środa, 7 sierpnia 2013

Nadrabianie zaległości - Koniec roku szkolnego

Mam robotę papierkową, ale nie mogę się skupić. 

Męczy mnie ta burza co ma przyjść, niby przyszła - ale paroma kropelkami nie ochłodziła powierzchni Ziemi.
Męczy też mnie to, że zamilkłam na blogu. Ale wynika to z tego, że tak wiele się dzieje.

Dzieje się, ale chwilami tracę jakąkolwiek nadzieje. Tracenie nadziei wynika głównie z tego, że ludzie mnie ranią i oszukują. Ale nadzieja się podbudowuje, kiedy rozmawiam z mami innych dzieciaków, kiedy słyszę, że ktoś coś chce robić, kiedy droga do celu okazuje się drogą wspólna innych rodziców.
Jest super, kiedy mimo mojego złego nastawienia do spraw urzędowych - okazuje się, że na drodze mojej stoją jednak życzliwi ludzie. Często niewiele mogą. Ale ich nastawienie mnie wspiera.

Panie Boże, niech ja przetrwam ten miesiąc.

Mówiłam to samo w czerwcu. Ale wynikało to zupełnie z czego innego - nie z sytuacji kryzysowej finansowej - bo mnie ludzie rolują, tylko z powodu M.

Ciężko było, bo dzieciak ewidentnie był zmęczony rokiem szkolnym. Na dodatek pod koniec roku pojawiły się nowe możliwości budżetowe w szkole i pojawiały się atrakcyjne wyjścia - a to na konie, a to na zajęcia z ceramiki itp. Wybijało to M. z rytmu. Padał mi codziennie o 22 ale spał niespokojnie.

Spacery to był horror. Wróciło to co było kiedyś. Nawet zejście po schodach kończyło się awanturą. Już nie wiedziałam o co chodzi. Bo nawet pozostawienie go w spokoju to były wrzaski, walenie głową... Próby porozumienia się z nim spełzały na niczym. Byłam przerażona. bałam się, że to regres. Ale tłumaczyłam sobie to, że tylko przemęczenie. Ugryzienie mnie (prawdziwe odgryzienie kawałka ciała), o którym już tu pisałam - spowodowało to, że zaczęłam mu znów podawać melisal. Z łzami w oczach mu dawałam.

Do tego wszystkiego jeszcze doszło to, że dziewczynka w klasie M. zaczęła go atakować. Większa od niego. Zaczęła go drapać. Rany ciągle opatrywane. Raz w tygodniu informacja na ten temat. Doszło do tego, że gdyby mocniej szarpnęła, była bardzo głęboka rana, mogła mu uszkodzić tętnicę szyjną. Nie wiem jak to się działo, że nie można było tej dziewczynki przypilnować. Dopiero groźba spowodowała to, że ja odizolowano od M.

A rozdanie świadectw? Obiecałam sobie, że nie będę chodzić na głupie rozdawanie świadectw. Cała ta szopka z śpiewaniem dzieci, z wierszykami, kwiatkami mnie irytuje. Ale pamiętałam też jak ja wspominam ze szkoły ten dzień. Najfajniejszy dzień. Skąd mam wiedzieć jak mój syn to odbiera - może jak ja wtedy?

Akcja zaczęła się rano. Samochód nie odpalił (trzeba było odpuścić). Więc wzięłam taxi (wkurzona bo to kasa, której nie mam). Po drodze zatrzymaliśmy się, żeby kupić kwiaty. Jeszcze był spokój - ale kolejna rzecz, która nie była w schemacie dnia codziennego.

Dojechaliśmy do szkoły. dzień wcześniej pytałam panią - ile czasu to potrwa. Powiedziała, że chwilę nas potrzyma. Więc zrozumiałam, że jak ona nas potrzyma, to powinnam iść do jego klasy. Na drugie piętro. Zastaliśmy zamknięte drzwi. A więc znów coś nie tak - musieliśmy zejść na dół. Na uroczystość. Śpiewy jeszcze M. słuchał. Ale jak zaczęło się wyczytywanie dzieci, które dostały świadectwa z paskiem zaczęło się avanti. Znów ugryzienie do krwi. 

Wiecie jak to jest, wtedy z łzami w oczach w publicznym miejscu trzeba opanować sytuację. Nie jest łatwo. Tym bardziej, że np. to szarpanie się dziecka powoduje, że np. bluzka się rozpina, pierś się uwalnia z biustonosza. Człowiek czuje się fatalnie i fizycznie - bo boli i psychicznie... bo ludzie nie potrafią odwrócić głowy... Nawet w szkole specjalnej.

Ale nie tylko M. zaczął szaleć. Jego koleżeństwo z klasy również. Było gorąco na dodatek. Wszyscy poszliśmy pod klasę. Po chwili skończyła się ta uroczystość. Dzieci jednak poczuły sie dopiero dobrze w swojej klasie.

No i w sumie to już mi było przykro, kiedy M. nie dostał świadectwa - bo poprzedniego dnia dowiedziałam się, że jednak udało się przedłużyć na kolejny rok realizacje programu tej klasy. Na sama chciałam. Ale wiem, ale wiem, że ten rok to był największy krok dotychczas w edukacji M.

Synku, Ty pewnie wiesz, że jestem z Ciebie dumna :))))

A wakacje? Napiszę juz wkrótce...

Mydelniczka zrobiona przez M. na zajęciach z ceramiki 



3 komentarze:

  1. Mydelniczka przepiękna.
    Popłakałam się. Znam problem autyzmu, bo mój siostrzeniec, młodszy od Twojego syna, ma również autyzm...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam! Przypadkiem trafiłem na Pani bloga przeglądając internet. Nie mogę nigdzie znaleźć do Pani maila więc proszę o kontakt junior@niewidomi.com.pl.

    OdpowiedzUsuń