niedziela, 10 marca 2013

Wykluczone matki

Polecam artykuł o matkach wykluczonych. Poniżej skopiowany za zgodą :)

Nie dotyczy każdej mamy dziecka niepełnosprawnego - ale chyba tak już jest, że te pasma nieszczęść i smutków często się splatają...

Oby znajdywały siłę i wiarę....

"Chyba nic tak dawno mnie nie męczyło i nie dawało usnąć przez kilka nocy jak ten tekst. Łatwiej jest mi pisać o kwestiach polityczno – finansowych niż o życiu kobiet z dziećmi niepełnosprawnymi. Prawdę mówiąc to dużo kosztuje. Dużo emocji – i to skrajnych. Bo z jednej strony sobie myślę, o rety to wszystko tak ciężkie do zniesienia a z drugiej sobie myślę, jak to dobrze, że te problemy tez innych dotyczą – nie tylko mnie. Jednak nie będę pisać o sobie – bo wydaje mi się, że i tak moje życie jest dość obnażone poprzez słowa, które piszę i mówię do innych. Choć trudno to oddzielić. Tylko napisze o nich – o matkach, które przez to, że są mamami dzieci niepełnosprawnych są wykluczone – i ze społeczeństwa – choć tego społeczeństwo nie widzi – i wykluczone są z miłości.

Wszystko w ich przypadku dzieje się dość podobnie. Ale prawie tak jak w przypadku wielu par, które nie są rodzicaminiepełnosprawnych.

Spotkali się, pokochali, wierzyli, że miłość przeniesie góry, że fajnie im będzie ze sobą żyć i obiecali sobie bycie ze sobą na dobre i na złe. I pojawia się dziecko. Jeszcze jak pierwsze dziecko jest zdrowe – to jeszcze nie jest tak źle. Jak pierwsze jest chore, to powiedziałabym schemat zachowania jest bardzo zbliżony. Mówi się, że dziecko cementuje związek, ze zbliża, że łączy. Zdrowe dziecko. Kiedy pojawia się maleństwo, bezbronne – ale tez w jakiś sposób skazane na to, że nigdy nie będzie samodzielne, że zawsze będzie polegać na rodzicach, ze będzie wiecznym niemowlakiem, że dzień i noc az do swojej śmierci będziesz musieć czuwać – to nieświadomie – bo to są nieświadome procesy – możesz się poddać i próbować uciekać. I to zazwyczaj dzieje się w głowach ojców – bo matka jak lwica chroni swoje dziecko –kompletnie nie widząc tego co wokoło niej się dzieje.

I jak się słucha tych wszystkich opowieści, to słyszy się, to samo prawie. No był super tatą, no razem szukaliśmy pomocy, zajmował się dzieckiem, ale… ale nagle go już nie było. Bo oddawał się pracy. No ktoś musiał zarabiać. Albo ja musiałam pracować, on się na początku zajmował dzieckiem – ale wie pani – musiał nabrać oddechu, znalazł sobie pasję. Ja wracałam do domu on oddawał się swojej pasji.

A wtedy pytam taka mamę – a chodziliście gdzieś razem? Próbowaliście razem spróbować realizować jakieś pasje? No ależ skąd – przecież ktoś musiał w tym czasie zajmować się dzieckiem. I tak ten świat zaczął się rozpadać… Jej świat i jego świat. Ona wbrew obiegowej opinii o matkach niepełnosprawnych dzieci - często pracująca i zajmującą się dzieckiem – on nie mogący niby sobie poradzić z problemami i uciekający…w pasje… i w inne związki.

Łatwo spostrzec w swoim środowisku ojców z dziećmi chorymi. Jak jedni panowie opowiadają gdzie byli co robili ze swoimi dziećmi (nawet jeśli sa to tylko weekendowi tatusie) to Ci z dziećmi niepełnosprawnymi – nie będą się chwalić tym, że jego dziecko zrobiło w wieku 7 lat samodzielnie kupę. To takie niemęskie. Dlatego tez np. na wakacje do „ludzi” taka mam sama raczej pojedzie niż ojciec z dzieckiem. Przecież to takie niemęskie co chwila wycierać ślinę lecącą z buzi dziecka.

Tylko, że to takie niemęskie pozostawiać kobietę samą. Próbowałam rozmawiać z nimi na ten temat i nie wiem tak naprawdę o co chodzi. Zazwyczaj wniosek z tej rozmowy był taki, że to matka nie miała czasu, że to dziecko zrobiło się najważniejsze. Jak pytałam – ale przecież zawsze tak jest, że dziecko jest najważniejsze… No to usłyszałam, że ona bardziej kocha dziecko niż jego. O braku czasu i zaniedbaniu (bo nie ma pomalowanych paznokci!) też usłyszałam. Chyba właśnie tu jest ta różnica – kiedy dorośli ludzie maja już jedno zdrowe dziecko i pojawia się chore – to chyba jest łatwiej. Temu facetowi. Zrozumieć czym jest miłość do dziecka. Bo wtedy on kocha jedno i drugie. A nie ma takiego problemu – że to nie pojawiło się to cudo – ten syn, z którym miał w piłkę grać. A chore dziecko, któremu tyłek przez całe życie będzie musiał podcierać. Bo już jednemu niemowlakowi podcierał. I wie, czym jest odpowiedzialność za zdrowe dziecko. Odpowiedzialność za innego człowieka - niezależnie od tego czy jest zdrowy czy chory.  

To jest egzamin z miłości. Ale nie chodzi mi tylko o dziecko. Tylko o matkę. Która zostaje sama. Często zostaje tylko mentalnie. Bo cwaniak jest tak przybity życiem, że pomaga sobie używkami, bo ma gdzieś wszystko – i wyciąga łapy po więcej. Albo też ucieka na drugi koniec świata – i nawet nie można go dopaść, żeby płacił jakieś alimenty. O ile kobieta ma w ogóle czas o to, żeby walczyć o swoje.

Matka wykluczona z miłości. Bo jak ma znaleźć czas i miejsce dla kogoś, kogo pokocha? Bo przecież jej czas jest zorganizowany przez życie dziecka – wiecznego małego dziecka.  I nawet kiedy ona spotka kogoś na swojej drodze, to historia znów się powtarza. Ten ktoś na początku taki odważny, co ja niby wspiera, co opowiada (odwrotność zachowań prawdziwego tatusia) w środowisku o tych nieprzespanych nocach i nagle znika. Bo chciałby pójść do kina, na wódke, na balangę, wyjechać na wycieczkę a wszystko to takie jest skomplikowane. Ona często jeśli ma nawet super pracę – to każdy ostatni grosz wydaje na rehabilitację dziecka. A on myśli o wycieczkach? A ona jeszcze mu mówi, że może by zostali w domu – bo ona wolałaby z nim sama spędzić ten czas i jest zmęczona – nawet jak już kogoś uda się wynająć do opieki nad dzieckiem. 

Warto wspomnieć, że to nie kwestia nawet kasy – to nie wynajęcie kogoś – tylko specjalistycznej opieki. A to tez nie prosta sprawa. Jedna pani mi opowiadała, że opiekunka – kwalifikowana pielęgniarka - stwierdziła, że ona nie jest w stanie być dłużej z jej dzieckiem niż 2 godziny – bo jest wykończona i psychicznie i fizycznie i zbyt ją to kosztuje – i nawet podwyższenie stawki za godzinę pracy nic nie pomogło.

No ale jak komuś wyjaśnić to, że można być zmęczonym. Czy ktoś nie będący w takiej sytuacji zrozumie, że często pójście do pracy to odpoczynek? A jaką tragedią wówczas jest utrata pracy? Wyobrażasz sobie, że nie możesz swojego dziecka zostawić samemu sobie, nie możesz na chwilę sama wyjść do sklepu po chleb. Nie możesz swojego dziecka wysłać, żeby wyrzuciło śmieci.  Musisz pilnować sama godzin, kiedy mu dasz jeść. Jak niemowlaka – musisz nakarmić, ubrać, umyć – nie spuszczać z oka. Nie wolno ci chorować. A każde święta, wakacje to masakra. Nie możesz przysnąć, przespać, zaspać. Myślisz za siebie, myślisz za niego. Przez całe życie.  

Czy spotkaliście kiedyś jakąś dziewczynę, która w pierwszym półroczu po urodzeniu swojego dziecka, zdążyła spotkać kogoś, z nim dzielić czas i taka miłość trwa?

Ba! A w skrajnych przypadkach to jest jeszcze tak – że pojawia się ktoś, kto wmawia tej kobiecie, ze ja kocha i uwielbia – ale po cichutku wykorzystuje jej słabość do tego, że serce ma otwarte na cierpienie innych i wpakowuje ja w podżyrowanie kredytu, bo przecież opowiada historie, że razem będą budować przyszłość i sobie czmycha. Znika.

A ona potrzebuje ciepła i miłości jak nikt inny. Jest sama i często wydaje jej się, że świat ja opuścił. Często sama też jest temu winna. Bo odtrąca pomoc. Bo w tym swoim zagubieniu myśli, że to jej piętno i sama ten krzyż powinna nieść. I odrzuca uczucia innych – bo kojarzą się jej znów z bólem i zawodem. Mimo, że już niczego nie oczekiwała. Znów bolało. Bo znów ufała. Bo znów się zapomniała.

Jedna z pan, z którymi rozmawiałam – nie ma zbyt dobrej opinii o sobie w swoim środowisku - bo jest „inna”. Sama niepełnosprawna ma niepełnosprawne lecz adoptowane dziecko. Jednak decyzje o adopcji podjęła w momencie, gdy była sama i wiedziała, że będzie sama. Można powiedzieć, że to była zachcianka. Chce to mam. I nie oszukuje – ale tak już jest – że co ona chce - to ma. Ma bardzo mocna siec rodzinno – społeczna, która w tym chceniu ja wspiera i która realizuje te zachcianki. Ona jest inna matką. Ona jest szczęśliwa. Ma na wszystko czas. Ale tez ma kasę. I nie liczy się z innymi. Jej się należy. Niepełnosprawność ja tego nauczyła.

A druga mama bez wsparcia siedzi i dziś zżera ja strach o to co będzie. Martwi się o to czy przypadkiem nie zachoruje. Bo kto się zajmie jej dzieckiem. A co będzie za parę lat. Przecież ona widzi te matki, które mając 60 lat przewracają na drugi bok swoje 40 letnie dziecko. Gdy nie maja już sił. Maja zwyrodniałe stawy i wyją z bólu z powodu uszkodzonego kręgosłupa – bo te 40 lat dźwigały swoje dziecko – a ostatnie 20 lat już dorosłego człowieka. I żyjące kobiety w skrajnej biedzie – bo przez 40 lat swojego życia nie pracowały – tylko zajmowały się swoim dzieckiem – same. Ale świat uważa, że nie pracowały – i o jakiej emeryturze my tu rozmawiamy. Wszak dziecko nie było żadnym obciążeniem dla państwa.Ale Państwo ma to gdzieś. Kościół zresztą też.

Więc żyją sobie tak we dwoje – ona szara, cierpiąca, jak w złym śnie, z miłością do swojego dziecka.
Od dziecka nie usłyszy: kocham Cię mamusiu – choć to jedno wynagrodziłoby jej wszystko. Zapomniana przez mężczyznę, który obiecał jej być i ja wspierać na dobre i na złe.

I płacząc codziennie i modląc się do Boga, żeby jej dziecko odeszło wcześniej niż ona.  

P.S. Nie jest to wymarzony efekt moich przemyśleń. Nie są to te słowa, które chciałam napisać. Nie jestem jeszcze dojrzała na tyle, żeby napisać poprawnie i obiektywnie. Nie jestem psychologiem – a jestem członkiem tego społeczeństwa niepełnosprawnych.

Pisałam o kobietach głównie – a nie o wpływie braku mężczyzny na rozwój niepełnosprawnego. Nie jestem specjalistą. Ale też obserwuje. I pozwolę sobie tylko na spostrzeżenie. Świat nauczycieli, rehabilitantów, terapeutów – to głównie świat kobiet. Dziecko w domu głównie przebywa z mamą, babcią i opiekunką. Faceta – otaczają kobiety. Posłuchajcie kiedyś jaki głos z siebie wydaja dorośli męzczyźni niepełnosprawni. Daleko im do męskiej niskiej barwy głosu.  Głos matki naśladują. A czy mają z mamami szanse przeżyć takie męskie przygody czy męskie emocje. Mecz piłkarski. Pierwsze piwo. Rozmowy o kobietach. Próby włażenia na drzewo. Jazda bez trzymanki. To też dotyczy niepełnosprawnych. Dziecko z porażeniem mózgowym to człowiek. Ma swoje potrzeby. A matka… matka zawsze się boi. I choćby chciała - to nie umie.

Kiedy niepełnosprawny słyszy głos mężczyzny – natychmiast ma wobec czuje respekt. Bo ktoś jest taki jak on. I on powinien być jego wzorem do naśladowania. I facet więcej wymaga. I szybciej widać efekty terapii."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz