środa, 20 lutego 2013

Złe traktowanie

Dziś byliśmy rano na bilansie 14 latka w naszej przychodni.

Czekaliśmy na ten bilans od połowy grudnia zeszłego roku. Takie kolejki do przychodni do Poradni dla Dzieci Zdrowych.

Tak, wiem, mogłam pójść prywatnie. Ale z dwóch powodów tego nie zrobiłam tym razem. Pierwsza sprawa to oszczędności. Druga sprawa to to, żeby znów, kiedy będę musiała uzyskać zgodę na konie od lekarza pierwszego kontaktu nie usłyszę, że pani doktor nie zna dziecka.

Na dodatek musiałam zadzwonić - mimo wcześniej umówionego terminu - przywlec się parę dni wcześniej do przychodni po numerek. Przywlec - nie zadzwonić - bo dodzwonić się o godzinie 7:30 rano się nie udaje.

Pani poinformowała mnie, że mam przyjść z dzieckiem na godzinę 9 rano. W porządku - pomyślałam sobie. Rano M. ma dwie godziny wuefu więc, nie będzie to wielka strata. Ale coś mnie tknęło i zapytałam, czy to oznacza, że wejdziemy punktualnie o 9:oo?

Okazało się, że nie! To oznacza, że ileś tam osób jest zapisanych na 60 minut - od godziny 9:oo do godziny 10:oo. No to zaczęłam dyskutować - że jeśli Pani chce mieć awanturę, to ja mogę przyjść i czekać. Bo mój syn jest autystą. I w karcie powinno być napisane "cito" o ile pamiętam.

Pani się wystraszyła. Umówiła nas na dziś na godzinę 8:oo ale poprosiła o to abyśmy przyszli o 7:5o. To wejdziemy jako pierwsi. I jeszcze prosiła mnie, abym dwa dni wcześniej przyniosła M. książeczkę zdrowia i dokumenty ze szkoły. To sobie wcześniej wszystko wpisze, żeby było szybciej.

Super! ucieszyłam się bardzo...

No i zadowolona - z mniej zadowolonym M. (bo wyjątkowo rano zamiast jechać do szkoły - musieliśmy na piechotę pójść do przychodni - co nie jest zgodne z schematem codziennym!) dotarłam do przychodni.

Weszliśmy do gabinetu i zaczęła się tyrada pytań o historię dziecka. Nie wytrzymałam. 
Ile razy w życiu jeszcze przy moim dziecku będę musiała pani doktor opowiadać o tym, że on nie widzi, ale słyszy, że jest wcześniakiem  autysta, że nie mówi, że nie widzi, że przeszedł trzy zabiegi - laseroterapii siatkówki, które się nie udały,  jedna operacje witrektomii (i wyjaśnić na czym ona polega), a później wylew do oka, ze jest po trzech wylewach do mózgu, jednej operacji serca, niedotlenieniu, miał drgawki, te miejsca, gdzie włosy na głowie nie rosną to po wenflonach, że nie czuje bólu itp.

A w ogóle to zostawiłam w tej przychodni ostatnio i orzeczenie o niepełnosprawności i wszystkie wypisy ze szpitali i pełna historie leczenia u neurologa i kardiologa i okulisty. Nie wiem w związku z  tym po co...?

Ile razy te złe, smutne rzeczy ma jeszcze usłyszeć i poczuć się źle. Przecież i tak ta sytuacja z przychodnią, płaczącymi dziećmi, wywróceniem mu dnia jest wyjątkowo stresująca. A jeszcze te gadki?

Powiedziałam Pani, że nie będę o tym opowiadać przy dziecku. Zrobiła wielkie oczy. Nie dotarło do niej.
Jak zaczęłam się awanturować - no dobra - podniosłam głos i powiedziałam, że lekarz to chyba powinien traktować ludzi jak istoty czujące - pani odpowiedziała, że przecież inni rodzice nie maja oporów i opowiadają historie swoich dzieci...

Nie byłam na to przygotowana - mogłam rzucić okiem na prawa pacjenta :) żeby walnąć jakimś mądrym paragrafem.

Ale się uparłam. Pani zaczęła czytać papierki.

Nie uwierzycie. Ale wyszliśmy z przychodni o 9:3o. Biedni inni pacjenci. Malusie dzieciaczki oczekujące na szczepienia. Strasznie mi się zrobiło przykro.

Jeszcze oprócz czytania prowadziłyśmy wielka dyskusje na temat szczepień. Pani latała po jakieś mądre książki, wezwała pielęgniarki po pomoc merytoryczną i dzwoniła w rożne miejsca.  Zasiała mi w głowie kolejne pytania, wątpliwości - których dziś nie rozstrzygnę... Ale o tym następnym razem, bo czas mnie dziś goni...

P.S. I jeszcze jedna uwaga - złożyłam to podanie do dyrektora szkoły o wydłużenie realizacji programu V klasy na kolejny rok. Nie jest mi z tym fajnie. We wcześniejszym wpisie podałam wzór takiego pisma. Może komuś się przyda. Po co odkrywać po raz kolejny Amerykę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz