sobota, 23 lutego 2013

Zagłodzone dziecko?

Strasznie mi przykro z powodu śmierci 6 latka. Podobno zagłodzonego. Właściwie jestem wstrząśnięta i cały dzień o tym myślę.

Jednak daleko mi jest od szukania winy kogokolwiek. Zbyt mało wiem. Choć na pierwszy rzut oka wypadało by powiedzieć, co za wyrodna matka...! Ukamienować...!

Mój syn ma niedowagę - brakuje mu ok. 8 kg, żeby mieć 3 centyle (wazy 26,5 kg). 

Nie jest niejadkiem. Choć jak każdemu dziecku - zdrza mu się. A każdy kto mnie zna wie, że ciągle mu coś podtykam i nie martwię się o kaloryczność potraw, które on je. Ciągle coś mu wymyślam do jedzenia - a z pieczeniem słodkości w weekendy przesadzam. W sklepach zawsze kupuje mu rzeczy z najwyższej półki, rozpuszczam deserkami, serkami, nutella. Choć to perfidny cukier. 

Nie żywię go jednak w fastfoodach -  nie jadł nigdy chyba kanapki z McDonaldsa ani nie wie jak smakuje cola. 

Patrząc na dzieci w jego klasie i klasie równoległej - są wszystkie dzieciaki jak bliźniaki wzrostowo - wagowe. Wszyscy to skrajne wcześniaki. 

I dokładnie to samo słyszałam od lekarza - wcześniak - proszę się nie martwic - jeśli jest energia, dobre samopoczucie itp. Także w CZD! 

Gdy M. chodził jeszcze do przedszkola w Tęczy - gdzie głównie przebywają dzieci z porażeniami mózgowymi - jest podobnie. Same chudziny. Ale nie zaniedbane. Dokarmiane. Rozpuszczane.

Poza tym do cholery - spróbujcie się dowiedzieć od dziecka, które nie mówi - czy chce jeść czy nie... Bo ja choć już umiem komunikować się z dzieckiem an tak lub nie mam często tego nie wiem. I nie wiem czy np. czegoś nie chce jeść bo mu nie smakuje czy bo nie ma ochoty...

Ale też można nie mieć czasami sił do walki... Bo się ma w domu przez całe życie niemowlaka. Człowiek w tej swojej bezsilności, często samotności, w swym zmęczeniu, czasami nie ma możliwości jasno oceniać sytuacji. A w pewnej chwili jest już za późno... 

Dla mnie ważne jest to, żeby dzieciak był zawsze bardzo dobrze ubrany (bo wystarczająco wytykany jest przez innych), dostawał co tydzień coś ciekawego do zabawy, był stale rehabilitowany, był stale zaopiekowany i miał zawsze coś dobrego do zjedzenia - bo do cholery - dla niego to przyjemność (tak sądze) - a ich tak niewiele ma. 


I między innymi dziś mi jest tak ciężko - kiedy walczę o grosze bez stałej pracy. Bo bede sama sobie pluć w twarz jak tego mu nie będę gwarantować. I myślę, że inni rodzice dzieci niepełnosprawnych tez tak myślą. 

Ale też przy okazji pragnę przypomnieć, że zasiłek pielęgnacyjny dla dzieci niepełnosprawnych to 150 zł (łaskawcy podnieśli od tego roku o 10 zeta), a zasiłek dla alkoholika 444 zł. To tak przy okazji, bo nie wiemy jaka sytuacje miała ta rodzina...

Nie oceniajcie... ale otwierajcie oczy na innych... może trzeba wyciagnąc rękę z pomoca - nie czekając na prośbę... i to nie chodzi o wymiar finansowy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz