środa, 20 marca 2013

Szczepienia a autyzm u M.

Pisałam  Wam  prawie  miesiąc  temu  o  wizycie  z  M. w przychodni na bilansie  14  latka.  Bilans  bilansem  ale najważniejsza na nim była kwestia szczepień.

Temat  ten  wraca  do  nas  ciągle.  Zazwyczaj jak potrzebuje zgodę na hipoterapie (historię możecie przeczytać pod tym linkiem), czyli w okolicach czerwca/lipca.

Wówczas  szanowna  pani  doktor,  która  musi  być panią doktor pierwszego kontaktu  (taki  wymóg formalny) - która nie zna tematu M. wydaje opinię, czy M. może jeździć na koniach (chociaż np. nie wie jakie są przeciwwskazania w hipoterapii) oraz mądrzy się, że M. musi być zaszczepiony na xyz szczepionkę, bo inaczej:
  • nie  da  skierowania  na  hipoterapię, bo dziecko może zarazić się pałeczkami  tężca (który jest w kale koni - i zapewne moje dziecko się skaleczy i zapewne zarazi tymi pałeczkami)
  • zgłosi do Sanepidu, że się uchylam od obowiązku - i zabiorą mi dziecko i zmusza mnie do tego i nie wiem co jeszcze :)
Uchylam  się  bo mam do tego prawo. Mam nawet kwit od neurologa. Tyle, że pani twierdzi, że jest prehistoryczny. No może - ale jest.

Mam  prawo  się  uchylać  i  mieć wątpliwości, bo na każdym opakowaniu szczepienia (niezależnie np. od tego czy jest komórkowe czy bezkomórkowe w przypadku krztuśca) jest   wyraźnie   napisane,   że  jednym  z  przeciwwskazań są  choroby neurologiczne.)

Pani  doktor  twierdzi,  że autyzm to nie jest choroba neurologiczna.  I  niech  sobie  tak  sądzi.  Ale  ja wiem o tym - i w książeczce zdrowia M.  jest wyraźnie napisane,  że M. jest po wylewach do mózgu.
I jest napisane też, że miał atak drgawek.
I mam gdzieś to, że mi ktoś mówi, że wylewy są wchłonięte. I że to wszystko było dawno.

Po  drugie M. może być alergikiem - może? To drugie przeciwwskazanie. Skąd ja mam wiedzieć, czy na
jakiś  syf  w  tej  szczepionce nie jest uczulony - jak nie był na nią wcześniej  szczepiony?

A na dodatek ostatnio  głośno było o  18 letnim Tomku, którego przyczyna zgonu mogła być szczepionka  własnie na tężec, krztusiec i błonicę - albo podana podczas przeziębienia albo to był stan alergiczny. Kto to wie....

Czy ja po tych wszystkich pieprzonych przejściach mam prawo się bać?

Najlepsza  metodą  na  te  wszystkie  panie grożące i upierające się oczywiście jest kłamstwo, że jestem Świadkiem Jehowy  - i religia mi zabrania szczepić dziecko - zamyka to paniom buzię. Nie wiedzą co na to powiedzieć. A i żadnego dowodu na to nie potrzebują :)

Ale tak było do dziś.

Tym razem była bardzo młoda pani doktor. I bardzo mnie zdziwił fakt, że tym razem dowiedziałam się wprost, że mam prawo mimo, że szczepienia obowiązkowe napisać oświadczenie, że ich nie chcę.
Ważne jest to, że jeśli dziecko teraz szczepisz w przychodni to również podpisujesz na to ZGODĘ! 

Ale nie o to chodziło, żeby pisać oświadczenia. Ja chciałam mieć rzetelne informacje na temat szczepień.

Pod wpływem terapeuty M. i po usłyszeniu od niego historii o dziecku, które uwsteczniło się po przejściu tą zima krztuśca (podobno cholerstwo się coraz  częściej  pojawia). I chodzi o to, że M. mógłby sobie nie dawać rady  z przechodzeniem tego kaszlu. Ale większym dla niego zagrożeniem byłaby  sama  obecność  w  szpitalu.  Kompletnie  nowa sytuacja i nowy świat. Bardzo prawdopodobny regres.

Ale też dowiedziałam się, że w wieku 14 lat M. już ma na tyle rozwinięty układ nerwowy - że poza zagrożeniem, że może mieć odczyn alergiczny na jakiś tam składnik - wpływu szczepionka na niego nie powinna mieć (oczywiście biorąc pod uwagę, że zaszczepię go bezkomórkowo i za kasę w przypadku krztuśca, bo MMR wersji bez komórkowej nie ma).

Zastanawiałam się czy odgrywać Rejtana...  i  z  wielkim  drżeniem  serca zaszczepiłam M. słynna szczepionką MMR (odra, świnka i różyczka).  Ta,  o  która  się mówi, że jest winna temu, że dzieci stają się autystami.  Nic się nie stało. Upłynęły te dwa niebezpieczne tygodnie i nic się nie wydarzyło.

(Tu jeszcze w samej przychodni mieliśmy akcje - brak karty szczepień - ale o tym napisze wkrótce :) )

Mam    w    torebce    tez    receptę    na    szczepionkę    na   ten tężec/polio/błonica/krztusiec  -  Boostrix. Termin szczepienia mamy za tydzień.  Ale im więcej czasu upływa od poprzedniego szczepienia MMR tym bardziej jakoś się denerwuje. Złe przeczucia? Za dużo czytam?

Postanowiłam, że odroczę ją na razie o miesiąc czy dwa (tyle się czeka na termin wizyty w przychodni dzieci zdrowych)  i jeszcze będę miała czas na przemyślenia. Pisałam Wam, ja już wiele złych decyzji czy błędów medycznych z M. przeżyłam. Już więcej nic złego nie chcę.

Jest jeszcze taka sprawa, że niedługo czeka mnie odnowienie orzeczenia o niepełnosprawności i w tym polskim świecie, musi wszystko być na tip - top ze służbą zdrowia, żeby móc walczyć o jakąś sensowna grupę inwalidzka... A to już będzie walka o przyszłość mojego syna i jego rentę.

Wrócę jednak na chwilę do autyzmu i szczepionek.

Nie mam siły dokończyć historii M. w odcinkach:
ale  w  tej niedokończonej  historii najważniejsze jest to, że M. stał się autysta z dnia na dzień - ale z powodu wylewu do oka.

Po operacji witrektomii (nie doszłam jeszcze do tego miejsca w historii choroby M.) - gdy  odzyskał  światło  i widzenie kształtów  w  oku  -  po  dłuższym czasie (parę miesięcy) - miał wylew do oka. Wylew
spowodował to, że świat stał się mu zawalił i stał się czarny i straszny.

Regres nastąpił następnego dnia po wylewie. Przestał wstawać, śpiewać, gaworzyć,  zwinął  się  w  kłębek, przestał reagować na świat i ludzi. Miał ok. 1,5 roku.

Dlatego  pewna  jestem,  że  w  naszym przypadku szczepienie nie miało żadnego wpływu na to czy M. jest autysta czy nie.

Pewnie, gdybym nie zdecydowała się na ta operację - witrektomię - dziś miałabym zdrowe ale niewidome dziecko. Mój błąd. Moja decyzja. Mnie obciąża.

Jednak  wiele  źródeł  podaje  informacje,  ze  szczepionka  MMR  może spowodować autyzm u dzieci.

Takie informacje sama osobiście słyszałam na szkoleniu w Synapsis. Ale to  było bardzo dawno. Wówczas sugestia była taka, że konserwanty użyte w  szczepionce mają w sobie rtęć. I to jest przyczyną zatrucia. Dzieci z   autyzmem  mają  niski  poziom  glutationu  i  cysteiny  (prekursor glutationu),  które  są  główną  ścieżką  usuwania toksycznych metali, takich  jak  rtęć.  I  to  jest  prawda.
Na obniżenie  tych  związków  maja  wpływ  podawane w ogromnych ilościach antybiotyki  np.  w  przypadku ratowania skrajnych wcześniaków. No ale wtedy nie ma wyjścia - bo jest walka o życie.
Zdrowe   dzieci  radzą  sobie z oczyszczaniem   organizmu  z  rtęci  w takich  małych  ilościach.  No  ale  czy  rtęć jest obecna tylko w tej szczepionce?

To  było  dawno,  a później  Synapsis  stało się dość ostrożne. Tu można przeczytać ciekawy artykuł na ten temat.
Ja  z  kolei  śledzę ostatnio bloga o szczepionkach. Warto poczytać.

Moje  zdanie  jest takie, że gdybym miała drugie dziecko - to byłabym zapewne  jeszcze bardziej niz jestem przewrażliwioną  mamą.
I  zapewne  nie  zgodziłabym  się  na szczepienie  MMR  -  do  czasu  aż  lekarz nie powiedziałby, że układ
neurologiczny  jest  u  mojego dziecka już dojrzały. Bez względu na opinie świata.
Tak jak teraz to zrobiłam w przypadku M.  Na inne szczepienia pewnie zgodziłabym się.
Ale to moje zdanie. Choć dziś jednak mam opór z tym krztuścem... Może jednak bym zwlekała?

P.S. Zapytałam panią doktor - tą młoda, czy podpisze mi oświadczenie, że nic złego się M. nie stanie po szczepieniu i mmr i krztuścowym... Zawsze jest ryzyko - zawsze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz