poniedziałek, 18 marca 2013

Oszczędzanie w szkole na dzieciach czyli szukanie kozła ofiarnego

To jeszcze taka historia ze szkoły.

Mam wrażenie  że ciągle pisze o smutkach i problemach związanych z M., a to nie jest tak do końca, że tylko lawina nieszczęść na nas spływa i nic więcej. Wręcz przeciwnie - M. się świetnie rozwija, robi postępy i jest bardzo szczęśliwym i uśmiechniętym dzieckiem. Tak myślę - bo nigdy tego mi nie powie! 

Ale to muszę napisać, bo sytuacja pokazuje jak się w szkole oszczędza kosztem dzieci...

W piątek spóźniliśmy się chwile z M. do szkoły. Chwila - może 5 - 10 minut. Korki były, bo sygnalizację gdzieś tam w warszawie szlag trafił. I korki już się zaczynały w naszych okolicach.

Zaprowadziłam dzieciaka na górę do klasy a po drodze towarzyszył mi ulubiony pan dyrektor. Ni z gruchy ni z pietruchy pyta mnie czy M. dziś idzie na basen. 
- Oczywiście - odpowiedziałam. Nie bardzo rozumiałam, skąd takie pytanie. M. uwielbia wodę - siedziałby w niej non-stop. 
- No nie wiem - odpowiedział dyrektor -  bo M. ma katar. I przypomniało mi się w tej chwili, że tydzień wcześniej z powodu kataru, którego ja nie widziałam anie tez pani terapeutka - M. nie był na basenie - bo tak zdecydował dyrektor!.
- Jaki katar? - zapytałam. On nie ma kataru! Uniosłam głos.
- No nie wiem, nie wiem - odrzekł pan dyrektor odwracając się ode mnie i idąc w druga stronę korytarza... 

Odstawiłam dziecko do klasy i w szoku schodziłam na dół. Dogoniła mnie pani pracująca w tej szkole, która słyszała cała sytuację.

- Proszę pani, ja pani powiem jak to wygląda  Dzieci jeżdżą ostatnio na basen busem (warto wspomnieć, że tego samego dnia oprócz chodzenia na basen, miały wyjście na religie do kościoła - moim zdaniem to dość dużo chodzenia jak na takie dzieciaki). Normalnie dzieci robią dwa kursy busem. Pan Dyrektor bez M. miałby komplet tylko na jeden przejazd busem. A jak M. przyszedł to jest jeden komplet + jedno dziecko. Bo dużo dzieci jest chorych i ich nie ma w szkole.  Pan dyrektor nie chce wozić powietrza. 

Wyszłam oburzona ze szkoły. I po raz kolejny wsiadłam do samochodu i rozpłakałam się z bezsilności.

M. przyniósł mokre rzeczy ze szkoły. Wąchałam. Czuć było chlor. 

On pojechał na basen.- czy ktoś nie pojechał bo miał niby katar??????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz