wtorek, 5 marca 2013

A Wy wiecie co Wasze dzieci jedzą w szkole?

Miałam do tej pory takiego pecha, że mimo tego, że muszę wszystko wiedzieć - a raczej próbuje się dowiedzieć -  rzadko kiedy udawało mi się dowiedzieć co dziecko moje je w szkole.

Czasami ze szkoły przynosi kartonik mleka albo jabłko, ale jak wyglądają obiady się dowiedzieć nie mogłam.

Rano nigdy nie ma czasu o dopytanie. A po szkole dzieciak wraca z terapeutką do domu, która tez jakoś nie ma możliwości dowiedzieć się co było i czy dzieciak zjadł wszystko.

Po powrocie ze szkoły nie wygląda na głodnego :). Mimo tej niedowagi, o której pisałam parę dni temu.

Pamiętam, że u mnie w szkole podstawowej obiady inaczej jakoś wyglądały. Jakoś wszystko trzeba było zjeść na jednej długiej przerwie. W szkole M. obiad je się na raty. Są dwie długie przerwy. Na jednej dzieci jedzą zupę. Na drugiej drugie danie.

Do tego jeszcze dostaje do szkoły dwie kanapki + owoc + serek lub jogurt + wafelek + pół litra picia. I zazwyczaj już jak jestem koło godziny 18 tej wszystko jest wciągnięte.

Obiady kosztują ok. 5 zł dziennie. Panie gotują na miejscu - jedynie surówki są dostarczane z zewnatrz.
Ale rano ładnie pachnie.

No ale ciekawość mnie zżerała. I zostałam zaspokojona dziś.

Wyjątkowo odebrałam dziecko ze szkoły i ku mojemu zaskoczeniu na drzwiach wisiało całotygodniowe menu. A odebrałam, bo zrobiliśmy sobie wagary - mama od fuch popołudniowych a dzieciak od terapii i pojechaliśmy szukać wiosny. Jestem wszystkim zmęczona. Musiałam. 

Btw nie wiedziałam, że tyle radości może spowodować mój głos zamiast głosu pani terapeutki przy odbieraniu dziecka ze szkoły. Uśmiech od ucha do ucha.

I jakoś mnie to menu wcale nie zaskoczyło. Myślałam, że przynajmniej ziemniaków teraz w szkołach mniej dają. A tu jak nie ziemniaki na drugie to kartoflanka na pierwsze :)

Ale chyba nie jest tak źle? Ech leniwe to sama bym zjadła...


Szkolne menu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz