niedziela, 16 czerwca 2013

Lokal czy rudera?

Pozwolę sobie od czasu do czasu wrzucać informacje dotyczące powstawania Warsztatów Terapii Zajęciowej. Co prawda mam zaległości z publikowaniem informacji co w Zajaczkowym Świecie się dzieje, ale już za chwile za momencik wrócę do codzienności. Myślę jednak, że te zmagania Fundacyjne mogą innym też pomóc iść w nasze ślady.

Poszukujemy obecnie dla Warsztatów Terapii Zajęciowej lokalu.
To chyba największe obecnie wyzwanie - poza poszukiwaniem podopiecznych.
Dlaczego lokal i podopieczni już potrzebni?
Dlatego, że rozporządzenie Ministra mówi o tym, że aby starać się o dofinansowanie trzeba mieć przynajmniej 20 podopiecznych oraz lokal. Lokal nie może być lokalem wynajętym na rynku komercyjnym. 
Oznacza to, że jeśli uzyskamy taki lokal od miasta - na dodatek musimy mieć umowę oraz promesę na nieodpłatne użytkowanie na 10 lat.

Obie te kwestie są bardzo trudne do zrealizowania.
Rodzice podopiecznych niestety dziś nie będą jeszcze wiedzieć ile będą musieli płacić za korzystanie z warsztatów. A będą musieli, bowiem nie otrzymamy 100% dofinansowanie.Trudno w takiej sytuacji się deklarować - w szczególności jak nie widza nawet miejsca tych warsztatów. jednak wierze cały czas, że dzieki Wam ta idea się rozpropaguje. Utworzyliśmy tez wydarzenie na FB.

Warsztaty nasze maja być podobne do tych jak za oceanem. Czyli oprócz typowych zajęć z rękodzieła chcemy zaoferować i trening ekonomiczny i zajęcia z gotowania i sprzątania. Samoobsługa tez jest ważnym elementem tych zajęć. Ale też rehabilitacja - dogoterapia, masaż czaszkowy czy trening słuchowy. A i chcemy zaproponowac posiłki w diecie 3 razy Bez - czyli bez glutenu, cukru i mleka krowiego. To jest wielkie przedsięwzięcie. Ja nadal w nie wierzę. I choć sama już nie wyrabiam i fizycznie i psychicznie i finansowo - nie odpuszczę.

To są duże koszty - i bez dofinansowanie nie uda się zrobić nic. Nie mamy ani sponsorów - ani swoich pieniędzy. Mamy tylko wiarę. Całą idea nie jest realizowana dla celów zarobkowych - ale specjaliście musza zarabiać. No i szukamy....

I to nie jest tak, że mogę sobie narzekać na Urząd Miasta. Np. pan ze Śródmieścia sam do mnie zadzwonił. Opisał co mogę zrobić.  Starać, tak jak starają się inne Fundacje - ale te co sa na rynku dłużej - maja przewagę. Takich wniosków Pan otrzymuje setki od organizacji pozarządowych i tylko jedna, dwie trzy otrzymują lokal. Bo Warszawa jest przyjazna organizacjom pozarządowym i rzeczywiście pomaga. Co ciekawe Pan tez opowiedział, że zabiera sie tez organizacjom lokale - bo niezgodnie ze statutem działają - np. mieli udostępniać lokal za free grupom artystycznym - a jednak pobierają opłaty. Wiadomo jednak, że miasto ma tez swój budżet, który musi realizować. I oczywiste jest, że tez muszą atrakcyjne lokale wynajmować za kasę - np. 20 zł/m2 minimalna stawka (wywoławcza). I ja to rozumiem.

Jednak nasze wymagania są duże - co do powierzchni - bo aż ponad 300 m2. Będzie jednoczesnie na tej powierzchni przebywac przynajmniej jednoczesnie 35-40 osób! Choć lokalizacja nie jest dla nas super istotna. Poza tym ja nie potrzebuje lokalu na siedzibę Fundacji - ale na "warsztaty terapii zajęciowej" . Pan poradził, żeby najlepiej sobie samemu oglądać lokale tzw. poza konkursem. Bo o ich przyznanie mogę się starać. Bo są do wielkiego remontu... W piwnicach... Kompletnie nie nadające się np. dla osób na wózkach, bo wejścia są z klatek schodowych. A i tak takich dużych lokali nie ma generalnie w Warszawie. Jest jeden. Powierzchnia byłaby idealna... gdyby nie to, że połowa lokalu ma poniżej 1.8 m wysokości...

Jestem strasznie zdesperowana... Myślę intensywnie. I coś mi mówi, że nie mamy innego wyjścia tylko brać co jest... choć koszt miesięczny czynszu tez nie jest mały dla takiej ruiny... a gdzie ta promesa? Nie wiem....

Ale się nie poddam...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz