środa, 13 marca 2013

Money, money, money czyli rzecz o zasiłkach

UWAGA! to nie jest żadna prośba o pomoc ani też powód do litowania się! (bo się zrobiło zamieszanie - dlatego to dopisuje).
Jak będę potrzebować jakiejkolwiek pomocy - poprosze Was na tym blogu. Ja sobie radzę a są inni, którzy aby żyć potrzebują Waszej pomocy!
W przypadku M. nie ma zagrożonia życia ani zdrowia. Dlatego też ani nie jesteśmy pod opieka żadnej Fundacji ani nie prosimy o 1% na rehabilitację. 

Uważam, że sa inni bardziej potrzebujący. I gdyby ktos do mnie przyszedł z pomocą - oddałabym tą pomoc innym.  A M. jest szczęśliwym chłopcem i ma więcej niz inni!

Poniższy tekst może być skrytykowany przez wszystkich moich znajomych i nie tylko - bo odkrywam kwestie prywatnego budżetu domowego. Jednak mam dość życia w świecie wyobrażeń ludzi jak i o mnie tak i bzdur o pomocy socjalnej w tym kraju... I ranią mnie opinie ludzi o tym, że jestem skąpcem albo materialistką. 

Przeczytałam wczoraj, że „O 200 zł wzrośnie od kwietnia zasiłek pielęgnacyjny dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy sprawują nad nimi całodobową opiekę - zapowiedział premier Donald Tusk. Zaznaczył, że docelowo, w ciągu pięciu lat świadczenie to ma osiągnąć wysokość płacy minimalnej.
Przedstawione rozwiązania przyjęła we wtorek "kierunkowo" Rada Ministrów.
Teraz rodzice dzieci niepełnosprawnych w tym przypadku otrzymują 620 zł świadczenia pielęgnacyjnego, jest ono niezależne od dochodu całej rodziny.” „Jak dodał, po podwyżce omawiane świadczenie wynosić będzie 820 zł, a po osiągnięciu pułapu płacy minimalnej (czyli za 5 lat)- 1600 zł brutto."

Bardzo dobry ruch.

Jednak znów populizm. Niewiele załatwia.

Dzieci niepełnosprawne w większości (zasiłek o którym mowa dotyczy 92 tys. dzieci – M. otrzymuje 137 zł/mies. i tu się nic nie zmieni) uczestniczą w edukacji: przedszkole, szkoła lub edukacja domowa.
Oznacza to, że rodzic wówczas nie opiekuje się dzieckiem całodobowo.
Gdyby rodzic chciał brać opiekunkę i chciał iść do pracy - to się i tak łatwo nie pozbiera. A w sumie nei opłaca mu się.  Postaram się tu przybliżyć sytuację.
  1. Opiekunka - Pisałam już Wam , że stawka takiej opiekunki (nie terapeutki!) to minimum 20-25 zł. I to zazwyczaj bez rachunku. Więc odliczyć się od podatku nie uda.Więc załóżmy, że dziecko jest w szkole do 14 to codziennie rodzić musi wydać jakieś 100 zł x 25 dni = 2500 zł. Kiedy odbiera dziecko terapeutka i dziecko uczestniczy w stałej terapii kwota jest dużo wyższa, ale nie mogę jej podać, więc uwzględnijmy ta kwotę w obliczeniach.
  2.  Dowóz dziecka do szkoły. Zakładam, że dowóz daje gmina - ale to tez kosztuje. Chyba niewiele – załóżmy, że 100 zł.  Ja codziennie dowożę M. do szkoły bo niestety nie jest w stanie jeździć busem a terapeutka wraca z M.  taxi (czyli np. u mnie dodatkowo 20 zeta x 25 = 500 zł miesięcznie).  Ale też musze go dowieźć do szkoły – czyli tygodniowo samochodem robię tylko uwzględniając szkołę 100 km = 8 litrów spalam czyli to jest koszt 50 zł tygodniowo czyli 200 zł miesięcznie (tylko na dojazdy do szkoły!
  3. Obiady w szkole – nie uwzględniam śniadania, które dziecku tez trzeba przygotować. To jakieś 100 zł mies.
    Czyli bez uwzględnienia rehabilitacji, kosztów wiktu i opierunku rodzic, który chce iść do pracy musi zarobić tylko na powyższe przynajmniej 2700 zł mies. A w moim przypadku
    3300 zł (kiedy nie podaje prawdziwych kosztów terapii i zakładam wersje minimum). Netto proszę państwa. Czyli koszty utrzymania dziecka niepełnosprawnego, który chodzi do szkoły i którego rodzic chodzi do szkoły, ale nie ma nic dodatkowego to ok. 3300 zł netto.
    Ale idźmy dalej.
  4. Rehabilitacja. Dołóżmy minimum dwie godziny rehabilitacji dziecka – u mnie godzina integracji sensorycznej (70 zł/godz) + poł godziny masażu (80 zł/poł godz) = 280 zł + 320 zł = 600 zł miesięcznie. To jest minimum, a chciałabym chociaż na konie go zabrać czasem…albo na basen…
  5. Woda – niestety z powodu takiego, że mój syn spędza przynajmniej dwie godziny dziennie w wodzie – która jest tez pewnego rodzaju terapią – woda musi często szumieć – bo go to uspokaja – płacę zaliczki miesięczne 500 zł. Kiedy skracam ten czas niestety jest tragedia. Nie mogę tu oszczędzać
  6. Prąd – dziecko niewidome – z lekkim poczuciem światła w jednym oku musi przebywać w domu, który świeci a i gra – więc płace jak ten głupek 200 zł miesięcznie. Nie mogę tu oszczędzać.
  7. Gaz, Internet (moja praca), Tv i telefon – norma pewnie  = to koszt 250 zł miesięcznie
  8. Czynsz – 500 zł miesięcznie
  9. Utrzymanie domku na działce – mogę nie utrzymywać, ale to przemyślałam i o dużo więcej wzrośnie mi koszt wakacyjny – bo moje dziecko nie może przebywać wśród ludzi, hałasów ect. To najtańsza opcja – 150 zł miesięcznie
  10. No i kredyt na mieszkanie – tak, mam kredyt. Na moje niewielkie mieszkanie – lecz kredyt wzięty za niskiego franka zrobił się duży i wynosi 3 000 zł mies. Chciałam sprzedać to mieszkanie. Ale nie sprzedam za cenę za jaką kupiłam i musiałabym i tak płacić ratę (2 000 zł) i wynająć mieszkanie – kawalerka ok. 1 500 zł (co znów jest chore, bo autyście miejsca nie powinno się zmieniać – a i jego funkcjonowanie kiedy nie ma swojego pokoju jest wielkim błędem). Więc zostańmy przy 3000 zł a nie przy 3 500 zł. Kredyt jesczze przez 24 lata :)
  11. A i mam kredyt na samochód (nie pisze tu o ubezpieczeniach, które są tez chore) – ale bez samochodu nie możemy funkcjonować – bo nie możemy funkcjonować w komunikacji miejskiej – 1 000 zł mies.  Na szczęscie jeszcze 3 lata :)
No to policzmy.

1
2500
2
700
3
100
4
600
5
500
6
200
7
250
8
500
9
150
10
3000
11
1000

Razem:
9500

9 500 zł netto czyli 13 500 brutto bez wyżywienia, bez ubrań, bez książek, bez pomocy rehabilitacyjnych, zabawek, wyjazdów, innych przejazdów... 

Acha, jeszcze trzeba wziąć pod uwagę koszt opiekunek w wakacje i ferie – wzrost kosztów znaczny miesięczny, a obóz rehabilitacyjny 2 tygodnie w wakacje to ok. 8000 zł.  Wnioski sobie sami wyciągajcie.  

Komu i co się opłaca. Aha - i jak pisałam  - kobiety zazwyczaj ciągną ten wózek same – jak ja. A często maja jeszcze darmozjadów na łbie. Bo są naiwne.

Nie mam żadnych alimentów, żadnych dodatków poza 137 zł.  Państwo mi pomaga?
Może jednak lepiej nic nie robić, dziecko zostawić w domu, jeszcze powalczyć o jakies komunalne lokum, żyć na zasiłku socjalnym… nie wiem… I odizolować dziecko od szansy na zycie - ktore i tak nie będzie normalne i i tak dziecko skończy w przytułku jak ja umrę bo do cholery jak tu nawet cos odkładać? Może

Radzę sobie? Czy nie radzę?

To ostatnie pytanie w kontekście moich znajomych, którzy czepiają się mnie, że jestem antytowarzyska, czy jestem skąpcem, nie kupuje sobie nic i nie jeżdżę na Majorkę…

A jak zadzwoniłam dziś do znajomej z pytaniem, czy może ma dla mnie jakiś tekst za grosze do napisania (bo miałam chwilę wolną a zwykle ona jest w potrzebie - a zawsze jakis cash się przydaje - np. na kotka - ale to nie było wynikiem jakiegoś przymusu czy cisnienia) – to zaczęła się śmiać, że wiedziała, że przyjdzie taki czas, że będę żebrać… Czy ja żebrzę? Czy kiedykolwiek poprosiłam kogoś o pomoc?  

Może tak byłoby łatwiej….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz