piątek, 19 kwietnia 2013

Felinoterapia - czyli mamy dwa małe kotki

Minęły już 4 miesiące odkąd odszedł przyjaciel naszego domu czyli Oskar - maine coon.
I tydzień temu zawitały w naszym domu dwa kotki - leśne norweskie.

Powtórzę się po raz kolejny, ale nieustająco ludzie mnie pytają - dlaczego kupiłam kotki rasowe  - a nie np. przygarnęłam dachowce.

Wygląda jakby mi trochę odbiło? Nie chcę kota potrzebującego pomocy - tylko uparłam się na rasowca. Burżujka - już słyszałam. No nie - nie udało mi się zebrać kasy - uda mi się mam nadzieje do końca miesiąca. Zarobić tez muszę na obóz syna natychmiast...ale...
Kot w moim domu jest bardzo ważny. Bo kot jest jakby dopełnieniem w pewnym sensie rodziny. Drugi jest taki, że mój syn wymaga felinoterapii. Dwa koty są dlatego, że lepiej się wychowują. Są bardziej społeczne.
No ale wracając do powodów. Są one dwa.

  • alergia na sierść - jestem alergikiem - a te dwa gatunki maja podobno inną sierść  - przetestowane na mainecoonie. Dziś koty są u mnie drugi dzień i jeszcze ani razu nie kichnęłam. Więc można powiedzieć, że przetestowane tez na norwegach :). Pamiętajcie też, że nie tylko sierść kocia może być alergenem - lecz w większości przypadków to ślina kocia jest.
  • norweskie i maine coony są wyjątkowo psie i one są bohaterami felinoterapii głównie. Słyszycie o dogoterapii, o hipoterapii a jest jeszcze felinoterapia do kompletu. No jeszcze przydałyby się delfiny -ale niestety dorwać je można tylko w Szwecji i na Krymie.

Co to jest felinoterapia? Przeczytajcie tutaj :) O tej felinoterapii juz na blogu wspominałam - ale będę to robić do znudzenia - bo widze jej efekty choćby podczas fazy usypiania mojego syna.

Jak jest teraz? Kotki po tygodniu czuja się coraz pewniejsze, ale maja etap szaleństw i zabaw - niż przymilania się do ludzi. Jeden jest bardziej co prawda przylepką. Drugi natomiast coraz częściej po prostu siedzi niedaleko M. Tak jakby go pilnował.

M. najbardziej się cieszy kiedy w ferworze zabawy wpadają mu do łóżka i się kotłują. Albo jak go zaczepią.
Ale z Oskarem było podobnie. Tak koło 6 miesiąca życia stał się takim terapeutycznym bardziej kotkiem.

Jest jednak radość w domu i coś się dzieje - co zachwyca M. Nie jest nudno. I M. akceptuje nową zmianę - a to jest dla mnie wielka niespodzianka. Bo jak wiadomo autyści niełatwo akceptują zmiany.

Wszystko to proces... i trzeba być cierpliwym.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz