjnym. 
Oznacza to, że jeśli uzyskamy taki lokal od miasta - na dodatek musimy mieć umowę oraz promesę na nieodpłatne użytkowanie na 10 lat.

Obie te kwestie są bardzo trudne do zrealizowania.
Rodzice podopiecznych niestety dziś nie będą jeszcze wiedzieć ile będą musieli płacić za korzystanie z warsztatów. A będą musieli, bowiem nie otrzymamy 100% dofinansowanie.Trudno w takiej sytuacji się deklarować - w szczególności jak nie widza nawet miejsca tych warsztatów. jednak wierze cały czas, że dzieki Wam ta idea się rozpropaguje. Utworzyliśmy tez wydarzenie na FB.

Warsztaty nasze maja być podobne do tych jak za oceanem. Czyli oprócz typowych zajęć z rękodzieła chcemy zaoferować i trening ekonomiczny i zajęcia z gotowania i sprzątania. Samoobsługa tez jest ważnym elementem tych zajęć. Ale też rehabilitacja - dogoterapia, masaż czaszkowy czy trening słuchowy. A i chcemy zaproponowac posiłki w diecie 3 razy Bez - czyli bez glutenu, cukru i mleka krowiego. To jest wielkie przedsięwzięcie. Ja nadal w nie wierzę. I choć sama już nie wyrabiam i fizycznie i psychicznie i finansowo - nie odpuszczę.

To są duże koszty - i bez dofinansowanie nie uda się zrobić nic. Nie mamy ani sponsorów - ani swoich pieniędzy. Mamy tylko wiarę. Całą idea nie jest realizowana dla celów zarobkowych - ale specjaliście musza zarabiać. No i szukamy....

I to nie jest tak, że mogę sobie narzekać na Urząd Miasta. Np. pan ze Śródmieścia sam do mnie zadzwonił. Opisał co mogę zrobić.  Starać, tak jak starają się inne Fundacje - ale te co sa na rynku dłużej - maja przewagę. Takich wniosków Pan otrzymuje setki od organizacji pozarządowych i tylko jedna, dwie trzy otrzymują lokal. Bo Warszawa jest przyjazna organizacjom pozarządowym i rzeczywiście pomaga. Co ciekawe Pan tez opowiedział, że zabiera sie tez organizacjom lokale - bo niezgodnie ze statutem działają - np. mieli udostępniać lokal za free grupom artystycznym - a jednak pobierają opłaty. Wiadomo jednak, że miasto ma tez swój budżet, który musi realizować. I oczywiste jest, że tez muszą atrakcyjne lokale wynajmować za kasę - np. 20 zł/m2 minimalna stawka (wywoławcza). I ja to rozumiem.

Jednak nasze wymagania są duże - co do powierzchni - bo aż ponad 300 m2. Będzie jednoczesnie na tej powierzchni przebywac przynajmniej jednoczesnie 35-40 osób! Choć lokalizacja nie jest dla nas super istotna. Poza tym ja nie potrzebuje lokalu na siedzibę Fundacji - ale na "warsztaty terapii zajęciowej" . Pan poradził, żeby najlepiej sobie samemu oglądać lokale tzw. poza konkursem. Bo o ich przyznanie mogę się starać. Bo są do wielkiego remontu... W piwnicach... Kompletnie nie nadające się np. dla osób na wózkach, bo wejścia są z klatek schodowych. A i tak takich dużych lokali nie ma generalnie w Warszawie. Jest jeden. Powierzchnia byłaby idealna... gdyby nie to, że połowa lokalu ma poniżej 1.8 m wysokości...

Jestem strasznie zdesperowana... Myślę intensywnie. I coś mi mówi, że nie mamy innego wyjścia tylko brać co jest... choć koszt miesięczny czynszu tez nie jest mały dla takiej ruiny... a gdzie ta promesa? Nie wiem....

Ale się nie poddam...






wtorek, 11 czerwca 2013

Poszukiwani podopieczni do Warsztatów Terapii Zajęciowej


Bardzo prosimy o udostępnianie niniejszego ogłoszenia!

"Osoby niepełnosprawne w Polsce po ukończeniu edukacji szkolnej, która często kończy się już w wieku lat 16, często nie mają szansy na kontakt z rówieśnikami, rozwój czy pracę. Skazane są tylko na swoje środowisko – rodzinę, bliskich, znajomych... Mam wrażenie, że czas dla nich w tym momencie staje w miejscu. I nie mają szansy na namiastkę normalnego życia w społeczeństwie. Opiekunowie tych dzieci i „dorosłych dzieci” się starzeją. Często nie radzą sobie z trudnymi sytuacjami związanymi z niepełnosprawnościami. Sama zadaje sobie często pytanie – co będzie z moim synem jak mnie zabraknie na tym świecie.

Dlatego Fundacja Ergo Sum planuje otworzyć Warsztaty Terapii Zajęciowej, żeby dać niepełnosprawnym – w tym przypadku autystom, osobom z zachowaniami autystycznymi i co ważne również z sprzężonymi niepełnosprawnościami - możliwość rehabilitacji ale także szansę na naukę samodzielności poprzez wspólne gotowanie, sprzątanie, trening ekonomiczny, pracę poprzez tworzenie produktów (rękodzieło) czy przez zabawę poprzez realizacje na przykład przedstawień teatralnych.

Chcemy naszym podopiecznym zaoferować miejsce, w którym codziennie w dni powszednie przez 7 godzin dziennie będą mogły czuć się bezpiecznie i czuć się częścią społeczności.

Staramy się o dofinansowanie, żeby rodzice mogli pozwolić swoim dzieciom skorzystać z naszej propozycji. Aby starać się o dofinansowanie musimy najpierw zebrać grupę przynajmniej 20 wstępnie zainteresowanych podopiecznych.

Fundacja jest organizatorem warsztatów a nie beneficjentem. Wszystkie pozyskane środki muszą bezwzględnie być przekazywane na zorganizowanie i utrzymanie warsztatów... A koszty są duże – bo trzeba wyremontować wielką zagrzybiałą piwnicę i dostosować ją do wymogów sanitarnych i wyposażyć w sprzęt rehabilitacyjny ale także m.in. sprzęt gospodarstwa domowego... Ale też utrzymać – a kosztem istotnym są specjaliści (np. musimy na 5 osobowa grupę mieć przynajmniej jednego opiekuna). NIE CHCEMY tworzyć przechowalni. Chcemy stworzyć prawdziwe miejsce do rehabilitacji, rozwoju, współpracy i integracji społecznej dla ludzi, którym tego zabraknie albo już dziś brakuje...

Dlatego proszę o udostępnianie tego ogłoszenia – nie prosimy Was o pieniądze - tylko pomoc w dotarciu do osób potrzebujących i ich opiekunów, którzy mogą nawet nie wiedzieć, że maja szansę na taką pomoc."

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Fundacja Ergo Sum

Długo milczałam przez ostatnie tygodnie.
Ale to wynik wielu decyzji. I czasu potrzebnego na ich realizację.

Ale niniejszym mogę Was poinformować:

Myśleliśmy o powołaniu Fundacji od dłuższego czasu.

Głównie z tego powodu, że jesteśmy od 14 lat rodzicami niewidomego autysty i codziennie borykamy się z codziennością rodzin osób niepełnosprawnych. Wiemy jak ciężko żyje się w tej polskiej rzeczywistości - jednak niepełnosprawność syna nie spowodowała tego, że świat nam się zawalił. Wręcz przeciwnie - staramy się cieszyć życiem, funkcjonować  normalnie, rozwijać swoje pasje przy jednoczesnym wspieraniu naszego dziecka.

Wierzymy, że nasze doświadczenia, nasze pasje, nasze umiejętności mogą pomóc nie tylko naszemu synowi czy ludziom nam bliskim... Nie jesteśmy na tym świecie przecież tylko dla siebie.

Dlatego postanowiliśmy wspierać człowieka -  w szczególności  niepełnosprawnego, chorego, wykluczonego bądź zagrożonego wykluczeniem ze społeczeństwa. Dać mu szanse na godne życie i sprawić, że przekraczać będzie swoje granice...

27 maja - w moje urodziny (dop. mama autysty) udało nam się powołać do życia wymarzoną Fundację Ergo Sum -Sztuka – Rozwój – Terapia – Przekraczanie 

Więcej informacji znajdziecie na stronie Fundacji.

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka

Wzruszam się bardzo dziś.
I chyba dlatego nie mogę sama poskładać myśli w słowa.

Wykorzystam więc tekst i muzykę i śpiew kogoś innego - bo w tym zamyka się to co chciałabym powiedzieć swojemu synkowi, a jakoś dziś tego nie potrafię zrobić...


niedziela, 26 maja 2013

Dzień Matki

Z dzienniczka M.:

"Już dziś składam Pani najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Mamy!.
W plecaku M. znajduje się mały prezent, nad którym Pani syn pracował dzielnie przez dwa dni.
M. przykładał się do pracy, dlatego jestem pewna, że upominek jest prosto z serca".

A ja, kiedy dostaje taki gift, i wiem ile wymagało to od niego cierpliwości i zaangażowania - szczególnie gdy łapki niekoniecznie sobie radzą z małymi przedmiotami... i kiedy ta praca wymaga delikatności - to myślę sobie, że to najpiękniejsze "KOCHAM" od syna, który tego powiedzieć nie może.

Słowa nie są ważne...

Wszystkiego dobrego życzę wszystkim Mamom! Jesteście wielkie!

Prezent z okazji Dnia Mamy :)

piątek, 17 maja 2013

Negatywna odpowiedź

Pamiętacie?

Pisałam o tym, że muszę poprosić w tym roku Radę o to aby odroczyć promocje M. do następnej klasy.
Nie podobało mi się to, bo moim zdaniem to jego najlepszy rok w sensie postępów.

Ale gdybym tego nie zrobiła, to za 4 lata (no za 5 bo jeszcze jest szansa na jeden rok przedłużenia w gimnazjum) dzieciak nie będzie miał gdzie się podziać.

Po to m.in. pracuje nad warsztatami terapii zajęciowej dla innych dorosłych - dzieci, którzy są w podobnej sytuacji. No to dziś dostałam negatywna odpowiedź.

Mam oczywiście prawo odwołania się. Ale powodem jest to, że "w niższej klasie niewidomych autystów" jest już trójka dzieci... a nie może być czwórka...

Taka polska rzeczywistość.

poniedziałek, 13 maja 2013

Ogłoszenie - Wcześniaki

Ogłoszenie i prośba:

Kochani! 


Koleżanka - mama wcześniaka prosi o wsparcie poniższej petycji. 

Ja wiem, że uważacie, że prawo nie powinno działać wstecz itp. ale jest niewielka gromadka mam wcześniaków (ok. 1500 mam) i ta grupa sama nic nie wskóra... (chodzi o dzieci, których termin narodzin był ewidentnie po 1 stycznia 2013r a faktyczne narodziny nastąpiły chwilę przed tą datą) Dlatego ta grupa razem idzie powalczyć z mamami dzieci z 2012 roku o dłuższy urlop.

Sama jestem mamą wcześniaka... i brak pomocy spowodował to, że po pół roku pobycie M. w szpitalu - i po kolejnym pół roku musiałam iść do pracy - z powodów finansowych.


Te dzieci często bardzo długo leżą w szpitalu, gdzie mama nie może się nimi cały czas zajmować a urlop macierzyński mija. 


Wcześniak wymaga bardzo intensywnej terapii bo często jest po wylewach, po operacjach serca, po laseroterapii oczu lub po witrektomii, ma kłopoty z układem oddechowym. 


Codzienna rehabilitacja jest niezbędna - i sami specjaliście nie pomogą - to musza wykonywać rodzice! Ale też trzeba jeździć od lekarza do lekarza. Od rehabilitanta do psychologa. Opiekunka ma to robić? Kogo na to stać?


Moje dziecko zostało pozbawione szansy stałego kontaktu z mama. NFZ to wielka kpina... NFZ nie dal nic - więc musiałam wrócić do pracy, żeby na rehabilitacje zarabiać - na prywatna opiekę. Bez rehabilitacji M. byłby warzywem - porażenie (koszt większy chyba dla Państwa - choć to okrutnie brzmi)


Jest autysta - i koszt nadal jest po mojej stronie. Jest niewidomy i koszt jest nadal po mojej stronie. Ale może nie byłby autystą? A może i nie... ale czy ktoś z nas zna na to odpowiedź?


Dlatego uważam, że warto wypełnić te petycje! Przecież to nic nie kosztuje...


Petycja jest pod adresem

http://www.petycje.pl/petycjeSearch.php?titles=on&searchtext=9642&kategoria=0&region=0

Mały przewodnik:

1. klikamy na dole "popieram petycję - jestem ZA"
2. Następnie uzupełniamy dane
3. Klikamy na "podpisz petycję"
4. Klikamy na "potwierdź swój podpis pod petycją".

Oddanie głosu i dane trzeba potwierdzić.


W imieniu mam wcześniaków dziękuje za pomoc :)

piątek, 26 kwietnia 2013

Poszukiwane, poszukiwani...

Ogłoszenie :) 

Rodzi się w bólach ale rodzi inicjatywa, o której cały czas mówiłam.

Czyli rozwiązanie dla dzieci i dorosłych autystów (w tym dla niewidomych i z innymi sprzężonymi niepełnosprawnościami), które skończą już edukacje i nie będzie wiadomo co dalej...

Cały problem polega na tym, żeby rozmawiać z PEFRON-em (może ktoś w ogóle tam ma jakieś wejścia) muszę mieć listę potencjalnie zainteresowanych rodziców 20 dzieci/dorosłych.

Paranoja kolejna - bo moim zdaniem najpierw koncept jest potrzebny a nie lista. A poza tym chcę rozmawiać o możliwościach, wymaganiach a jeszcze nie o konkretach.

Ale... Będę o tym więcej wkrótce pisać na blogu i ogłaszać. Ale może w wśród Waszych znajomych są dzieci a właściwie rodzice w takiej sytuacji.

Jeśli tak - to prośba o kontakt ze mną na e-mail: mama.autysty@gmail.com 

piątek, 19 kwietnia 2013

Felinoterapia - czyli mamy dwa małe kotki

Minęły już 4 miesiące odkąd odszedł przyjaciel naszego domu czyli Oskar - maine coon.
I tydzień temu zawitały w naszym domu dwa kotki - leśne norweskie.

Powtórzę się po raz kolejny, ale nieustająco ludzie mnie pytają - dlaczego kupiłam kotki rasowe  - a nie np. przygarnęłam dachowce.

Wygląda jakby mi trochę odbiło? Nie chcę kota potrzebującego pomocy - tylko uparłam się na rasowca. Burżujka - już słyszałam. No nie - nie udało mi się zebrać kasy - uda mi się mam nadzieje do końca miesiąca. Zarobić tez muszę na obóz syna natychmiast...ale...
Kot w moim domu jest bardzo ważny. Bo kot jest jakby dopełnieniem w pewnym sensie rodziny. Drugi jest taki, że mój syn wymaga felinoterapii. Dwa koty są dlatego, że lepiej się wychowują. Są bardziej społeczne.
No ale wracając do powodów. Są one dwa.

  • alergia na sierść - jestem alergikiem - a te dwa gatunki maja podobno inną sierść  - przetestowane na mainecoonie. Dziś koty są u mnie drugi dzień i jeszcze ani razu nie kichnęłam. Więc można powiedzieć, że przetestowane tez na norwegach :). Pamiętajcie też, że nie tylko sierść kocia może być alergenem - lecz w większości przypadków to ślina kocia jest.
  • norweskie i maine coony są wyjątkowo psie i one są bohaterami felinoterapii głównie. Słyszycie o dogoterapii, o hipoterapii a jest jeszcze felinoterapia do kompletu. No jeszcze przydałyby się delfiny -ale niestety dorwać je można tylko w Szwecji i na Krymie.

Co to jest felinoterapia? Przeczytajcie tutaj :) O tej felinoterapii juz na blogu wspominałam - ale będę to robić do znudzenia - bo widze jej efekty choćby podczas fazy usypiania mojego syna.

Jak jest teraz? Kotki po tygodniu czuja się coraz pewniejsze, ale maja etap szaleństw i zabaw - niż przymilania się do ludzi. Jeden jest bardziej co prawda przylepką. Drugi natomiast coraz częściej po prostu siedzi niedaleko M. Tak jakby go pilnował.

M. najbardziej się cieszy kiedy w ferworze zabawy wpadają mu do łóżka i się kotłują. Albo jak go zaczepią.
Ale z Oskarem było podobnie. Tak koło 6 miesiąca życia stał się takim terapeutycznym bardziej kotkiem.

Jest jednak radość w domu i coś się dzieje - co zachwyca M. Nie jest nudno. I M. akceptuje nową zmianę - a to jest dla mnie wielka niespodzianka. Bo jak wiadomo autyści niełatwo akceptują zmiany.

Wszystko to proces... i trzeba być cierpliwym.



wtorek, 2 kwietnia 2013

Jestem autystą - bo jestem mamą autysty

Dziś Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie.

Co roku w ten dzień zadaje sobie pytanie, co powinnam powiedzieć i przekazać innym. Bo tak sobie myślę, że w moim życiu - to przekazywanie wiedzy na temat autyzmu -  jest jednym z moich celów. Może też dzieląc się wiedzą o życiu autysty po prostu łatwiej żyć. I gdy dziś zadałam sobie to pytanie - pierwsza odpowiedź w głowie pojawiła się taka, że ciągle mogę pisać to samo. Ale drugą myślą było to, że to nie jest prawda. Bo mimo uporządkowanego życia mojego syna - życia według schematów dnia to nasze życie jest jazdą bez trzymanki.

I nie chodzi o to, że to ciężar wielki. Bo ja się nie użalam nad swoim losem. Wbrew wszystkiemu co mogłoby się wydawać - moje dziecko jest pewnie jednym z najszczęśliwszych dzieci na świecie. Dziś.  Bo jest tak bardzo zaopiekowane ale też z asysta wielką życzliwych ludzi - uczone samodzielności. I nigdy nie jest pozostawione samo sobie. A już na pewno nie siedzi wpatrzone w TV czy w ekran monitora czy innego device...

Ja dziękuje Bogu, losowi i też lekarzom z CZD, że ma TYLKO autyzm i TYLKO nie widzi. I te słowa piszę z wielką odpowiedzialnością jak i z wielkim przekonaniem. Po wielu dyskusjach z samą sobą przez 14 lat. Wiem co piszę.

Moj syn to dziecko o zdrowym ciele, wielce wrażliwe o nad przeciętnej inteligencji - ale jego komunikacja jest uwięziona i świat go przeraża.

Dla mnie ten dzień nie jest po to, żeby się nad sobą użalać czy pokazywać jakie to biedne są te dzieci i rodziny. Nie. Chodzi o to, żeby w ludziach, który ten problem nie dotyczy empatia się pojawiła. Żeby otworzyli oczy i przestali oceniać ludzi po pozorach. Niech nie patrzą nawet na nasze dzieci - ale spojrzą na nas - rodziców i pozwolą nam normalnie żyć. Bo ta normalność przekłada się na życie naszych dzieci. A nie wymaga to od nikogo ani poświęcenia ani wykładania pieniędzy z własnej portmonetki.

Moje dziecko nie jest obciążeniem dla Waszych portmonetek. Nie korzystam z pomocy nikogo. Więc nie opowiadajcie takich bajek wśród swoich znajomych. No tak, dziecko jej ciągle chodzi na rehabilitacje, ona znów wysłała dziecko na obóz, ciągle jeździ na basen, kupuje dwa koty, wyjeżdża co tydzień na wieś... wszystko z naszych pieniędzy. Są często sytuacje kiedy rodzice musza prosić o pomoc. I sama nie wiem jak będzie, bo czasami nie mam sama siły walczyć. Ale nie generalizujcie.

Jak ktoś mówi, że moje dziecko chodzi w extra ciuchach - to odpowiadam tak: dosyć, że zachowuje się dziwnie, dosyć, że wygląda dziwnie, bo jakby miał cały czas zamknięte oczy - to nikomu nie dam powodu do tego, żeby z powodu wytartego swetra jeszcze go wytykał palcami! Ale to Wy wytwarzacie takie standardy. Bo człowiek w wytartym swetrze jest człowiekiem gorszej kategorii!

Nie jestem materialistką. Jak walczę o kasę - ja nie potrzebuje kasy, żeby mieć, tylko żeby dawać szanse dziecku na normalne funkcjonowanie. Nie jestem tez skąpcem - to, że nie dorzucę się na wódkę, to dlatego, że każda złotówkę w miesiącu mam odpowiednio przeznaczoną.

Kiedy język mi się plącze, literki mylą, po kieliszku wina padam, zdarza mi się, że sama nie wiem co mówię albo czasami wymiguje się z jakiegoś ważnego spotkania - to nie dlatego, że jestem pod wpływem alkoholu. Ja jestem zmęczona. Przez 14 lat życia mojego dziecka mogę na palcach policzyć noce kiedy przespałam jak normalny człowiek. Mam permanentny stan matki niemowlaka. Ciągle czujna.

Syn mój funkcjonuje tak dobrze przez to, że wyprzedzam czasami jego myśli. On nie powie mi, że jest głodny, że chce mu się pić, że chce się załatwić (i jak go do tego nie zmuszę, to się nawet nie zleje!), że cokolwiek chce. Mało tego - on nie pokaże mi, że go coś boli. Bo go nie boli. Mój syn złamał palec - i gdyby nie to, że zauważyłam zsinienie i spuchnięcie w życiu bym na to nie wpadła. Więc mogę popadać czasami w panikę ale też czasami wydawać się człowiekiem, który lepiej od Was wie co myślicie. I wtedy nie wściekajcie się tylko powiedzcie mi wprost, że popełniam błąd. Niektórzy mówią mi, że matkuje... a to nie jest dobra cecha managera.

Dla mam dzieci autystycznych praca ma bardzo duże znaczenie. Jak i w wymiarze finansowym - jak i społecznym ale też psychicznym ma bardzo duże znaczenie. To ucieczka. Autyzm to nie jest zakaźna choroba.  Nie bójcie się z mami współpracować. Nie wnoszą do pracy agresji. Czasami tylko trzeba im dać szansę na chwilę otrząśnięcia się.

A jak widzicie mnie z podbitym okiem, szramą na brwi, śladami po pogryzieniu na ramionach. To nie wymyślajcie teorii, że to przemoc domowa. No w sumie przemoc - ale to tylko reakcja mojego syna - bo nie odgadłam jego potrzeb a on nie jest w stanie mi ich pokazać.

Nie jestem twardzielem. Nie mam serca z kamienia. Ale nie daję się wyprowadzać z równowagi albo unikam stanowczo ludzi ze zła energią czy unikam konfliktów (choć czasami potrzebne jest oczyszczenie), bo moje dziecko jest moją kalką - i gdy ja jestem zła - to jestem na 100% pewna, że ktoś zadzwoni do mnie ze szkoły i karze zabrać dziecko, bo nie da się z nim pracować.

Uwielbiam ludzi. Uwielbiam z nimi być. Ale to, że miesiącami z kimś się nie umawiam. Że ludzi nie zapraszam do kiedyś pełnego ich domu - wynika tylko i wyłącznie z tego, że muszę żyć w schematach. Każda zmiana może spowodować wybuch agresji w moim dziecku. Co jest zagrożeniem życia. Są lepsze dni lub ktoś może mi pomóc - wówczas mam szanse na bycie z Wami. Ale nie uciekajcie - oceniając mnie, że już z Wami nie chcę mieć nic do czynienia. Wręcz przeciwnie. Bo ja i moje dziecko jesteśmy odizolowani od społeczeństwa i samotni bardzo.

Jak spotkacie mnie w centrum handlowym - bo potrzebujemy społeczeństwa - ja i mój syn - bo on musi się nauczyć funkcjonować w tym społeczeństwie a ja potrzebuje ludzi jak powietrza - to gdy moje dziecko zacznie krzyczeć, nie wskazujcie na mnie palcem. Nie mówcie, że pewnie bezstresowo wychowywałam dziecko i sama sobie jestem winna. Albo, że sobie nie radzę. Zostawcie nas na chwilę w spokoju. Ten krzyk sam się uciszy. Jak zapach uleci. Dźwięk się oddali. Tłum się rozluźni.

Jak widzicie mnie, gdy położę się na środku ulicy na dziecko - całym swoim ciężarem. Nie wołajcie policji - nim się nie upewnicie, że to mama z autystą. Bo ciężar - mocny uścisk - powoduje to, że moje dziecko poczuje się bezpiecznie i się uspokoi. Ale tez bądźcie czujni. Bo to oczywiście nie musi być rodzina autystyczna...

A jak już o policji mowa - to tych panów tez proszę o to, że jak mnie zatrzymują do kontroli, to ja do nich zaraz podjadę z powrotem - tylko dziecko odstawię w spokojne miejsce. Bo jeśli np. wracam od własnej mamy i pojadę zupełnie inna drogą - to moje dziecko szału dostaje (mimo, że nie widzi to w głowie sobie poukładało wszystkie zakręty chyba) - bo mieliśmy wracać do domu - i zaburzam mu schemat. To samo dotyczy innych miejsc, gdzie muszę z nim wejść... co wybiega za schemat dnia. Zawsze na początku jest trudno. I ja potrzebuje tylko spokoju. Zastanowienia się jak ukoić ten jego ból i niepokój. I sama szybko umiem na to coś poradzić. Tylko mi nic nie radźcie.

A jak się załamuje. Bo naprawdę szaleją we mnie emocje i wiary we mnie nie ma. I czuje się sama z tym wszystkim. I łatwiej byłoby uciec. I nie myśleć. I nie martwic się o to co będzie jak mnie zabraknie. To nie mówcie mi, że będzie dobrze. Bo nie wiem. Albo wiem, że będzie dobrze tylko wtedy jak znajdę siłę. I ja znajdę. Tylko uśmiechnijcie się od ucha do ucha - myśląc, że ja sobie muszę komuś wygadać. I Wam zaufałam. I nawet jutro mi będzie pewnie wstyd. Ale to oznaka, że ja nie jestem autystą - choć mój świat jest autystyczny...

A rodzicom dzieci autystycznych życzę dziś przede wszystkim, żeby taki cud się stał... żeby te nasze dzieci się do nas częściej pozwoliły przytulić... niech nasz dotyk nie będzie dla nich zły...

P.S. Choć to nie jest film o autyście - to polecam Motyl i Skafander. O człowieku, ktory czuje a nie może się skomunikować. Moje dziecko uczy się kiwania głową na tak i nie... i to dla mnie jest jak odkrycie nowego świata. I film Imagine - żebyście zobaczyli bardziej prawdziwy obraz świata niewidomych... świat dźwięku.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie

To już jutro...

Będzie niebiesko! Nawet gmach Sejmu i Kancelaria Premiera będą niebieskie :)

To dobra akcja. Ma na celu podnoszenie świadomości społecznej na temat dziecięcego autyzmu.
Ciekawe jest to, że został uchwalony ten dzień przez ONZ w 2007 roku z inicjatywy małżonki emira Kataru.

W swoim przesłaniu z 2 kwietnia 2012 sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych podkreślił, że:
Coroczne obchody Światowego Dnia Wiedzy na temat Autyzmu mają zachęcić do podejmowania takich działań i zwrócić uwagę na niedopuszczalną dyskryminację, nadużycia i izolację, jakich doświadczają ludzie dotknięci autyzmem i ich najbliżsi. Jak podkreśla Konwencja Praw Osób Niepełnosprawnych, osoby z autyzmem są równe wobec prawa i przysługują im wszystkie prawa człowieka i podstawowe wolności.

Więc moi Drodzy pomyślcie jutro szczególnie ciepło o autystach i pamiętajcie, że już u jednego dziecka na
300 (inne statystyki mówią o 1 na 100 dzieci) diagnozuje się autyzm.  To bardzo złe statystyki. 

źródło: Autism speaks


czwartek, 28 marca 2013

Wielkanocne słowa

Nie wiem czy wszyscy moi Drodzy Czytelnicy obchodzicie Święta Wielkiej Nocy.

Święta te dla mnie są szczególne. Bo nie tyle co z wiarą w życie wieczne i odkupienie mają coś wspólnego, co z nadzieją, że zawsze to co smutne, szare, jesienno-zimowe przeminie i pojawi się oddech wiosny w naszych płucach, radość słońca w naszych sercach i śpiew ptaków w naszych głowach...

A człowiek bez nadziei cóż może osiągnąć? Bez miłości do ludzi i świata i wiary w innych i w to że wszystko się dzieje po coś również?

Życzę Wam w związku z tym tego abyście w te dni otworzyli swoje serca i umysły na wszystko co się budzi i wszystko to co dobrego przed Wami...

I uwierzcie, że wszystko umiera, żeby coś nowego, lepszego powstało... w Was i dla Was...

Spokojnych dni...
Życzą Wam dwa Zajączki z Rodziną :)




sobota, 23 marca 2013

Same straty - taka karma?

Zostawiłam M. na 15 minut bez nadzoru. Robiłam mu jedzenie, a rozrabiał na wesoło, więc nie byłam w stanie opanować go. Nie miałam ochoty i siły na sprzątanie po jego eksperymentach (wywalał mi wszystko z szafki z sypkimi produktami). Został wysłany do swojego pokoju. 

Zastałam to co widać na poniższym zdjęciu! 

I nie, nie chodzi mi o to, że zabawki są wszędzie. To dobrze, że sa wszedzie, bo oznacza to, że sie bawi i interesuje tym co go otacza.

Chodzi mi o dziurę w prześcieradle. 
Nie mam pojęcia jak on to zrobił. Nowe prześcieradło w sumie. Prane zgodnie z przepisami :). Gdyby kot był w domu, to domyślałabym się, że pazurkami mógł pomóc - ale kota od 3 miesięcy nie ma.

 W ubiegłym tygodniu M. w zabawie i treningu - zamykanie, otwieranie deski sedesowej i spuszczanie wody po prostu ja zbił. Nie, nie gniewam się na niego. Mnie to cieszy i śmieszy - choć trochę po kieszeni poleci.

Wszystko mi się psuje :). Bo jeszcze ekspres do kawy szlag trafił. Zmywarka zaczęła hałasować strasznie a pralka już całkowicie nie chce się domykać...(jeszcze w ubiegłym tygodniu po kilku próbach zaczynała współpracować).  Taka karma? Bywa... życie byłoby nudne...

P.S. Zwróćcie uwagę, że M. wyciąga z szafek głównie zabawki grające... Potrzebny mu asystent do zabawy bardziej wymagajacymi zabawkami...



czwartek, 21 marca 2013

Zdjęcia - Znalazłam

To są zdjęcia M. po operacji witrektomii, która miała miejsce w maju 2000 rok.
Po niej widział na jedno oczko.

Miał specjalne okulary - bo nie miał soczewki w prawym oku.  W lipcu 2001 nastąpił wylew... i już nie widział i nie widzi... i prawe oczko zanika...

Ale to był taki czas kiedy M. nie był ani niewidomym dzieckiem (widział na jedno oczko) i nie był  autysta... Inny świat...

Ponad rok szczęścia... a w sierpniu 2001 nastąpił regres... Dwulatek stał się niemowlakiem.

to jest M.. po operacji witrektomii  - grudzień 2000

A o tym, że widzi świadczy czerwone oczko - czyli odbijanie się siatkówki...

środa, 20 marca 2013

Szczepienia a autyzm u M.

Pisałam  Wam  prawie  miesiąc  temu  o  wizycie  z  M. w przychodni na bilansie  14  latka.  Bilans  bilansem  ale najważniejsza na nim była kwestia szczepień.

Temat  ten  wraca  do  nas  ciągle.  Zazwyczaj jak potrzebuje zgodę na hipoterapie (historię możecie przeczytać pod tym linkiem), czyli w okolicach czerwca/lipca.

Wówczas  szanowna  pani  doktor,  która  musi  być panią doktor pierwszego kontaktu  (taki  wymóg formalny) - która nie zna tematu M. wydaje opinię, czy M. może jeździć na koniach (chociaż np. nie wie jakie są przeciwwskazania w hipoterapii) oraz mądrzy się, że M. musi być zaszczepiony na xyz szczepionkę, bo inaczej:
  • nie  da  skierowania  na  hipoterapię, bo dziecko może zarazić się pałeczkami  tężca (który jest w kale koni - i zapewne moje dziecko się skaleczy i zapewne zarazi tymi pałeczkami)
  • zgłosi do Sanepidu, że się uchylam od obowiązku - i zabiorą mi dziecko i zmusza mnie do tego i nie wiem co jeszcze :)
Uchylam  się  bo mam do tego prawo. Mam nawet kwit od neurologa. Tyle, że pani twierdzi, że jest prehistoryczny. No może - ale jest.

Mam  prawo  się  uchylać  i  mieć wątpliwości, bo na każdym opakowaniu szczepienia (niezależnie np. od tego czy jest komórkowe czy bezkomórkowe w przypadku krztuśca) jest   wyraźnie   napisane,   że  jednym  z  przeciwwskazań są  choroby neurologiczne.)

Pani  doktor  twierdzi,  że autyzm to nie jest choroba neurologiczna.  I  niech  sobie  tak  sądzi.  Ale  ja wiem o tym - i w książeczce zdrowia M.  jest wyraźnie napisane,  że M. jest po wylewach do mózgu.
I jest napisane też, że miał atak drgawek.
I mam gdzieś to, że mi ktoś mówi, że wylewy są wchłonięte. I że to wszystko było dawno.

Po  drugie M. może być alergikiem - może? To drugie przeciwwskazanie. Skąd ja mam wiedzieć, czy na
jakiś  syf  w  tej  szczepionce nie jest uczulony - jak nie był na nią wcześniej  szczepiony?

A na dodatek ostatnio  głośno było o  18 letnim Tomku, którego przyczyna zgonu mogła być szczepionka  własnie na tężec, krztusiec i błonicę - albo podana podczas przeziębienia albo to był stan alergiczny. Kto to wie....

Czy ja po tych wszystkich pieprzonych przejściach mam prawo się bać?

Najlepsza  metodą  na  te  wszystkie  panie grożące i upierające się oczywiście jest kłamstwo, że jestem Świadkiem Jehowy  - i religia mi zabrania szczepić dziecko - zamyka to paniom buzię. Nie wiedzą co na to powiedzieć. A i żadnego dowodu na to nie potrzebują :)

Ale tak było do dziś.

Tym razem była bardzo młoda pani doktor. I bardzo mnie zdziwił fakt, że tym razem dowiedziałam się wprost, że mam prawo mimo, że szczepienia obowiązkowe napisać oświadczenie, że ich nie chcę.
Ważne jest to, że jeśli dziecko teraz szczepisz w przychodni to również podpisujesz na to ZGODĘ! 

Ale nie o to chodziło, żeby pisać oświadczenia. Ja chciałam mieć rzetelne informacje na temat szczepień.

Pod wpływem terapeuty M. i po usłyszeniu od niego historii o dziecku, które uwsteczniło się po przejściu tą zima krztuśca (podobno cholerstwo się coraz  częściej  pojawia). I chodzi o to, że M. mógłby sobie nie dawać rady  z przechodzeniem tego kaszlu. Ale większym dla niego zagrożeniem byłaby  sama  obecność  w  szpitalu.  Kompletnie  nowa sytuacja i nowy świat. Bardzo prawdopodobny regres.

Ale też dowiedziałam się, że w wieku 14 lat M. już ma na tyle rozwinięty układ nerwowy - że poza zagrożeniem, że może mieć odczyn alergiczny na jakiś tam składnik - wpływu szczepionka na niego nie powinna mieć (oczywiście biorąc pod uwagę, że zaszczepię go bezkomórkowo i za kasę w przypadku krztuśca, bo MMR wersji bez komórkowej nie ma).

Zastanawiałam się czy odgrywać Rejtana...  i  z  wielkim  drżeniem  serca zaszczepiłam M. słynna szczepionką MMR (odra, świnka i różyczka).  Ta,  o  która  się mówi, że jest winna temu, że dzieci stają się autystami.  Nic się nie stało. Upłynęły te dwa niebezpieczne tygodnie i nic się nie wydarzyło.

(Tu jeszcze w samej przychodni mieliśmy akcje - brak karty szczepień - ale o tym napisze wkrótce :) )

Mam    w    torebce    tez    receptę    na    szczepionkę    na   ten tężec/polio/błonica/krztusiec  -  Boostrix. Termin szczepienia mamy za tydzień.  Ale im więcej czasu upływa od poprzedniego szczepienia MMR tym bardziej jakoś się denerwuje. Złe przeczucia? Za dużo czytam?

Postanowiłam, że odroczę ją na razie o miesiąc czy dwa (tyle się czeka na termin wizyty w przychodni dzieci zdrowych)  i jeszcze będę miała czas na przemyślenia. Pisałam Wam, ja już wiele złych decyzji czy błędów medycznych z M. przeżyłam. Już więcej nic złego nie chcę.

Jest jeszcze taka sprawa, że niedługo czeka mnie odnowienie orzeczenia o niepełnosprawności i w tym polskim świecie, musi wszystko być na tip - top ze służbą zdrowia, żeby móc walczyć o jakąś sensowna grupę inwalidzka... A to już będzie walka o przyszłość mojego syna i jego rentę.

Wrócę jednak na chwilę do autyzmu i szczepionek.

Nie mam siły dokończyć historii M. w odcinkach:
ale  w  tej niedokończonej  historii najważniejsze jest to, że M. stał się autysta z dnia na dzień - ale z powodu wylewu do oka.

Po operacji witrektomii (nie doszłam jeszcze do tego miejsca w historii choroby M.) - gdy  odzyskał  światło  i widzenie kształtów  w  oku  -  po  dłuższym czasie (parę miesięcy) - miał wylew do oka. Wylew
spowodował to, że świat stał się mu zawalił i stał się czarny i straszny.

Regres nastąpił następnego dnia po wylewie. Przestał wstawać, śpiewać, gaworzyć,  zwinął  się  w  kłębek, przestał reagować na świat i ludzi. Miał ok. 1,5 roku.

Dlatego  pewna  jestem,  że  w  naszym przypadku szczepienie nie miało żadnego wpływu na to czy M. jest autysta czy nie.

Pewnie, gdybym nie zdecydowała się na ta operację - witrektomię - dziś miałabym zdrowe ale niewidome dziecko. Mój błąd. Moja decyzja. Mnie obciąża.

Jednak  wiele  źródeł  podaje  informacje,  ze  szczepionka  MMR  może spowodować autyzm u dzieci.

Takie informacje sama osobiście słyszałam na szkoleniu w Synapsis. Ale to  było bardzo dawno. Wówczas sugestia była taka, że konserwanty użyte w  szczepionce mają w sobie rtęć. I to jest przyczyną zatrucia. Dzieci z   autyzmem  mają  niski  poziom  glutationu  i  cysteiny  (prekursor glutationu),  które  są  główną  ścieżką  usuwania toksycznych metali, takich  jak  rtęć.  I  to  jest  prawda.
Na obniżenie  tych  związków  maja  wpływ  podawane w ogromnych ilościach antybiotyki  np.  w  przypadku ratowania skrajnych wcześniaków. No ale wtedy nie ma wyjścia - bo jest walka o życie.
Zdrowe   dzieci  radzą  sobie z oczyszczaniem   organizmu  z  rtęci  w takich  małych  ilościach.  No  ale  czy  rtęć jest obecna tylko w tej szczepionce?

To  było  dawno,  a później  Synapsis  stało się dość ostrożne. Tu można przeczytać ciekawy artykuł na ten temat.
Ja  z  kolei  śledzę ostatnio bloga o szczepionkach. Warto poczytać.

Moje  zdanie  jest takie, że gdybym miała drugie dziecko - to byłabym zapewne  jeszcze bardziej niz jestem przewrażliwioną  mamą.
I  zapewne  nie  zgodziłabym  się  na szczepienie  MMR  -  do  czasu  aż  lekarz nie powiedziałby, że układ
neurologiczny  jest  u  mojego dziecka już dojrzały. Bez względu na opinie świata.
Tak jak teraz to zrobiłam w przypadku M.  Na inne szczepienia pewnie zgodziłabym się.
Ale to moje zdanie. Choć dziś jednak mam opór z tym krztuścem... Może jednak bym zwlekała?

P.S. Zapytałam panią doktor - tą młoda, czy podpisze mi oświadczenie, że nic złego się M. nie stanie po szczepieniu i mmr i krztuścowym... Zawsze jest ryzyko - zawsze!

poniedziałek, 18 marca 2013

Oszczędzanie w szkole na dzieciach czyli szukanie kozła ofiarnego

To jeszcze taka historia ze szkoły.

Mam wrażenie  że ciągle pisze o smutkach i problemach związanych z M., a to nie jest tak do końca, że tylko lawina nieszczęść na nas spływa i nic więcej. Wręcz przeciwnie - M. się świetnie rozwija, robi postępy i jest bardzo szczęśliwym i uśmiechniętym dzieckiem. Tak myślę - bo nigdy tego mi nie powie! 

Ale to muszę napisać, bo sytuacja pokazuje jak się w szkole oszczędza kosztem dzieci...

W piątek spóźniliśmy się chwile z M. do szkoły. Chwila - może 5 - 10 minut. Korki były, bo sygnalizację gdzieś tam w warszawie szlag trafił. I korki już się zaczynały w naszych okolicach.

Zaprowadziłam dzieciaka na górę do klasy a po drodze towarzyszył mi ulubiony pan dyrektor. Ni z gruchy ni z pietruchy pyta mnie czy M. dziś idzie na basen. 
- Oczywiście - odpowiedziałam. Nie bardzo rozumiałam, skąd takie pytanie. M. uwielbia wodę - siedziałby w niej non-stop. 
- No nie wiem - odpowiedział dyrektor -  bo M. ma katar. I przypomniało mi się w tej chwili, że tydzień wcześniej z powodu kataru, którego ja nie widziałam anie tez pani terapeutka - M. nie był na basenie - bo tak zdecydował dyrektor!.
- Jaki katar? - zapytałam. On nie ma kataru! Uniosłam głos.
- No nie wiem, nie wiem - odrzekł pan dyrektor odwracając się ode mnie i idąc w druga stronę korytarza... 

Odstawiłam dziecko do klasy i w szoku schodziłam na dół. Dogoniła mnie pani pracująca w tej szkole, która słyszała cała sytuację.

- Proszę pani, ja pani powiem jak to wygląda  Dzieci jeżdżą ostatnio na basen busem (warto wspomnieć, że tego samego dnia oprócz chodzenia na basen, miały wyjście na religie do kościoła - moim zdaniem to dość dużo chodzenia jak na takie dzieciaki). Normalnie dzieci robią dwa kursy busem. Pan Dyrektor bez M. miałby komplet tylko na jeden przejazd busem. A jak M. przyszedł to jest jeden komplet + jedno dziecko. Bo dużo dzieci jest chorych i ich nie ma w szkole.  Pan dyrektor nie chce wozić powietrza. 

Wyszłam oburzona ze szkoły. I po raz kolejny wsiadłam do samochodu i rozpłakałam się z bezsilności.

M. przyniósł mokre rzeczy ze szkoły. Wąchałam. Czuć było chlor. 

On pojechał na basen.- czy ktoś nie pojechał bo miał niby katar??????

środa, 13 marca 2013

Money, money, money czyli rzecz o zasiłkach

UWAGA! to nie jest żadna prośba o pomoc ani też powód do litowania się! (bo się zrobiło zamieszanie - dlatego to dopisuje).
Jak będę potrzebować jakiejkolwiek pomocy - poprosze Was na tym blogu. Ja sobie radzę a są inni, którzy aby żyć potrzebują Waszej pomocy!
W przypadku M. nie ma zagrożonia życia ani zdrowia. Dlatego też ani nie jesteśmy pod opieka żadnej Fundacji ani nie prosimy o 1% na rehabilitację. 

Uważam, że sa inni bardziej potrzebujący. I gdyby ktos do mnie przyszedł z pomocą - oddałabym tą pomoc innym.  A M. jest szczęśliwym chłopcem i ma więcej niz inni!

Poniższy tekst może być skrytykowany przez wszystkich moich znajomych i nie tylko - bo odkrywam kwestie prywatnego budżetu domowego. Jednak mam dość życia w świecie wyobrażeń ludzi jak i o mnie tak i bzdur o pomocy socjalnej w tym kraju... I ranią mnie opinie ludzi o tym, że jestem skąpcem albo materialistką. 

Przeczytałam wczoraj, że „O 200 zł wzrośnie od kwietnia zasiłek pielęgnacyjny dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy sprawują nad nimi całodobową opiekę - zapowiedział premier Donald Tusk. Zaznaczył, że docelowo, w ciągu pięciu lat świadczenie to ma osiągnąć wysokość płacy minimalnej.
Przedstawione rozwiązania przyjęła we wtorek "kierunkowo" Rada Ministrów.
Teraz rodzice dzieci niepełnosprawnych w tym przypadku otrzymują 620 zł świadczenia pielęgnacyjnego, jest ono niezależne od dochodu całej rodziny.” „Jak dodał, po podwyżce omawiane świadczenie wynosić będzie 820 zł, a po osiągnięciu pułapu płacy minimalnej (czyli za 5 lat)- 1600 zł brutto."

Bardzo dobry ruch.

Jednak znów populizm. Niewiele załatwia.

Dzieci niepełnosprawne w większości (zasiłek o którym mowa dotyczy 92 tys. dzieci – M. otrzymuje 137 zł/mies. i tu się nic nie zmieni) uczestniczą w edukacji: przedszkole, szkoła lub edukacja domowa.
Oznacza to, że rodzic wówczas nie opiekuje się dzieckiem całodobowo.
Gdyby rodzic chciał brać opiekunkę i chciał iść do pracy - to się i tak łatwo nie pozbiera. A w sumie nei opłaca mu się.  Postaram się tu przybliżyć sytuację.
  1. Opiekunka - Pisałam już Wam , że stawka takiej opiekunki (nie terapeutki!) to minimum 20-25 zł. I to zazwyczaj bez rachunku. Więc odliczyć się od podatku nie uda.Więc załóżmy, że dziecko jest w szkole do 14 to codziennie rodzić musi wydać jakieś 100 zł x 25 dni = 2500 zł. Kiedy odbiera dziecko terapeutka i dziecko uczestniczy w stałej terapii kwota jest dużo wyższa, ale nie mogę jej podać, więc uwzględnijmy ta kwotę w obliczeniach.
  2.  Dowóz dziecka do szkoły. Zakładam, że dowóz daje gmina - ale to tez kosztuje. Chyba niewiele – załóżmy, że 100 zł.  Ja codziennie dowożę M. do szkoły bo niestety nie jest w stanie jeździć busem a terapeutka wraca z M.  taxi (czyli np. u mnie dodatkowo 20 zeta x 25 = 500 zł miesięcznie).  Ale też musze go dowieźć do szkoły – czyli tygodniowo samochodem robię tylko uwzględniając szkołę 100 km = 8 litrów spalam czyli to jest koszt 50 zł tygodniowo czyli 200 zł miesięcznie (tylko na dojazdy do szkoły!
  3. Obiady w szkole – nie uwzględniam śniadania, które dziecku tez trzeba przygotować. To jakieś 100 zł mies.
    Czyli bez uwzględnienia rehabilitacji, kosztów wiktu i opierunku rodzic, który chce iść do pracy musi zarobić tylko na powyższe przynajmniej 2700 zł mies. A w moim przypadku
    3300 zł (kiedy nie podaje prawdziwych kosztów terapii i zakładam wersje minimum). Netto proszę państwa. Czyli koszty utrzymania dziecka niepełnosprawnego, który chodzi do szkoły i którego rodzic chodzi do szkoły, ale nie ma nic dodatkowego to ok. 3300 zł netto.
    Ale idźmy dalej.
  4. Rehabilitacja. Dołóżmy minimum dwie godziny rehabilitacji dziecka – u mnie godzina integracji sensorycznej (70 zł/godz) + poł godziny masażu (80 zł/poł godz) = 280 zł + 320 zł = 600 zł miesięcznie. To jest minimum, a chciałabym chociaż na konie go zabrać czasem…albo na basen…
  5. Woda – niestety z powodu takiego, że mój syn spędza przynajmniej dwie godziny dziennie w wodzie – która jest tez pewnego rodzaju terapią – woda musi często szumieć – bo go to uspokaja – płacę zaliczki miesięczne 500 zł. Kiedy skracam ten czas niestety jest tragedia. Nie mogę tu oszczędzać
  6. Prąd – dziecko niewidome – z lekkim poczuciem światła w jednym oku musi przebywać w domu, który świeci a i gra – więc płace jak ten głupek 200 zł miesięcznie. Nie mogę tu oszczędzać.
  7. Gaz, Internet (moja praca), Tv i telefon – norma pewnie  = to koszt 250 zł miesięcznie
  8. Czynsz – 500 zł miesięcznie
  9. Utrzymanie domku na działce – mogę nie utrzymywać, ale to przemyślałam i o dużo więcej wzrośnie mi koszt wakacyjny – bo moje dziecko nie może przebywać wśród ludzi, hałasów ect. To najtańsza opcja – 150 zł miesięcznie
  10. No i kredyt na mieszkanie – tak, mam kredyt. Na moje niewielkie mieszkanie – lecz kredyt wzięty za niskiego franka zrobił się duży i wynosi 3 000 zł mies. Chciałam sprzedać to mieszkanie. Ale nie sprzedam za cenę za jaką kupiłam i musiałabym i tak płacić ratę (2 000 zł) i wynająć mieszkanie – kawalerka ok. 1 500 zł (co znów jest chore, bo autyście miejsca nie powinno się zmieniać – a i jego funkcjonowanie kiedy nie ma swojego pokoju jest wielkim błędem). Więc zostańmy przy 3000 zł a nie przy 3 500 zł. Kredyt jesczze przez 24 lata :)
  11. A i mam kredyt na samochód (nie pisze tu o ubezpieczeniach, które są tez chore) – ale bez samochodu nie możemy funkcjonować – bo nie możemy funkcjonować w komunikacji miejskiej – 1 000 zł mies.  Na szczęscie jeszcze 3 lata :)
No to policzmy.

1
2500
2
700
3
100
4
600
5
500
6
200
7
250
8
500
9
150
10
3000
11
1000

Razem:
9500

9 500 zł netto czyli 13 500 brutto bez wyżywienia, bez ubrań, bez książek, bez pomocy rehabilitacyjnych, zabawek, wyjazdów, innych przejazdów... 

Acha, jeszcze trzeba wziąć pod uwagę koszt opiekunek w wakacje i ferie – wzrost kosztów znaczny miesięczny, a obóz rehabilitacyjny 2 tygodnie w wakacje to ok. 8000 zł.  Wnioski sobie sami wyciągajcie.  

Komu i co się opłaca. Aha - i jak pisałam  - kobiety zazwyczaj ciągną ten wózek same – jak ja. A często maja jeszcze darmozjadów na łbie. Bo są naiwne.

Nie mam żadnych alimentów, żadnych dodatków poza 137 zł.  Państwo mi pomaga?
Może jednak lepiej nic nie robić, dziecko zostawić w domu, jeszcze powalczyć o jakies komunalne lokum, żyć na zasiłku socjalnym… nie wiem… I odizolować dziecko od szansy na zycie - ktore i tak nie będzie normalne i i tak dziecko skończy w przytułku jak ja umrę bo do cholery jak tu nawet cos odkładać? Może

Radzę sobie? Czy nie radzę?

To ostatnie pytanie w kontekście moich znajomych, którzy czepiają się mnie, że jestem antytowarzyska, czy jestem skąpcem, nie kupuje sobie nic i nie jeżdżę na Majorkę…

A jak zadzwoniłam dziś do znajomej z pytaniem, czy może ma dla mnie jakiś tekst za grosze do napisania (bo miałam chwilę wolną a zwykle ona jest w potrzebie - a zawsze jakis cash się przydaje - np. na kotka - ale to nie było wynikiem jakiegoś przymusu czy cisnienia) – to zaczęła się śmiać, że wiedziała, że przyjdzie taki czas, że będę żebrać… Czy ja żebrzę? Czy kiedykolwiek poprosiłam kogoś o pomoc?  

Może tak byłoby łatwiej….